Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Przewrotność Pani Fortuny

Garść refleksji po tegorocznym finale Ligi Mistrzów .

Po półfinałach sądziłem, że wygra Chelsea.  Nie dlatego, że jest lepsza, ani nie dlatego, żebym jej kibicował (jest wręcz odwrotnie), ale w tym roku miała w LM cholernie dużo szczęścia. Do półfinału doszła bez choćby jednego trudnego przeciwnika na drodze, nie wygrywając ani jednego meczu wyjazdowego, awans do finału zawdzięcza nieprawdopodobnemu samobójowi Riise w piątej minucie doliczonego czasu gry. I kiedy w finale zobaczyłem, jak po pięknych akcjach MU (sir Stanley Matthews musiał w niebiosach zaklaskać widząc podanie Rooneya do Teveza z 43 minuty), Lampard wyrównuje po podwójnym rykoszecie, sądziłem, że Pani Fortuna znowu uśmiecha się do "niebieskich". Zresztą i farfocel Ronaldo w serii karnych wyglądał na potwierdzenie tej tezy.

Ale Pani Fortuna przewrotna jest do bólu. Czy można nie wierzyć, że było jej rozmysłem idiotyczne zachowanie Drogby ocenione na czerwoną kartkę? Czy to nie ona spowodowała uślizg nogi Johna Terry'ego w momencie, kiedy wszyscy spodziewali się ryku szczęścia londyńczyków? Na pewno. Ona miała inny zamysł, który stał się jasny w siódmej serii karnych. Jeżeli przy remisie ze strony MU podchodzi legenda - rekordzista Ryan Giggs, a ze strony Chelsea wieczny nieudacznik Anelka, to dla mnie też nie jest przypadek. Robiła z nas durniów po to, żeby na koniec dać Ryanowi swoją wielką chwilę.

Nie umniejszam rzecz jasna zasług Van der Sara - przy okazji temat dla statystyków: czy jest zawodnik, który dwukrotnie zdobył Puchar Mistrzów w większym odstępie czasu, niż 13 lat Edwina?

 

niedziela, 25 maja 2008, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: