Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Kaski

Pisały ostatnio gazety, że którzyś Szacowni Przedstawiciele wybrani, wstrząśnięci doniesieniami o ofiarach śmiertelnych wypadków wśród narciarzy postanowili zadbać o nich najlepiej jak potrafią. To znaczy przebąknęli o wprowadzeniu obowiązku noszenia kasków przez narciarzy (przy okazji padł też głos o niedobrych ekologach, którzy nie pozwalają wyciąć choćby drzewka, co oczywiście stanowi największe zagrożenie dla narciarzy).
Oczywiście żadnemu z krety.. Szacownych Przedstawicieli nie przyszło do głowy zauważyć, że przeważająca część tych nieszczęśliwych wypadków przydarzyła się poza granicami naszego kraju. A w krajach typowo narciarskich pomysłów o obowiązku noszenia kasków dla jeżdżących rekreacyjnie (nie zawodniczo!) się nie głosi. Ważniejsze jest bowiem rozpropagowanie zasad bezpiecznej jazdy.
Dla dinozaura wychowanego w poprzednim wieku (jak ja) temat kasków w ogóle to jakaś makabra. Czytam ostatnio dziecku bajkę o tym, jak to żółw Franklin nabywał nowy kask rowerowy. Że to niby taka edukacja zarazem (podobne podejście znalazłem w jednej z bajek Janoscha, o tym jak to Tygrysek dostał rower, i "sześć razy karku nie skręcił, kiedy spadał z roweru - bo miał kask"). A mnie się przypomina stary poczciwy E.T. Pamiętacie te dzieciaki uciekające na rowerach przed policją, zjeżdżające po stromiznach, wykonujące skoki, o lataniu (to już tylko za sprawą E.T.:)) nie wspominając? Ile z nich miało kaski? ... Czyli można było.
Przyznam, że nie wierzę w opowiastkę, że te kaski znacząco zmniejszają liczbę nieszczęśliwych wypadków, za to na pewno znacząco zwiększyły obroty producentów kasków. Podobnie jak obowiązek jazdy na światłach bardziej jest dobrodziejstwem dla producentów żarówek i serwisów samochodowych (im nowszy model samochodu, tym trudniej się dostać do reflektora), niż czynnikiem znacząco poprawiającym bezpieczeństw na drogach.
Cóż, jeżeli Szacowni Przedstawiciele zamierzają być konsekwentni, to w dalszej kolejności powinni kolejno wprowadzić obowiązek noszenia kasków przez windsurfingowców i szerzej żeglarzy, turystów wychodzących w wysokie góry oraz kierowców i pasażerów samochodów. W imię bezpieczeństwa, rzecz jasna.
piątek, 27 lutego 2009, bartoszcze

Polecane wpisy

  • Koniec w jedenaste urodziny

    To było dokładnie jedenaście lat temu, tylko bladym świtem. Powiedziałem sobie "no dobra, spróbuję", poklikałem (mogłem mieć wcześniej zaklepane miejsce, nie pa

  • Smutno i dziwnie

    Agora ogłosiła, że 29 kwietnia 2019 roku Blox zostanie zamknięty. Zamknięty, czyli wtyczka do serwerów zostanie odłączona, i wszystko to, co pisałem (jak równie

  • Trzy nogi antykoncepcji

    Zapiski ... między innymi dlatego są kiepsko uczesane, że dla samego twórcy bywa zaskoczeniem, o czym mu się w danym momencie zachce napisać (potem uzasadnione

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/27 22:56:38
W latach 50 podobna dyskusja toczyła się na temat samochodowych pasów bezpieczeństwa :)
-
2009/02/27 23:00:41
Spodziewałem się podobnego argumentu:) Jeszcze mogłeś dodać o kaskach motocyklowych.
-
2009/02/28 00:19:15
Osobiście jestem przeciwnikiem tego rodzaju regulacji nakładających np. obowiązek stosowania akcesoriów typu kask. Ale to jest raczej kwestia światopoglądu i odpowiedzi na pytanie w jakim stopniu państwo powinno wyręczać zdrowy rozsądek obywatela i czy aby na pewno państwo samo jest zawsze racjonalne, kierujące się wyłącznie interesem obywatela a nie swoim własnym. No to se pofilozowałem ;)
A na koniec się przyznaj. Ucząc syna jazdy na nartach/rowerze będziesz mu kazał założyć kask? Bo taka optyka bardziej mnie przekonuje niż powoływanie się na dzieciaki z E.T. ;)
-
2009/02/28 10:05:20
A na koniec się przyznaj. Ucząc syna jazdy na nartach/rowerze będziesz mu kazał założyć kask?
Będę się zastanawiał:)
Natomiast Ty odpowiedz na pytanie - jesteś niewiele młodszy, więc rzeczywistość młodości podobna: o ilu zdarzyło Ci się choćby słyszeć wypadkach wśród znajomych dzieci, w których posiadanie kasku zapobiegłoby jakiejś kontuzji? Ja sobie nie przypominam..
-
2009/02/28 21:43:13
Kask rowerowy nie jest w moim stylu i nie będę go używać.
Pasy bezpieczeństwa... zgoda, coś tam dają... ale z radością bym je pożegnał, np. kupując odpowiednio stare auto.
Palenie tytoniu jest o wiele bardziej zabójcze, a nikt z nim na serio nie walczy.
-
2009/02/28 23:32:16
Była partnerka mojego brata przed kilkoma laty niewinnie się uderzyła w głowę klapą bagażnika samochodowego. Z pozoru nie doszło do żadnego urazu, pomasowała i po bólu. Po kilku dniach dał o sobie znać poważny krwiak, po tygodniu operacja. Jak zwykle, to kwestia oszacowania prawdopodobieństwie urazu i podjęcia decyzji czy warto wydać te 250 zł. Ja wychodzę z założenia, że jeździć w kasku to nie wstyd, tym bardziej, że przy ogólnej cenie sprzętu narciarskiego czy rowerowego to niewielki procent wydatków.
-
2009/02/28 23:44:10
Przykład z bagażnikiem z nieco innej bajki co prawda, ale ilustruje to co chciałem przekazać- łeb to cholernie delikatna część ciała i warto go chronić nawet podczas piknikowej wycieczki rowerowej. Już olewam nawet lobby producentów kasków, niech sobie na mnie zarobią, przecież zdarza mi się wydać kwotę 300 zł na artykuły dalece mniejszej potrzeby niż kask. Oby tylko producenci napędzaniem stracha nie tworzyli rynku na zupełnie zbędne produkty ochrony ciała przed iluzorycznymi kontuzjami :)
-
2009/03/01 15:20:01
Sett, jeżeli idzie o wrażliwość głowy, to ciotka mojej żony podczas z pozoru niegroźnej kolizji drogowej stuknęła o coś głową w aucie, i niby nic jej nie było, a parę godzin później już była nie do odratowania. Ale pytałem o coś innego - ile znasz takich przypadków na rowerach, bo się rozchodzi przecież o to, na ile zwykła jazda na rowerze stwarza większe zagrożenie od zwykłego chodzenia po ulicach. Jako pieszy nie masz przecież obowiązku noszenia kasku, a wcale niekoniecznie jesteś mniej narażony na urazy głowy.
Dodam, że "źródłowa" bajka o Franklinie kładła nacisk na kwestię baaardzo starannego dopasowania wielkości kasku, co przy stale rosnącym dziecku może oznaczać kilkakrotną wymianę. Relacja niezbędności do atmosfery staje się jeszcze bardziej wątpliwa.
-
2009/03/01 19:50:11
Mnie tam najbardziej śmieszy, jak to o wprowadzeniu kasków, obowiązkowej jeździe na światłach itp. przepisach mających podobno podnosić bezpieczeństwo, ale głównie utrudniających życie opowiadają tacy, co sami lubią jeździć po drodze krajowej 150 km/h i przy tym rozmawiają przez telefon komórkowy (znam taki przypadek :).

A co do różnych przepisów, to nasi ustawodawcy się chcą zająć też bezpieczeństwem w górach:
www.bip.mswia.gov.pl/download.php?s=4&id=4274
-
2009/06/30 12:00:33
Ile znam przypadków, gdzie osoba poszkodowana uniknęła urazu dzięki kasku na głowie? To jest śmieszne pytanie. Proszę wziąść pod uwagę ile ludzi ma na sobie kaski podczas jazdy i ile jest codziennie wypadków. Wychodząc na ulicę w mieście, czy poza miastem, nie widzę nikogo! w kasku. Zdarza mi się kogoś spotkać z ochroną na głowie, ale to jest może jeden osobnik raz na kilka miesięcy. Dopatrywanie się w tym interesu dla firm produkujących jest uważam niepoważne :)
-
2009/06/30 12:05:58
To jest zasadnicze pytanie, i tradycyjną odpowiedzią na nie jest brak odpowiedzi:)
A firmy na pewno na tym nie korzystają, oczywiście..
-
2009/06/30 12:28:28
Haha, no i niech korzystają, bosh, będziesz żałować kasę na bezpieczeństwo swojego dziecka? Bartoszcze, oglądam Twojego bloga - zatrzymał na dłuższą chwilę, ale Twoje podejrzenia co do teorii spiskowej firm produkujących kaski jest zabawne :)
Czy każdy apel typu np. żeby jeść nabiał, który jest ważny dla naszch kości, odbierasz podejrzliwie, że napewno za takie komunikaty płacą mleczarnie, które chcą podnieść sprzedaż twarogu? :D
-
Gość: Gość, *.zchpolice.com
2009/06/30 14:14:28
Kask to ani światopogląd, ani naganianie popytu poprzez "modę na kaski". Kask to życie, sam się o tym przekonałem. Jeżdzę "amatorsko" na rowerze. Żaden team, żadne treninigi. Kilka razy w tygodniu, po kilkadziesiąt km, czasami dalsze wypady z ekipą, nad jeziora czy w góry. Po prostu pasja. Zaliczyłem dwa poważne wypadki. Jeden przy prędkości 40 km/h, wylot przez kierownice i pierwsze spotkanie z podłożem leśnym...via głowa. Kask peknięty, rower uszkodzony, jeden bok ciała zbity i mocno poturbowany. Głowa cała. Wolę nie myślec co by się z nią stało, pamiętając stan reszty (chronionej mięśniami) ciała. A w mieście? Niestety w Polsce nie ma warunków do bezpiecznej jazdy, jeździmy w pełnym ruchu miejskim, po dziurawych ulicach, niedorobionych ścieżkach rowerowych, i bezmyślnych kierowcach, którzy potrafią wyprzedzać ocierając lusterkiem o końcówkę kierownicy. Jasne, że przy zderzeniu z samochodem szans nie mamy nigdy, ale przy zderzeniu z krawężnikiem czy latarnią już tak. Jasne, że ważna jest cena i jakość kasku - kompozyt to nie styropian. Ale nawet styropian osłoni głowę 6letniego dziecka, pedałującego 4 km/h po placu zabaw. Jasne, że producenci zarabiają. Ale czy dlatego, że producent samochodów zarabia na ABS, mam kupować auto bez systemu i bez pasów? Czy dlatego, że firma ubezpieczeniowa zarabia, mam nie spać po nocach bojąc się, że sąsiad zaleje mi mieszkanie?
-
Gość: karmi, *.kamsoft.pl
2009/06/30 14:44:16
@bartoszcze
Kask może uratować łeb przed rozbiciem. Wiem to z własnego doświadczenia, kask przydał mi się już kilka razy.
picasaweb.google.com/karmi7/Buba#5219986172575387586
Ten kawałek styropianu potrafi pochłonąć sporo energii kinetycznej, więc nie wiem czemu miałbym nie korzystać z ochrony jaką daje. A jego dopasowanie jest kluczowe dla skuteczności ochrony. To nie marketing tylko fizyka.
Ale twój dzieciak, rób jak chcesz. Zawsze jak się zepsuje można zrobić nowego.

Jednocześnie jestem przeciwnikiem nakazu noszenia kasku. Każdy ma swoją głowę i może z nią robić co chce, nawet rozwalać o krawężnik. Pasy w aucie to inna para kaloszy. Podczas wypadku frunąca osoba może zabić innych, więc od swoich pasażerów zawsze wymagam zapinania pasów, żeby mi jeden z drugim nie zrobili krzywdy podczas ewentualnego dzwonu.

pozdrawiam
-
Gość: magatamo, *.chello.pl
2009/06/30 15:21:53
no właśnie i tylko o to chodziło - prawo do decyzji, wolnego wyboru co do przeznaczenia moich 200 zł, bo to do licha MOJA sprawa czy chcę chronić swoja czaszkę czy nie
mnie też wkurzają wszechobecne nakazy i zakazy w każdej dziedzinie życia, to niewiarygodne jak dajemy się ubezwłasnawalniać w imię rzekomego bezpieczeństwa, czy czyjegoś widzimisia i przekonana jestem, że wprowadzane są dzięki lobby producentów

do gość - ależ nikt Cię nie namawia, żebyś kasku nie nosił, tylko dlaczego ja mam go kupować skoro jeżdze rekreacyjnie i w życiu nie przekroczyłam 15 km/h???

do settembrini - świetny przykład, może powinniśmy rozważyć, czy nie wprowadzić nakazu używania kasku dla kierowców? w końcu klapy bagażników mogą być groźne dla zdrowia??

do all: - gdybacie sobie co do dzieci, a ja swoje już wychowałam, jeździ na łyżwach, nartach, rowerze i rolkach, nigdy nie miała kasku na głowie, i, pewnie nie uwierzycie - ma się świetnie:)) pozdrawiam
-
Gość: magatamo, *.chello.pl
2009/06/30 15:42:16
i do cebrity - podejrzenia bartoszcze nie sa śmieszne, tylko prawdziwe - a Ty myślałaś, ze kto sponsoruje akcje "jedz nabiał" - producenci grochu? swoja drogą nasiona strączkowe zawierają więcej białka niz mleko, jest ono lepiej przyswajalne i nie ma tak uczulających właściwości jak te z krowiego mleka;
ale nawet gdyby chodziło o rzecz niezbędną dla życia - dlaczego ktoś daje sobie prawo do tego, żeby mi NAKAZYWAĆ, a co gorsza, karać mnie za nieposiadanie??
-
Gość: Gość, *.zchpolice.com
2009/06/30 15:42:23
Do: Gość: magatamo. Zrozum proszę, że prędkośc nie ma żadnego znaczenia gdy w Polskich warunkach "jungli drogowej", ktoś Cię potrąci lusterkiem, wpadniesz w dziurę, lub uderzysz pedałem w za wysoki krawęznik i spadniesz lecąc głową na cokolwiek.
-
Gość: magatamo, *.chello.pl
2009/06/30 16:03:58
do gość: pewnie trudno będzie Ci uwierzyć, ale jezdząc po ścieżkach rowerowych nie natrafiam na takie przeszkody - lusterka czy wysokie krawężniki :) ale naprawdę nie w tym rzecz gdzie jezdzę tylko w NAKAZACH, to jest moja sprawa co robię ze swoja czaszka, brzuchem itp. wkurza mnie, że ktoś chce mi KAZAĆ, dawać mandaty za brak czegoś, uważam że podlegamy w coraz większym stopniu ubezwłasnowolnieniu w wielu dziedzinach życia i co gorsza, godzimy się z tym i uwazamy ze ktoś nam robi przysługę, a tak nie jest!
-
mko
2009/07/01 10:15:42
do matagmo - piszezsz, ze to Twoja głowa i Twoja spraw. Dla mnie jest to postawienie sprawy ok, pod warunkiem, że będziesz konsekwentny i nie skorzystasz z publicznych (także moich) pieniędzy podczas ewentualnego leczenia.

Wg mnie najlepszym rozwiązaniem jest zachęta finansowa. Nosisz kask, płacisz mniej za leczenie w ew. wypadku, palisz fajki - ok, twoja sprawa, ale placisz wiecej za leczenie. Nie zapinasz pasów - ok, ale w razie wypadku - dokładasz się do swojego leczenia (wizja pasażerów poruszających się lotem koszącym bardzo mnie rozbawiła :-)
Wówczas możemy mówić - moje ciało, moja sprawa, moja kasa.
Jeśli chodzi o dzieci, to dopóki nie będzie "egzaminów na rodzica" (prowadzenie samochodu to sprawa o wiele prostsza niż wychowanie dziecka, a egzamin jest), to państwo/społeczenstwo powinno mieć narzędzia do obrony dziecka przed głupotą rodzica (np. nakaz jazdy dzieci na nartach w kaskach - o ile wiem, obowiązujący w wielu krajach narciarskich)
-
2009/07/01 11:15:26
@mko
Wbrew pozorom nic w tym konsekwentnego. Czy takiej samej ostrożności wymagasz od żeglarzy, pieszych, pasażerów samochodów?

@cebrita
Chciałbym naiwnie wierzyć, że w sprawie promocji kasków chodzi tylko o ich bezpieczeństwo. Ale życie nauczyło mnie ostrożności tam, gdzie idzie o pieniądze.

@all
Jest oczywiste, że posiadanie kasku na głowie przy niektórych upadkach może pomóc. Pytanie, które zadaję w tekście, brzmi jednak: jak często użytkownikom rowerów zdarzają się wypadki, w których kask mógłby coś pomóc? Ilu znacie ludzi poszkodowanych w wypadkach rowerowych (ograniczamy się do uszkodzeń głowy)? Znacie jakiekolwiek statystyki takich wypadków? Ileś tam lat jeździłem na rowerze, częściej po wertepach niż po gładkim asfalcie, i.. nieszczęśliwych zdarzeń nie kojarzę, to samo wśród znajomych.
Oczywiście, przy jeździe po górach czy z dużą szybkością, brak kasku to igranie z ogniem, ale rynek dla takich użytkowników jest względnie płytki. Stąd IMHO presja producentów, z jednej strony na wyobraźnię konsumentów, z drugiej na regulatorów. A bezpieczeństwo zawsze przemawia.
Ilu ludzi dało sobie wmówić, że ich dzieci cudownie uzdrowi w przyszłości krew pępowinowa?
-
Gość: karmi, *.kamsoft.pl
2009/07/01 16:40:47
I tu znowu ja, mały katastrofista karmi. Widzę że moja fotka nie przekonuje i cały czas ktoś pyta czy ktoś zna osobę która miała uraz głowy na rowerze. Tak, znam osobiście osobę, która po nieszczęśliwym upadku na rowerze w parku uczyła się mówić od nowa. Żadnej ekstremy, zwykła rekraacja.
Ze swojego doświadczenia dodam, że większość dziwnych przypadków spotyka mnie właśnie w mieście lub parku (np wpadłem na psa przy 30km/h na drodze dla rowerów, właścicielka psa była nawalona; mało mnie nie zabił gokart w parku, a jakże, na drodze dla rowerów, nie pytajcie co tam robił). Za to nigdy nie miałem potężnego dzwona w górach czy na zawodach.
-
2009/07/02 08:53:32
@karmi
Więc Twoja próbka statystyczna jest inna, niż moja, i to tylko tyle. Nadal nie jest to odpowiedź na pytanie, jak często się to zdarza w skali całej populacji, i na ile statystyka takich wypadków jest wyższa od podobnych wypadków w innych sytuacjach (piesi, żeglarze, użytkownicy boisk szkolnych..) Bo jeżeli prawdopodobieństwo wypadku z uszkodzeniem głowy jest podobne w obu sytuacjach, to w obu sytuacjach analogicznie powinno być promowane używanie kasku. Więc jak z tymi statystykami?
-
Gość: karmi, *.kamsoft.pl
2009/07/02 17:06:38
Fakt, spędzam na siodełku 7-10tyś km rocznie, wielu moich znajomych podobnie, więc prawdopodobieństwo wypadku rośnie. Prawo wielkich liczb mówi, że przy takim przebiegu w zasadzie ktoś musi mieć wypadek, wiec wolę zawczasu minimalizować jego skutki.
Ale oczywiście uważam, że korzystanie z kasku, płacenie ubezpieczeń typu AC , etc... powinny być dobrowolne. Ja w każdym razie noszę kask i płace AC, mimo że mam nadzieję że nigdy się nie przyda. Praktyka jest niestety taka, ze się przydaje.
-
mko
2009/07/02 22:50:13
od każdego wymaga się ostrożności wynikającej z jego aktywności. Nie znam statystyk wypadkowości rowerzystów, żeglarzy, pieszych i kosmonautów. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, że ryzyko urazów rośnie wraz z prędkością poruszania się. Od każdego wymaga się stosownej ostrożności (żelgarze - patent, piesi - przejścia i światła, rowerzyści - prawo ruchu drogowego, światełka itp.).
-
2009/07/03 20:19:09
I per saldo już się prawie zgadzamy:) Ostrożność indywidualna, zależna od ilości i sposobu korzystania z roweru, jest czynnikiem, który należy brać pod uwagę przy podejmowaniu świadomej decyzji o używaniu kasku. Ale nie ma to nic wspólnego z mitem, że kask jest konieczny do bezpiecznej jazdy.