Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Poczucie wyższości nad Afrykanami

Popatruję sobie trochę na mecze piłkarskiego Pucharu Narodów Afryki. Przed turniejem pamiętam głosy, że czeka nas dawka futbolu radosnego, swobodnego i nietaktycznego (w opozycji do wyrachowania drużyn europejskich). No i po trosze się to sprawdza -  w końcu wyrównanie z 4:0 w ciągu końcowych 20 minut to jednak trochę kosmos (jakże blednie wyczyn Liverpoolu z finału Ligi Mistrzów). Zupełnie radosna bywa też gra bramkarzy - już po dwóch kolejkach zebrała się pokaźna kolekcja bramkarskich wyczynów aspirujących do DVD "Futbolowe jaja 2010". Aż się nieraz ciśnie na usta jakaś złota myśl o poziomie rozwoju "tych z Czarnego Lądu".

Ta refleksja oparta jest na meczach z niedzieli. W meczu Kamerunu z Zambią, wyrównujący gol dla Kamerunu na pewno znajdzie się we wspomnianej wyżej kolekcji błędów bramkarskich. Bo i szczerze mówiąc, padł po ratunkowym kopnięciu piłki przy linii bocznej (nazwanie tego strzałem to obraza dla normalnych strzałów) - inaczej piłka uciekłaby na aut, a tak doleciała do pola karnego i pod brzuchem bramkarza wpadła do siatki. Palce lizać. Ale nie umiałem się oprzeć wrażeniu, że już to widziałem. Bo i prawdę mówiąc, miejsce uderzenia piłki było porównywalne z kopnięciem Nayima na 20 sekund przed końcem finału Pucharu Zdobywców Pucharów AD 1995 w kierunku Davida Seamana. A  zachowanie bramkarza na piłce do złudzenia przypominało "interwencję" Luisa Arconady w finale Euro'84, dającą prowadzenie Francuzom i wieczną chwałę Platiniemu.

A wcześniej, był mecz Gabon-Tunezja. Kiedy się włączyłem, wyglądało to na dość niezdarną kopaninę. Na tyle niezdarną, że po paru minutach pomyślałem sobie zgryźliwie, że z każdym z uczestników poradziłaby sobie nawet reprezentacja Majewskiego. Ale z czasem dostrzegłem Gabon, nie atakując zbyt frontalnie, miał niesamowitą lekkość rozpędzania akcji do przodu dwoma podaniami. I wcale już nie byłem pewien, czy dałaby mu radę którakolwiek polska reprezentacja - Majewskiego, Beenhakkera czy Smudy. W końcu symbolicznie Gabon już nas pokonał.

Ech, to postkolonialne poczucie wyższości.

wtorek, 19 stycznia 2010, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: