Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Klęska? Porażka? Brak szczęścia..?

Nóż się w kieszeni otwiera, kiedy czytam wypowiedzi po drużynowym konkursie skoków. Pewnie, że szóste miejsce nie jest powodem do skakania z radości, ale używanie słów takich jak kompromitacja czy twierdzenie, że jeden Małysz ciągnął drużynę, to gruba przesada.

Popatrzmy bowiem na wyniki osiągnięte w poszczególnych seriach:
Stefan Hula - 4 w pierwszej serii, 6 w drugiej;
Łukasz Rutkowski - 11 i 8;
Kamil Stoch - 6 i 2;
Adam Małysz - 3 i 5.

Zaskoczeni? A właśnie. Ten nieudany skok Stocha był szóstym w serii,  a znakomite skoki Małysza nie miażdżyły konkurencji. 
Patrząc na indywidualne noty: Małysz zająłby miejsce czwarte, Stoch dwudzieste, Hula 24., a Rutkowski 29. Małysz zdobył o 13 punktów więcej niż w konkursie indywidualnym, Stoch o prawie 25 więcej, Hula o 23 więcej, a Rutkowski w pierwszym skoku o 14 więcej niż Miętus.

Pomału dochodzimy do sedna problemu. Po pierwsze, sędziowie i warunki pozwolili wczoraj skoczkom na dobrą zabawę (dali im pofruwać). Nie od dzisiaj wiadomo, że przy dłuższym rozbiegu, nasi trochę tracą, bo nie potrafią tego wykorzystać, a przynajmniej stworzyć różnicy (i Małysza to wbrew pozorom też dotyczy). Po drugie, skoki drużynowe to zawody, w których trzeba liczyć na czyjeś błędy - a tych rywale zbyt wiele nie popełniali, zwłaszcza w porównaniu z wcześniejszymi wielkimi imprezami (tak naprawdę ciut emocji dawały tylko babol Schmitta, słabość Bardala i pojedyncze nieco gorsze skoki Hautamaekiego, Hilde oraz Keituri).

Czy ten wynik to porażka? To porażka naszych wybujałych oczekiwań. Oraz porażka trenerska - jednak - Łukasza Kruczka, któremu nie udało się doprowadzić do Igrzysk czwartego zawodnika na w miarę równym poziomie (ani Miętusowie, ani Rutkowski, ani nikt z wcześniej próbowanych). I indywidualne porażki poszczególnych zawodników, bo chyba jednak mogli z siebie dać ciut więcej (zwłaszcza Rutkowski, oczywiście).

Czy mogło być lepiej? Pewnie, Stoch w pierwszym skoku, Hula w drugim, a Rutkowski w obu, mogli dołożyć po parę metrów, tak samo jak mogli w Libercu, ale tam nie mówiliśmy o porażce, tylko o prawie sukcesie. Mogli się rywale poprzewracać, albo spalić psychicznie, a jednak tego nie zrobili. No i w Libercu zajmując czwarte miejsce, drużyna miała o 24 pkt mniej, niż w Whistler. Więc jednak będę utrzymywał, że długi najazd też nie pomógł, tak jak Justynie Kowalczyk łagodne podbiegi. Po prostu nie było nam pisane, bez względu na to, co będzie opowiadał Prezes Tajner.

A mnie swoją drogą rozczarowali Słoweńcy.

 

wtorek, 23 lutego 2010, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/23 13:42:17
dlugo, ale mądrze i fajnie :) przyjemnie się czytało mimo, że dlugo :)
-
2010/02/23 16:16:03
Nic dodać nic ująć. Przy niskich najazdach (14 belka max) i loteryjnych warunkach jak przy indywidualnym konkursie na dużej skoczni byłaby jakaś 30% szansa na medal. Ale nie przy takim wysokim poziomie konkursu drużynowego. Wiadomo, że wtedy Niemcy i Norwegowie odlatują. Ten konkurs był na dużo wyższym poziomie niż te w Sapporo, Libercu i Turynie/Pragelatto, nie pisząc już o Planicy. Nasi skoczyli lepiej w drużynie niż 4 lata temu, ale miejsce niższe. Japonia była w zasięgu. Finowie, Niemcy i Norwegowie praktycznie nie psuli aż tak bardzo nic. Szansy na coś lepszego nie było. A Rutkowski w pierwszym zepsutym skoku podobno stracił do czołówki swojej grupy mniej punktów niż w drugim podobno nie zepsutym. Prawda jest taka, że nasze szanse zakładały powtórkę z soboty - Norwegowie, Finowie i Niemcy psują i słabo skaczą. Ale oni kurcze nie chcieli słabo skakać. To nie był wybitny występ, ale nie było to też występ słaby. A na 100% nie było to klęska.
-
2010/02/23 20:02:46
Rutkowski w pierwszym zepsutym skoku podobno stracił do czołówki swojej grupy mniej punktów niż w drugim podobno nie zepsutym

Ujmę to inaczej: Rutkowski w swoim drugim skoku poprawił się o około 10 pkt, podobnie jak Meznar i Koudelka, Takeuchi poprawił się o 9, Kofler o 12, natomiast Hilde, Wank i Happonen o ponad 20.
Aha, miałem jeszcze dodać, że Stoch w swojej grupie przegrał łączną notą tylko z Morgensternem.
-
2010/02/23 21:51:39
Pozwoliłem sobie wykorzystać Twoje wyliczenia w polemice z kuriozalnym emo - tekstem "eksperta od sportów zimowych" Jakuba Ciastonia na jego blogu. Mam nadzieję, że się nie obrazisz;)
-
2010/02/24 07:58:10
To tylko agregacja publicznie dostępnych danych:)
Puszczę Ci mailem arkusz.