Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Albedo białych dachów

O ile mi coś wiadomo o historii Ziemi i klimatu na Ziemi, znaczącą rolę we wcześniejszych zmianach klimatu odgrywało pojawienie się tu i ówdzie lodowców. Kiedy bowiem śnieg i lód zaczynały tworzyć zwarte białe plamy, zwiększało się albedo ziemskie, czyli zdolność odbijania promieni słonecznych. Im więcej zaś Ziemia promieni słonecznych odbijała, tym lepsze się tworzyły warunki dla rozwoju lodowców i po trosze klimat się dalej ochładzał w mechanizmie samonapędzającym, aż do zlodowaceń (w dużym uproszczeniu, oczywiście).

Dzisiejsze zmiany klimatyczne przebiegają raczej w kierunku odwrotnym. Mnie osobiście (pomijając wszelkie argumenty z badań naukowych, z którymi w szczegółach się nie zapoznam, a gdybym się nawet zapoznał, to i tak nie mam pewności czym bym zrozumiał - tak przynajmniej wnioskuję studiując wypowiedzi na Doskonale Szarem) najmocniej przekonują informacje o tempie cofania się lodowców - czy to w Andach, czy to w Alpach, czy to wreszcie na Grenlandii (przeczytane kiedyś u Crichtona informacje o utrzymywaniu się ich zasięgu były, hmm, nieco selektywne). Zwłaszcza w przypadku lodowców andyjskich (czytałem o tym w National Geographic, polska wersja z sierpnia 2007 nie jest zdaje się dostępna w sieci) topnienie lodowców stale przyspiesza właśnie dlatego, że cofając się, odsłaniają w miejsce białego lodu czarne kamienie, które miast odbijać ciepło, absorbują je i oddając później wzmagają procesy topnienia. Albedo zatem maleje.

Czy to dobrze, czy źle - trudno powiedzieć (są oczywiście naukowe prognozy, ale obarczone na tyle dużą niepewnością, że właściwie nie wiemy, co się zdarzyć może). Wywołuje to we mnie jednak pewien niepokój, i stąd każdą zimową porą z uśmiechem patrzę na padający śnieg - nie mogąc uwolnić się od nachalnej myśli, że dzięki choćby centymetrowej pokrywie śnieżnej, albedo ziemskie choćby minimalnie rośnie, przeciwdziałając w ten sposób (nieprzesadnie, oczywiście) procesom ocieplenia.

Kiedy jednak kilka dni temu zażywając spaceru południowego obserwowałem, jak marcowe słońce pomimo mrozu metodycznie roztapia cienką warstewkę nocnego śniegu, pomyślałem sobie, że taki mały śnieg o tej porze się nie utrzyma. I wtedy myśl błysnęła - a gdyby tak nasz świat bardziej zabielić? Gdyby tak zamiast dachów czerwonych, brązowych i szarych (w niektórych miastach to jedyne akceptowalne kolory dachów w myśl miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego) dachy były białe? Lub przynajmniej z mocno odbijającej, błyszczącej blachy (to już łatwiej spotkać i wykonać)? Wyobrażam sobie widok z lotu ptaka, jak wielkie skupiska domów jaśnieją i błyszczą. Nie, nie mam złudzeń, że zaraz znacząco wpłynęłoby to na poprawę albedo, ale czyż wiele małych kroków nie da w sumie efektu podobnego, jak kilka wielkich kroków? Cóż. Na moim dachu póki co leży brązowa papa, i do wymiany mi się nie pali.. A za oknem tymczasem sypie śnieżek, drobny lecz chyba wcale niekoniecznie ostatni tej zimy. Niech poprawia albedo, póki może.

piątek, 12 marca 2010, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/03/12 10:48:45
Nic mnie bardziej nie śmieszy jak rzekomo demaskatorskie teksty Łukasza Warzechy na temat "globalnego ocieplenia" i związanej z tym międzynarodowej zmowie ekologów, feministek, homoseksualistów i cyklistów.
-
2010/03/12 10:53:03
Cóż, nie znam. Na szczęście mam w życiu wiele okazji do zdrowego śmiechu, bez czytania prawicowych publicystów.
-
2010/03/13 10:10:38
Można nawet pozostać przy kolorowych dachach, o ile się stosuje wysokorefleksyjne pokrycia dachowe :) parę lat temu kilka o tym tekstów tłumaczyłem w ramach samopomocy rodzinnej, kilka nawet było publikowanych w prasie, ale obawiam się, że tytuł miesięcznika "Izolacje" nic nikomu tu nie powie ;)