Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Internetowe sklepy z oponami lecą w gumę

Potrzebowałem po zimie kupić nowe opony letnie. Jeszcze w marcu przejrzałem szybko dostępne modele, wyrobiłem sobie pogląd na relację ceny do jakości i wybrałem określony model. Tak uzbrojony udałem się na zakupy, uznając e-sklepy za odpowiednie miejsce (ceny niższe, a za transport całego zestawu już się zwykle nie płaci).

Zacząłem - taką małą świecką tradycją - od Znanego Internetoweogo Dystrybutora. Z aprobatą zobaczyłem, że "mój" model jest dostępny w ciągłej sprzedaży, więc szybko zamówiłem i czekałem na realizację. Niestety, następnego dnia dostałem telefon, że moje opony system pokazuje jako dostepne na bieżąco, ale niestety chwilowo moich opon brak - i będą prawdopodobnie za dwa tygodnie (a na razie oferują mi zastępczo inny model, nic to że droższy, za to słabiej testowany). Uprzejmie się rozmyśliłem i zacząłem szukać alternatywnego dostawcy, wykorzystując strony internetowe jako jedynie źródło danych kontaktowych i preferując bardziej szybszy w efekcie kontakt telefoniczny. Następny sprzedawca okazał się mutacją Znanego Internetowego Dystrybutora, z tym samym problemem. Kolejny sprzedawca oświecił mnie, że chwilowo "mój" model jest w Polsce praktycznie niedostępny, bo cała produkcja idzie do krajów zachodnich, żeby tam obsłużyć wiosenną wymianę opon; ponieważ budził zaufanie (i był dodatkowo nieco tańszy), zamówiłem tam ze świadomością, że i tak trzeba zaczekać jakąś chwilkę.

No i czekałem. Po jakichś dwóch tygodniach (kwiecień już był w pełni) zadzwoniłem zapytać, co słychać - i ku swojej konsternacji dowiedziałem się, że spodziewany termin dostawy mojego modelu to koniec maja (termin dostawy może ulec zmianie), a poza tym nawet jeżeli dotrą, to i tak będą w innej cenie, niż w moim zamówieniu. Współpraca z tym sklepem zakończyła sie z szybkością światła, rozpoczęły się coraz bardziej gorączkowe poszukiwania (bo słońce przygrzewało, a ja się uparłem). Odnalazłem kolejny e-sklep z siedzibą w Warszawie, którego system pokazywał dostępność 8 sztuk poszukiwanych opon. Natychmiast zadzwoniłem się upewnić, że tych 8 sztuk nadal jest w magazynie i że 4 z tego mogą być przeznaczone dla mnie, a po pozytywnej odpowiedzi niezwłocznie dopełniłem zamówienia, z uruchomieniem karty kredytowej włącznie. Kto jeszcze jest zaskoczony, że następnego dnia rano dostałem smsa, iż owych 8 sztuk jest już nieaktualne?

Znalazłem jeszcze jeden sklepik, nie budzący zaufania na pierwszy rzut oka (w istocie nie podawał nawet swojego rzeczywistego adresu, numer telefonu był jedynie komórkowy i trudno się było dodzwonić). Kiedy uzyskałem połączenie, rozmówca lekko zdziwionym właściwie tonem potwierdził, że oferowane 4 sztuki nadal posiada, i że wyśle je wkrótce po otrzymaniu przelewu (brak opcji płatności kartą). Niby to tylko trochę pieniędzy i cztery kawałki gumy, ale przyznam, że następnych parę dni było dość stresujących - czy po wysłaniu pieniędzy znowu nie dostanę radosnego komunikatu, że zamówionych opon brak. Odetchnąłem z ulgą dopiero kiedy dostałem telefon z warsztatu, że kurier jest dostarczył.

Nazwy sklepów, które poleciały sobie w gumę, zachowam dla siebie. Pozwolę sobie natomiast wyrazić wdzięczność niewielkiemu sklepowi Superopona.pl z wielkopolskiej Opalenicy - za odrobinę normalności. Mała rzecz, a.. super.

niedziela, 02 maja 2010, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/05/03 02:21:11
Kurczę, a może po prostu wymyśliłeś sobie jakieś kosmicznie odjechane gumy i stąd problem;) Jeśli nie, cała historia utwierdza mnie jedynie w moim tradycjonalizmie zakupowym w zakresie akcesoriów motoryzacyjnych. Odstąpiłem od tegoż tradycjonalizmu tylko raz, jakoś z półtora roku temu, gdy przerażony sklepowymi cenami w okolicy postanowiłem sobie kupić akumulator w sieci. No i właśnie - bity tydzień (roboczy) słyszałem w słuchawce głos miłej pani zapewniający mnie, że moja bateria już-już, lada moment zostanie wysłana. Pięć roboczych poranków z rzędu wystawałem z wyciągniętymi kablami i błagalnym spojrzeniem wbitym w sąsiadów, żeby mi pomogli odpalić. Owszem, sąsiadów mam raczej uczynnych, ale cała sytuacja była na tyle irytująca, że w weekend pojechałem w nieco dalsze okolice i kupiłem ten akumulator w normalnym, "żywym" sklepie.
Z oponami mam tak: w obu rodzinnych samochodach wymieniałem je jakoś na przełomie marca i kwietnia, w z dawna znanym, zaufanym warsztacie. Tydzień wcześniej zadzwoniłem, by ów warsztat poinformować o swym przybyciu i zastrzec sobie "swoje" gumy (takie i takie*). Zapłaciłem po ledwie parę złotych na sztuce drożej, niż w ofercie Superopony, a jako stały klient dostałem zapewnienie, że gdyby coś, to - jak zawsze - w ciągu dwóch tygodni mogę oddać i nikt nie będzie pytał, ile na nich przejechałem. Oczywiście nie skorzystałem z tego prawa.
* Przyznaję się do emocjonalnego (i tylko) związku z firmą. Jeżdżę na jej wytworach od ładnych kilku sezonów i stosunek cena/jakość wydaje mi się naprawdę świetny.
-
2010/05/03 18:34:53
Jakie tam kosmicznie odjechane, ten sam producent:)
Tyle że ja mam większe kółka w jednym wozie, i różnica w cenie pomiędzy tymi Barumami, a następną oponą w tym rozmiarze, to już było mniej więcej tyle, ile Ty płaciłeś za sztukę (tak, do drugiego mojego też by wystarczyło)..