Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Jak wygrać wyścig Formuły 1

Wyścig Formuły 1 można wygrać na wiele sposobów:
- dzięki prowadzeniu od startu do mety, korzystając z wolnego toru i czystego powietrza przed sobą (ewentualnie oddając przejściowo prowadzenie na czas po zmianie opon, choć i to niekoniecznie),
- dzięki uważnej jeździe tuż za liderem, i ogranie go przez korzystniejsze dobranie momentu zjazdu na zmianę opon (kiedyś i na tankowanie), wykorzystując przewagę szybkości lub lepszy moment wyjazdu,
- dzięki spokojnej jeździe i odpadaniu zawodników jadących z przodu (teraz zdarza się coraz rzadziej, ale jeżeli do mety dojeżdża 3 kierowców, a 7 zostaje w sumie sklasyfikowanych, jak w Monaco 1996..),
- dzięki innemu nadzwyczajnemu zbiegowi okoliczności, takiemu jak safety car wypuszczony w momencie pozwalającym na objęcie prowadzenia i dowiezienia go do mety (jak prawie się udało Nelsinho Piquetowi na Hockenheimie w 2008 roku),
- dzięki wyprzedzeniu rywali w bezpośredniej walce na torze.

Nie wiem które zwycięstwa najlepiej smakują kierowcom, kibicom najbardziej smakują te ostatnie. Wczorajsze zwycięstwo Nico Rosberga należało bez wątpienia do pierwszej kategorii i było znacznie mniej efektowne, niż ta walka, która toczyła się za jego plecami o miejsce drugie, trzecie i dalsze - ale niezaprzeczalnie było zwycięstwem, które w statystykach będzie zawsze wyżej, niż najpiękniejsza porażka (nawet jeżeli w pamięci kibiców lepiej zapisze się ta porażka). Nie ma bowiem powodu, aby nie cenić uczciwie odniesionego sukcesu, nawet jeśli wydawałby się osiągnięty w sposób nijaki. Kiedy Robert Kubica odnosił swoje jedyne zwycięstwo, było ono kombinacją kilku wariantów - po szczęśliwym wyeliminowaniu się przez głównych rywali, wyprzedził partnera z zespołu i pędząc do przodu, uzyskał dość przewagi, żeby po zjeździe na do boksu wyjechać jeszcze przed nim; a przecież i on, i my, pękaliśmy ze szczęścia po tym zwycięstwie.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/04/16 16:33:49
Czy nie jest tak, że zwykle dominuje metoda ostatnia, tzn. kierowcy naprawdę się ścigają, wyprzedzają itp?
-
2012/04/16 16:46:58
No niestety nie. Z wyprzedzaniem bywa dość ciężko, zwłaszcza na czołowych pozycjach.
-
2012/04/16 18:10:40
Czy ja wiem, czy niestety, to dość niebezpieczne chyba.
Z drugiej strony jesli ktoś chce się spektakularnie zabić, to proszę bardzo, byle nie pozabijał innych.
-
2012/04/16 18:36:56
Masz pojęcie jakie życie jest niebezpieczne... mysz ci może poderżnąć jakąś żyłę, o zawał przyprawić albo doprowadzić do przemęczenia.
W F1 wypadku śmiertelnego nie było od 1994, a z udziałem publiczności to.. nie pamiętam.
-
2012/04/16 18:40:56
Nie było, bo się nie ścigają jak wariaci, ale gdyby, to oby nie zginął nikt poza tym, kto wpadł na świetny pomysł jechania ile fabryka dała, to mam na myśli. A że Mysz jest niebezpieczna...cóż, to Mysz, tego należy się spodziewać ;-)
-
2012/04/16 19:05:20
Oni starają się wycisnąć więcej niż fabryka dała:-) kluczowe słowo "jechałem na limicie".
-
2012/04/16 19:07:01
Ale bez ścigania sie i narażania innych, skoro nie było od lat wypadku, czyli dobrze dla nich :-)
-
2012/04/16 20:17:07
To nie jest kwestia, że oni się nie ścigają. Czasem to jest kwestia, że kalkulują, jak się bardziej opłaci - cisnąć za wszelką cenę (czytaj za cenę błędu) czy czyhać na cudzy błąd, zwłaszcza że wyprzedzanie nie jest łatwe, nawet jak się rozpędza do 320 km/h:-)
-
Gość: motorsport, *.centertel.pl
2012/04/17 15:23:22
Fakt, kiepsko uczesane.
-
2012/04/17 15:48:31
Dzięki za komplement:-)
-
2012/04/17 15:59:30
Mam obrazeczek na takie okazje, ale tylko dla pań, niestety ;-(
-
2012/04/17 16:16:00
Eee tam, w jakieś stereotypy popadasz:-)
-
2012/04/17 16:16:25
Leci mailem, sam zobacz ;-)
-
2012/04/17 18:14:44
No śliczne - jednakże nie mam zamiaru konfundować głęboko moich gości takimi słowy, bo mogliby opacznie zrozumieć:-D a poza tym mnie zupełnie nie przeszkadza gość z ironią pod nosem, o ile ją kurturalnie wyraża:-)