Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Rowery i radary

Temat (nieco wakacyjny) ostatnich dni, to pomysł władz Sopotu (proszę wybaczyć, piszę niedzielnie, to nie będę sprawdzał teraz na szybko, ani który z organów jest jego autorem, ani jaki jest etap jego wdrożenia), aby na ścieżkach rowerowych, zwanych "rekreacyjnymi", ograniczyć dozwoloną prędkość do 10 km/h (czyli prędkości mocniejszego truchtu). Wśród zwolenników tego pomysłu pojawiły się już głosy (dyskusja jest burzliwa!), że ograniczenia takie to przejaw wyższości cywilizacyjnej co najmniej. Pogoda dzisiaj taka sobie, robota nie goni, to postanowiłem szybko sprawdzić co i jak, na szybko znalezionych przykładach z Nowego Świata. 

Najbliższe proponowanej wizji skoku cywilizacyjnego jest chyba Boulder w Colorado (skądinąd mające ponoć reputację przyjaznego rowerzystom, przynajmniej wcześniej). Niecały rok temu, pojawił się tam projekt wprowadzenia ograniczenia prędkości do 8 mil na godzinę (czyli prawie 13 km/h), nie sprawdzałem, jakie były jego dalsze losy. Z kolei w nieodległym, a uważanym przez lokalnych rowerzystów za nieprzyjazne, stołecznym (na miarę stanu) Denver obowiązuje limit szybkości prawie dwa razy wyższy, bo 15 mph (czyli 24 km/h). Całkowite niemal rozpasanie wykazali cykliści w leżącym o wiele dalej na północ kanadyjskim Calgary, bo zgłosili projekt podwyższenia obowiązującego tamże limitu prędkości, wynoszącego 20 km/h. Wreszcie w dbającym o porządek i bezpieczeństwo Nowym Jorku, w zeszłym roku zlikwidowano ograniczenia prędkości w Central Parku, wynoszące 15 mph. 

Być może ktoś rozwinie bardziej te poszukiwania, a nawet wynikami się podzieli, ja nie zamierzam się na tym doktoryzować. W każdym bądź razie, nie widzę, aby takie daleko idące ograniczenia prędkości na ścieżkach były powszechne (a twierdzenie, że jazda rowerem powyżej 10 km/h przestaje być rekreacją trącą ciężką śmiesznością, raczej bym sądził, że wtedy ona rekreacją być zaczyna). Nie mogę się jednak nie przychylić do wygłoszonego w dyskusji stwierdzenia - że skoro nie ma obowiązku posiadania w rowerze prędkościomierza (a nie ma i raczej Sopot sam go wprowadzić nie jest w stanie), to nikomu nie da się udowodnić, że świadomie jechał szybciej. Czyli zakaz i tak będzie martwy. Ale być może jakieś tam punkty w jakiejś części elektoratu ktoś zbierze, bo przecież o nic innego w tym chyba nie chodzi.

niedziela, 26 sierpnia 2012, bartoszcze
Tagi: rower

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: