Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

O pracy niedzielnej

O planowanym zakazie handlu w niedzielę w ostatnich dniach powiedziano już chyba wszystko co było do powiedzenia, mądrego i głupiego, więc nie będę zaśmiecał Internetu swoimi własnymi rozważaniami na temat tego, czy taki zakaz jest słuszny, celowy i uzasadniony (zwłaszcza że nie do końca mam zdanie na ten temat, ale to zostawmy). 

W tej notce pominę więc prawie zupełnie opowieści o kasjerkach chcących do domu i zafrasowanych pracodawcach zmuszonych ze smutkiem wypowiadać im umowy. Bardziej mnie interesuje rzucona gdzieś motywacja* autorów ustawy (przynajmniej niektórych), że zakaz handlu wprowadzają w imię narodowych interesów gospodarczych, uosobionych w drobnych sklepikarzach. Problem w tym, że zasadniczo takiej ustawy za bardzo nie da się napisać...

Oczywiście, może nie doceniam talenty ustawodawcze posłów, ale przypuszczam, że koncept wzorowany będzie na przepisach zakazujących "pracy marketów"  w święta. Zacznijmy od tego, że tamta regulacja ani na jotę nie odwołuje się do działania dużych sklepów, tylko do możliwości wykonywania w nich pracy. Myśl - chytra w zamierzeniu może - jest przy tym taka, że właścielowi drobnego sklepiku nikt nie zabroni otworzyć i pracować w święto, komuś o większej wyobraźni przyjdzie rzecz jasna do głowy, że oczywiście (w placówkach średniej raczej wielkości) można zlecić wykonywanie czynności osobom na umowach cywilnoprawnych ("śmieciówkach"), choć pewnie skonstruowanie umowy, która wytrzymałaby próbę ustalenia, że nie jest to zakamuflowany stosunek pracy, byłoby niełatwe. Podpowiem jednak od razu, że bardziej zdesperowany właściciel marketu znalazłby i inne zupełnie legalne rozwiązanie pozwalające na prowadzenie sprzedaży w niedzielę. Kodeks pracy przewiduje bowiem możliwość pracy w takim systemie, że pracownik pracuje wyłącznie "świątek, piątek i niedzielę" (jeszcze w soboty), a wtedy może spędzać w pracy nawet 12 godzin dziennie. Wystarczy więc się odpowiednio dogadać, i mimo wszelkich szumnych deklaracji, centrum handlowe będzie mogło w najlepsze działać w niedziele (i święta), dziś zapewne dla jednego dnia w miesiącu nikomu nie opłaca się kombinować. 

Pozostawię już na uboczu pytanie, dlaczego akurat handel zostanie uznany za bardziej dotkliwą formę pracy niż praca w gastronomii, usługach dla ludności czy wypoczynku (że ograniczę się do tego, co spotykamy w centrach handlowych), poprzestanę na stwierdzeniu, że nadal bardzo nie lubię przepisów, które starają się zakazywać czegoś selektywnie i nie wprost, bo zakazanie tego wprost okazałoby się niezgodne z normami prawnymi wyższego rzędu. 

Osobiście staram się zwyczajnie w niedzielę nie robić zakupów, chyba że jakaś nagła konieczność.

*wszystkich tych, którzy doszukują się w tej sprawie motywacji prokościelnych, uprzejmie proszę, żeby swoje przemyślenia opublikowali gdzie indziej

środa, 29 maja 2013, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/05/31 07:20:56
Dla mnie bez sensu jest koncentrowanie się w tej dyskusji na hipermarketach. Hipermarkety sobie poradzą (ludzie i tak będą musieli kupić gdzieś te mleka i proszek do prania, i zrobią to kiedy indziej). Natomiast galerie handlowe - nie mówiąc o sklepach typu Ikea - będą musiały mocno zmienić swój model biznesowy.

Swoją drogą jest kwestia, co ludzie będą w te niedziele robić. W Zielone Świątki zabraliśmy rodziców do arboretum w Wojsławicach. Były dzikie tłumy. Od razu postawiłem hipotezę, że ludzie z nudów, z powodu zamkniętych galerii, pojechali szukać innych atrakcji. W środę do popołudniowej Zd3 dodzwonił się pan z Książa - powiedział, że w święta mają ruch dużo większy niż w "normalne" niedziele.
-
2013/06/02 22:56:18
Czyli zakaz handlu w niedzielę będzie promowaniem przemysłu rozrywkowego (bardzo szeroko rozumianego). Pewnie w rozrywce zatrudni się dodatkowych pracowników.. zaraz, czy to chodziło o zapewnienie pracownikom wolnej niedzieli? I masz rację, wiele galerii handlowych może zemrzeć (osobiście mi to zwisa, nie bywam).
Osobna sprawa to że niekoniecznie widzę to gonienie po atrakcjach 50 niedziel w roku, raczej zrobiłby się jeszcze większy tłok w soboty (chodzi mi po głowie dopuszczenie jednej "handlowej niedzieli" w miesiącu).
Wygrają też ci, którzy np. zintegrują market ze stacją benzynową, pamiętam takiego Alberta w Tychach...