Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Półtora metra

Każdy kierowca w dzisiejszych czasach zna problem: gdzie zaparkować. Parkingów "oficjalnych" jest zwykle jak na lekarstwo, zaparkowanie w miejscu niedozwolonym może okazać się parkowaniem bardzo drogim, więc każde miejsce jest przez kierowców obwąchiwane. Najpierw patrzy się uważnie, czy wzdłuż ulicy nie postawiono czasem znaku zakazu (najfajniej jest, kiedy - jak ostatnio we Wrocławiu - na rogu stoi pusty słup bez jakiegokolwiek znaku, być może wcześniej był tam zakaz, a może tylko informacja, że parking jest płatny). Kiedy takowego wyjątkowo nie ma, zostaje kwestia - zaparkować na ulicy (narażając się na zarzut blokowania ruchu i/lub oberwanie lusterka lub podobne), albo wjechać mniej lub bardziej na chodnik. 

Wjazd na chodnik oznacza, że należy zadbać o zachowanie odpowiedniego odstępu, nie mniejszego niż 1,5 metra. Kiedyś ze zdziwieniem znalazłem za szybą kartkę z wezwaniem do stawienia się w siedzibie Straży Miejskiej - okazało się, że nie zwróciłem uwagi, iż w miejscu wybranym jako parking w danym dniu, akurat w budynku był podest, w wyniku czego szerokość chodnika mierzyło się nie jak metr dalej od ściany, tylko od krawędzi podestu, a tam już półtora metra brakło.. na szczęście strażnicy byli uprzejmi i ograniczyli się do upomnienia (podziałało o tyle, że drugi raz już faktycznie tak nie zaparkowałem). 

Praktyczną miarą (dla człowieka przeciętnego wzrostu) jest stary harcerski (czy gdzie się go kto nauczył) sposób polegający na rozłożeniu rąk na boki - ich zasięg powinien z grubsza odpowiadać wzrostowi rozkładającego (zwykle znanemu). Stanąłem tak dziś nieopodal pewnego sądu, przyjrzałem się uważnie szerokości pozostawionego korytarza, wyciągnąłem ręce w bok. Z naprzeciwka szła pewna starsza pani, która zmierzyła mnie wzrokiem i z uśmiechem zapytała:
- Mierzy pan, czy jest półtora metra?
Z uśmiechem przytaknąłem.
- I jest?
Z promiennym uśmiechem przytaknąłem jeszcze bardziej.

PS Notkę napisałem w 10 minut na korytarzu. Wrzucenie jej na Bloksa trwało bez mała godziny, opowieści o zakrętnych damach-wędrowniczkach zachowam dla siebie.

poniedziałek, 24 czerwca 2013, bartoszcze

Polecane wpisy

  • Zielony Wrocław

    Kiedy - dawno temu, jeszcze w ubiegłym tysiącleciu, nie umiem się niestety powstrzymać przed używaniem tego grepsu - pierwszy raz zapoznawałem się lepiej z Wroc

  • Śmiech to zdrowie

    Którzyś specjaliści, nieważne czy uczeni radzieccy czy amerykańscy naukowcy, ustalili, że ludzie którzy się śmieją, są zdrowsi i żyją dłużej. Miałem wczoraj we

  • Łebskie myśli

    Upał. Rzadki nadmorski las. Ptaków nie słychać, czasem tylko jakiś owad zabrzęczy. Co jakiś czas przemykają, wzbijając na piaszczystej drodze tumany kurzu, cich

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/06/27 22:51:42
O! Takowego sposobu nie znałem, następnym razem spróbuję, choć przy moim nikczemnym wzroście i nieproporcjonalnie długich rękach (z tego powodu zmuszony jestem kupować marynarki trzy numery za duże) wynik może być mało wiarygodny.
-
2013/06/28 12:55:32
Jak będziesz mieć za duży odstęp, to Ci nic nie grozi ;-)