Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

W kolejce

Pamiętam, jak wiele lat temu, w ubiegłym jeszcze tysiącleciu, szliśmy w kilku przez Orlą Perć w ogólnym kierunku Koziego Wierchu. Młodzi, sprawni, dynamiczni, przemierzaliśmy skalne ścieżki, na łańcuchy i podobne urządzenia spoglądając każdorazowo z lekko przekrzywionego łba, jakby myśląc, czy na pewno ich potrzebujemy. Mknęliśmy mijając ludzi, wyszliśmy na rozległą skałę (rzekłbym, że to Kozie Czuby, ale jak już podkreślałem, wiele wiosen już minęło...), siedliśmy.

Nie planowaliśmy wcale żadnego odpoczynku, ani nie była to pora posiłku. Widoki, owszem, cudne były, słoneczko przygrzewało, ale też nie to nas zmotywowało do postoju. Nie była to też nałogowa potrzeba przeglądania gazety, którą wówczas właśnie wyciągnąłem z plecaka... Przyczyna postoju była nader prozaiczna: otóż szlak przed nami był zajęty przez schodzących, których na pojedynczym łańcuchu minąć się nie dało, czekaliśmy dobre 40 minut, żeby móc pójść dalej (dziś ta zdaje się obowiązuje ruch jednokierunkowy, akurat w tym "naszym" kierunku).

Przypomniała mi się ta scena, kiedy sięgnąłem po najnowszy National Geographic i zobaczyłem w nim tekst o... kolejkach wspinaczy pod Everestem. Ludzie chodzący długim wężem jak pod Giewontem; zdjęcia łańcuchów świetlnych utworzonych przez czołówki tych, co wyszli nocą; grupy czekające na swoją kolej na Uskoku Hillary'ego. Jedyna różnica (względem tych ostatnich) była taka, że myśmy siedzieli o sześć i pół tysiąca metrów niżej i w temperaturze o parędziesiąt stopni wyższej. 

Na Orlej Perci od tamtej pory nie byłem, obiecałem sobie, że nie pójdę tam w sezonie, teraz śnieg pod Zawratem leży w najlepsze. Na Everest... właściwie też się nie wybieram.

poniedziałek, 03 czerwca 2013, bartoszcze
Tagi: przeczytane

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/06/03 21:28:30
Na razie skłądam tylko hołd, notkę dla zwycięzcy wysmażę w wolnej chwili;)
-
2013/06/04 13:32:08
I słusznie, ludzie mający rodziny nie powinni pakować się w ryzykowne hobby. Albo hobby albo odpowiedzialność. Rozumiem chęć przeżycia przygody itp ale kiedy czytam, że ten i tamten zginął w górach i zostawił żonę i dwójkę dzieci to nie potrafię nie pomyśleć o nim jako o egocentryku który zrobił najbliższym największą krzywdę. Everest to nie Jaworzyna.
-
2013/06/04 14:23:14
Well.. widziałem niedawno podobną wypowiedź w kontekście Himalajów i pomyślałem sobie, że brzmi identycznie jak fragment z Brudnego Harry'ego, o tym jak żony policjantów znoszą ich wyjście na służbę...
Ja po prostu jestem realistą i wiem, że nie będzie mi dane spróbować Everestu, czy to z powodu moich możliwości osobistych (musiałbym baaardzo solidnie potrenować), czy to z uwagi na to jak się życie toczy.
-
2013/06/04 15:14:42
I dobrze, niech się Junior i Żona jak najdłużej Tobą cieszą.
:-)
-
2013/06/05 18:29:13
Te czomolungmowe wspominki - wiadomo - przez rocznicę się wzięły. Można o tym poczytać też w poważnych czasopismach, nie tylko w Misji Martyny... (nie umiem się powstrzymać)
-
2013/06/05 18:46:30
No co poradzę, że czytam tylko to co czytam.