Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Pustkowie Smauga. Na motywach Hobbita

No więc zasadniczo niech Was tytuł nie zmyli, absolutnie nie kręcę nosem, w gruncie rzeczy wszystko o metodzie Jacksona napisałem po pierwszej części, a po drugiej mogę powiedzieć tylko, że teraz jest jeszcze bardziej. Wszystkiego można się spodziewać, że będzie, i wszystkiego można się spodziewać, że będzie zmienione, i praktycznie wszystko znakomicie pasuje. Mnie jedynie nie pasowała scena z otwarciem tajemnych drzwi, pewnie dlatego, że (jak pewnie każdy miłośnik książki) wizualizowałem ją sobie zbyt wiele razy.

A poza tym jest Beorn, choć trochę jakby go nie było (kto nie zapamiętał go z książki, nie wiedziałby dlaczego ktoś w ogóle o nim wspomina). I jest Legolas, który przebija swoje wyczyny cyrkowe z Powrotu Króla. I jest cudowny władca Miasta nad Jeziorem (bo król elfów jest fatalny), i nierozważny podczaszy, i pająki...

Jak zapewne zauważyliście, o paru spodziewanych bohaterach (ani o paru niespodziewanych!) nie napisałem ani słowa, zostawiam Was z pożądliwymi sercami na własne obejrzenie z otwartymi buziami. Bo Jackson przypomniał nam jedną wspaniałą rzecz: po co jest kino. Otóż kino jest po to, by opowiadać bajki, a jeszcze lepiej - czarować obrazem. Tolkien układał Hobbita 80 lat temu dla swoich dzieci, dziś dzieciom opowiada się inaczej, i tym małym, i tym całkiem dużym. Krzyczę więc z wszystkich sił czterdziestoletniego chłopca: chcę, chcę, dajcie mi tej bajki jeszcze!*

*i niech Wam nie przyjdzie do głowy, że na domowym ekranie, o nie nie nie nie

sobota, 28 grudnia 2013, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: