Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Pożegnanie z Kangurem

Jak ten czas leci... już o świcie pierwszy wyścig sezonu. Na starcie w kraju kangurów po raz pierwszy od 12 lat zabraknie najlepszego w ostatnich latach lokalnego zawodnika, 37-letniego Marka Webbera, który ostatecznie zrezygnował z posady drugiego kierowcy mistrzowskiego Red Bulla i przeniósł się do wyścigów długodystansowych, zobaczymy go w 24h Le Mans w barwach Porsche. 

Sympatyczny Australijczyk, nazywany pieszczotliwie Kangurem (wiadomo dlaczego), Webbo (od nazwiska) lub po prostu Markiem, bywał już wspominany na tym blogu, zarówno pozytywnie, jak i kpiąco. Kariery niejeden zawodnik może mu zazdrościć - 9 wygranych wyścigów, ponad 40 razy na podium, otarł się o tytuł mistrzowski w pamiętnym roku 2010 (choć ostatecznie nigdy nie został indywidualnie nawet wicemistrzem). W każdym sezonie swoich występów zdobywał punkty (nawet kiedy było to trudniejsze, bo punktowało tylko 6 najlepszych), nawet dla słabego Minardi. 

Większość kariery - bo aż siedem sezonów - spędził w Red Bullu, jeszcze przed czasami ich wielkiej świetności, można nawet powiedzieć że swoją solidną pracą przyłożył się do stworzenia cacek Neweya, wykorzystanych przez Vettela. Nie ma w tym zbędnej ironii, w RBR otwarcie przyznawali (tak na pożegnanie), że to Webber był w mistrzowskim zespole specjalistą od testowania aerodynamiki. Tym bardziej gryzły wszystkie drobne niedogodności, jakie go spotykały, te wyraźne i te domniemane (legendarne problemy ze sprzęgłem...), na które reagował bez ogródek ciętym językiem (słynne "nieźle jak na kierowcę numer 2" po wygranym wyścigu, przed którym musiał oddać liderowi nowe przednie skrzydło, bo lider swoje rozwalił...) Lubiany dość powszechnie, dał się wspaniale zapamiętać na pożegnanie, kiedy w Brazylii po przejechaniu mety zaczął jeszcze za kierownicą ściągać kask i przez długą chwilę jechał z odkrytą głową (łamiąc wszelkie przepisy bezpieczeństwa, kary się już nie obawiał).

Jedyna rzecz, jakiej mu w tym sporcie zabrakło (oprócz indywidualnego mistrzostwa, oczywiście), to sukces w domowym wyścigu, nawet na podium nie stanął (choć już w debiucie zajął piąte miejsce i dwukrotnie startował z pierwszego rzędu). W dzisiejszych kwalifikacjach lokalni kibice mieli jednak uczucie deja vu - w bolidzie Red Bulla znakomite drugie miejsce zajął Australijczyk... Daniel Ricciardo. Też sympatyczny, a czy zrobi karierę na miarę poprzednika, to się okaże. 

Bye, Webbo.

sobota, 15 marca 2014, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: