Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Rhys

Ciocia Wikipedia mówi, że to popularne imię/nazwisko (to lub to, co kto woli) w Walii. Istotnie, spotkałem się z nim już i w jednym, i w drugim zastosowaniu, przeważnie w filmach, zazwyczaj z pozytywnymi wspomnieniami.

Zacznę tak.. historycznie, od mojego pierwszego Rhysa, czyli Johna Rhys-Daviesa. Większości dziś kojarzy się wyłącznie z jednym - z Jacksonowo-Tolkienowskim krasnoludem Gimlim, choć tam z uwagi na charakteryzację trudno go było poznać (zbiory ciekawostek podpowiadają, że wbrew temu, co widzieliśmy na ekranie, Rhys-Davies był najwyższym z członków Drużyny Pierścienia). Dla mnie jednak to przede wszystkim może drugoplanowy, ale niezapomniany Salah z Poszukiwaczy zaginionej arki, później pojawiający się też w Ostatniej krucjacie. Do tego dokłada mi się jeszcze Dogati z Kopalni Króla Salomona (z Chamberlainem i tak jeszcze młodą Sharon Stone), i wzorzec mam w głowie; do tego stopnia, że dopiero teraz (czego się wstydzę) sobie uświadomiłem, że Rhys-Davies ma też epizod bondowski - zagrał sowieckiego generała w Living Daylights...

Było nazwisko, to skoczymy do imienia. Rhys Ifans kojarzy mi się tak naprawdę tylko z jednym filmem, ale za to po pierwsze z jednym z moich ulubionych (blogowałem już o nim? przynajmniej pośrednio), a po drugie kreuje w nim tak odjechaną postać, że nic tylko zapamiętać i ukochać. I co z tego, że Spike z Notting Hill jest przeszarżowany, czasem człowiek potrzebuje takiego wariata.

Jonathan Rhys-Meyers... ma na koncie też wiele różnych występów, ale pozostaje głównie instruktorem piłkarskim z Podkręć jak Beckham. Jest też - to niewątpliwy zaszczyt - głównym bohaterem Woody Allena, czarnym zresztą, a nie komediowym, nazbierał też agród za seriale telewizyjne (acz za te, których nie oglądałem). 

Najmłodszym (choć nie wiekiem) na tej liście jest Matthew Rhys, najmniej chyba znany w tym gronie (choć raz z Rhys-Meyersem zagrali braci w jednym filmie). Uwielbiam go jako sowieckiego szpiega w Zawód: Amerykanin, gdzie wspaniale po prostu uzupełnia cudowną Keri Russell - ale nie zrozummy się źle, nie jest dla niej tłem, tylko najzupełniej równorzędnym partnerem, nie gorzej od niej zmieniającym wygląd niczym kameleon (to niedobre sformułowanie, bo sugeruje wtapianie się w tło, ale jestem na tyle blisko końca notki, że nie mam już chęci szukać lepszego).

Skąd w ogóle pomysł na tę notkę? Tydzień czy dwa temu miałem w ręce gazetę z programem TV, i tak patrzę: tu reklamują nowy serial z Rhys-Meyersem, a tu nowy sezon serialu z Rhysem (tak, tego właśnie...), no po prostu karma.

poniedziałek, 05 maja 2014, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/05/06 21:15:55
Dla mnie Rhys to także przede wszystkim John Rhys-Davies. W mojej głowie jednak jego nazwisko przywołuje (oprócz ról w filmach które wymieniłeś) grę komputerową z 1996 - The Ripper. To chyba jedna z pierwszych gier "filmowych" korzystających z pojemności płyt CD-ROM (czterech płyt!), by umieścić w fabule sekwencje filmowe z prawdziwymi aktorami. Rhys-Davies zagrał tam obok Christopera Walkena, a całość była zilustrowaną fantastyczną muzyką Blue Oyster Cult.

Specjalne dla Ciebie wygrzebałem wywołujący u mnie swego czasu wypieki zwiastun tej gierki: youtu.be/FYbAWZ8yPks no i przypominające dzisiejsze filmy klasy C intro: youtu.be/DK49_zabj1A
-
2014/05/06 21:34:30
Coż, nigdy nie byłem fanem gier ze wstawkami wideo, zawsze wydawało mi się to przerostem formy nad możliwościami komputera:)
-
2014/05/06 21:41:32
...i ciągle nim jest. Ten Bluebox nawet w nowych produkcjach jest przeokrutnie tandetny :)