Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

O tym jak to kiedyś zawsze było lepiej

Ten sezon F1 stoi na razie przede wszystkim pod znakiem narzekania. Narzekania, że samochody koszmarnie wyglądają (bo wyglądają), narzekania, że są za ciche, że silniki nie kręcą się do siedemnastu czy dziewiętnastu tysięcy obrotów na minutę, ale co najwyżej do piętnastu (a w praktyce do dwunastu-trzynastu, bo charakterystyka silników jest taka, że najwyższy moment obrotowy osiągają już wtedy, więc po co jeszcze bardziej zwiększać obroty), że kierowcy nie cisną, tylko: pilnują zużycia paliwa, poziomu odzyskiwania energii, zmieniają nieustająco ustawienia, dbają o opony... Zazwyczaj narzekaniom towarzyszy westchnienie, że to już nie taka Formuła 1 jak kiedyś.

Wziąłem do ręki czerwcowy numer miesięcznika "F1Racing" (tak na marginesie to zły jestem, bo pod koniec kwietnia był jeszcze kwietniowy, a pod koniec maja już tylko czerwcowy - a chciałem przeczytać majowy, z obszernym wywiadem z Kubicą). Znalazłem w nim relację, jak to Bruno Senna testował na torze historyczne bolidy swojego wielkiego wuja (Lotusa 98T z sezonu 1986 i Tolemana TG184 z sezonu 1984). Chętnych odsyłam do całości, zacytuję tylko fragmenty:

"To doświadczenie pozwala poczuć, jak inna była dynamika samochodów; jak ciężko się nimi jeździło. Wysiłek psychiczny był ogromny, bo trzeba było cały czas myśleć o awaryjności: łatwo było przekręcić skrzynię, popsuć skrzynię biegów, zniszczyć hamulce i wpaść w tarapaty. Te auta może i nie były tak szybkie jak obecne, ale wymagały ogromnej koncentracji, bo trzeba było przejechać bezbłędnie cały dystans. Nie tylko pilnować, aby nie przegapić żadnego biegu, ale też uważnie redukować. Trzeba było skupiać się na wielu rzeczach jednocześnie."

"W tamtych czasach kierowcy pewnie nie cisnęli na maksa na wyjściach. Wiedzieli, jak duże jest opóźnienie turbosprężarki."

"Patrząc na Tolemana, można się zastanawiać, dlaczego nie psuł się na każdym okrążeniu. Z tyłu nie ma praktycznie żandych osłon. Łatwo sobie wyobrazić przecięte przy byle okazji kable i przewody olejowe. Jednak auto przejeżdżało 300 kilometrów w wyścigu i to jest niesamowite."

Bruno rozkręcał silnik Hart do 7.500 obr/min, a Renault do 10.600 obr/min. Z niedowierzaniem słucha, że w sezonie 1984 Ayrton ścigał się Tolemanem z jednostką kręcącą się do 10.750 obr/min - także w deszczowym wyścigu w Monaco.

Wszystkim wydaje się, że trawa za młodu była zieleńsza, bo przeszłość się dobrze idealizuje. Jak widać, prowadzenie bolidu nigdy nie było prostym ciśnięciem na maksa, tylko - jak się dziś mówi - zarządzaniem skomplikowaną machinerią na długim dystansie. Czy głośniejszą? Poszukajcie starych filmów, mnie tam zupełnie nie przeszkadza, że zamiast ryku silnika słyszę pisk opon w zakręcie. A czy brzydszą? Bywały piękne bolidy (teraz też bywają), ale bywały i tak szkaradne, że wzdrygam się na każde spojrzenie (i takie zupełnie zwyczajne oczywiście też). 

sobota, 07 czerwca 2014, bartoszcze
Tagi: przeczytane

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/06/07 23:13:05
Co zawsze pisałam? Że gdyby w czasach Senny czy Laudy był Internet to wszyscy narzekaliby tak samo.
-
2014/06/08 10:06:04
Dlatego można se na coś tam nieudanego ponarzekać jak jest nieudane, ale ludzie... gupie som, jak to ludzie.
-
2014/06/08 10:07:17
Dwie stare prawdy: Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma i Dawniej, zawsze było lepiej
-
Gość: grzeczny, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/11 21:15:47
Coś nie w sosie jesteście:)

Tu nie chodzi o piękne czy niezawodne.
To były czasy, kiedy myśl techniczna (lub pragnienia) szła do przodu lub wręcz przciwnie...