Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Sklep internetowy, żadne dziwo

Czwartek pod wieczór. Robię zamówienie w sklepie internetowym. Wybieram jedną pozycję, drugą, decyduję się na szybkiego kuriera. Zatwierdzam, płacę szybkim przelewem (zwykle do 10 minut).

Piątek. Uświadamiam sobie, że nie mam skrzynce mailowej żadnego potwierdzenia dokonania transakcji. Sprawdzam stan konta, transakcja jest opłacona. Sprawdzam konto w sklepie, zamówienie znikło z koszyka - nie widzę go jednak w żadnej historii (z drugiej strony kupowałem w tym sklepie pierwszy raz i nie wiem czy jakakolwiek historia istnieje). Wieczorem wysyłam maila z prośbą o informację czy zamówienie dotarło.

Sobota. Zero reakcji. Uświadamiam sobie, że sklep pracuje od poniedziałku do piątku od 9 do 17. Spokój.

Poniedziałek. Koło południa dzwonię do sklepu. Pan strasznie się dziwi i mówi że mojego zamówienia nie ma w systemie. Mojego maila z piątku z zaskoczeniem znajduje jednak w skrzynce mailowej. Prosi o wysłanie potwierdzenia przelewu (co zaraz czynię), ale nie obiecuje że zaraz sprawdzi, bo dane o wpływach pieniędzy ma tylko dział księgowy. 

Wtorek. Po piętnastej dzwonię do sklepu. Pan nie pamięta rozmowy ze mną (choć podpisał się na mailu do mnie) i twierdzi że w mailu ode mnie nie było potwierdzenia przelewu. Przesyłam ponownie tego samego maila (forwarduję) i tym razem załącznik już jest. Pan obiecuje że zaraz prześle do działu księgowego informację i że ręcznie uruchomią zamówienie. Proszę o przesłanie linka do listu przewozowego, żeby móc śledzić przesyłkę.

Środa. Linka nie dostałem. Popołudniu dzwonię i się dowiaduję (chyba od innego pana), że mają awarię przez większość dnia i nic nie wysyłali.

Czwartek. Dzwonię gdzieś koło czternastej. Odbiera zupełnie inny pan, szybciutko znajduje moje zamówienie (w mailu pewnie). Informuje mnie, że jednej pozycji nie mają na stanie, ale drugą wyślą jeszcze dziś, Obiecuje linka do listu przewozowego.

Piątek. Linka do listu przewozowego nie dostałem, ale za to kurier przywiózł zamówienie. To znaczy tę część, która była na stanie. Postanawiam na razie zostawić w spokoju brakującą pozycję na co najmniej po Świętach...

Powiecie: początkującym się różne rzeczy zdarzają. To był sklep firmowy National Geographic...

Z życzeniami jeszcze chyba poczekam (a w każdym razie ograniczę się do "spokojnych zakupów").

piątek, 19 grudnia 2014, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/02/13 19:10:49
Druga książka przyszła dziś. Trzynastego lutego.