Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Do oglądania, nie do grania

W zasadzie od wejścia na ekrany ostatniej części Hobbita minęło już tyle czasu, że zdążyła ona (chyba) te ekrany opuścić. Kto widział, ten do przodu, kto nie widział... niech nie czyta alibo cokolwiek. Ja w każdym razie od czasu pierwszej notki widziałem jeszcze raz. 

Za drugim razem pamiętałem wszystkie swoje krytyczne spostrzeżenia i obiecałem sobie, że będę patrzył jako dziecko, chłonąc obraz i nie nastawiając się negatywnie. I wiecie co? Odczucia miałem dokładnie takie same, byłem zauroczony i ziewałem w mniej więcej tych samych momentach. I - co dla tej notki najważniejsze - potwierdziłem swoje wrażenie, co jest największą wadą tej nowej trylogii.

Otóż zasadniczym jej problemem jest, że została rozpisana i zrealizowana w sposób maksymalnie podobny do gry komputerowej. Wiele scen, które powodują mniejsze lub większe wzruszenie ramion, sprawia wrażenie gotowych questów do przejścia. W pierwszej części była to choćby ucieczka Radagasta i jego zaprzęgu przed wargami oraz gonitwa z goblinami po kolejnych mostach i schodach. W drugiej - zarówno bitwa hobbitów ze Smaugiem, jak i gonitwy elfów (czytaj: Legolasa) z orkami, oraz cała zupełnie niepotrzebna wyprawa czarodziejów do grobu Czarnoksiężnika z Angmaru. W trzeciej do cyrkowych zadań Legolasa (nietoperz, troll, bieg po spadających kamieniach...) dochodzą też popisy Barda (zwłaszcza ten z wózkiem) i Daina, oraz oczywiście wielkie Walki z Bossami - najpierw Bolgiem, a potem Azogiem (podnieście rękę, kto w uskokach przed tą kulą na łańcuchu...). Bolało tym bardziej, że poza tymi fragmentami cała Bitwa Pięciu Armii była właściwie bijatyką bez właściwości, niezrównani wojownicy to kładli wokół siebie pokotem, to padali jak muchy pod ciosami pospolitego ruszenia.

Dlatego też, prawdę mówiąc, chociaż filmy o Hobbicie fajne są (choć ten trzeci nie tak fajny jak zwłaszcza poprzedni) to wolę się jednak zastanawiać, jakby to było, gdyby z tego samego materiału przyciąć film bliższy jednak fabułą oryginałowi - zaczynając od wyrzucenia Azoga i Legolasa oraz (niestety) Tauriel i Radagasta. 

I tak, pamiętam że była już dawno temu gra na podstawie Hobbita...

czwartek, 12 lutego 2015, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: