Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Jurajskie zoo

Powiadają, że każde zoo musi mieć na stanie pewną grupę najważniejszych, najbardziej charakterystycznych zwierząt, między innymi lwa, słonia, nosorożca czy żyrafę. Analogicznie kiedy mówimy o dinozaurach, podświadomie wyczekujemy kilku sztandarowych już gatunków: mocarnego tyranozaura, wielkich, długoszyich apatozaurów (i podobnych), zabawnego stegozaura czy triceratopsa, spopularyzowanego przez Crichtona i Spielberga inteligentnego welociraptora, może jeszcze coś latającego... 

Najnowszy film z serii Jurassic Park (nawiązania do wcześniejszych części są liczne i za pierwszym razem zabawne) po części te oczekiwania spełnia. Znamienna jest scena, w której rozgorączkowany chłopak, dotąd biegający z rozdziawioną buzią od jednej jurajskiej atrakcji do drugiej, nagle smutnieje w oczach (z przyczyn niezależnych, wręcz można powiedzieć: rodzinnych, nie będę wszystkiego zdradzał). Znamienna, bo znakomicie podsumowuje uczucia widza: spodziewał się wspaniałej, zapierającej dech w piersiach podróży przez wygenerowany cyfrowo mezozoiczny świat, a dostał trochę zabawek na otarcie łez. Twórcy filmu - zapewne w braku dobrego pomysłu - skupili się na stworzeniu sztucznej megabestii, która nie jest straszniejsza od "autentycznych" dinozaurów, ot, jakby w to wszystko wpuścić jakąś Godzillę, zamiast suspensu była dość sztuczna groza. 

Mamy więc apatozaury, ale zaszlachtowane przez socjopatyczną (tak! użyto tego słowa!) bestię. Mamy miniaturowe triceratopsy służące jak kucyki do dziecięcych przejażdżek, ale nikną w panice. Mamy całe stada pterodaktyli atakujących ludzi, ale strasznie niemrawie (do tej pory zastanawiam się, czemu służyło porwanie przez nie asystentki głównej bohaterki, wyglądało to jak kara za niedopilnowanie jej siostrzeńców...) Welociraptory są sympatyczne bardziej niż groźne (taką im rolę wyznaczono w scenariuszu), memy z udziałem ich opiekuna obiegają już świat. Show ratuje oczywiście Król Tyranozaur, dla jego walki z bestią (przy wsparciu paru dzielnych pomagierów z różnych gatunków) stworzono kino, nie dziwota, że On wydaje ostatni ryk filmu. Sporo jest zaplanowanego i mniej zaplanowanego komizmu, dla mnie wartością dodaną było zderzenie sytuacji arcykryzysowej z atmosferą korporacyjną, instrukcjami technicznymi i bhp (trzeba było zwracać uwagę na drugi plan), świetnie w tym wszystkim prezentowała się Bryce Dallas Howard. 

Ale jedno muszę niezaprzeczalnie przyznać: tak ogromnej strzelby na ścianie jeszcze w kinie nie było. 

niedziela, 28 czerwca 2015, bartoszcze
Tagi: film

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: