Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Wiwlafrąs!

Jadę TGV.
Spóźniony jak TLK.
Wciąż w tunelach jak cholerne metro.
I wifi nie ma.
Przez dziesiątki kilometrów wlecze się sto pięćdziesiąt jak jakiś produkt bydgoskiej Pesy. 
(ale kiedy wjeżdża na peron po krętym torze to wygląda całkiem jak wąż z tym swoim podłużnym pyskiem i parą ślepi)

Sobota, weekend wymiany turnusów. Wielu ludzi chce dojechać pociągiem, więc koleje francuskie puszczają na tory dodatkowe składy na popularnych kierunkach. A żeby je pomieścić na torach... wycinają część połączeń lokalnych, w tym to, które sobie pracowicie zaplanowałem jako część trasy wakacyjnej (co nie przeszkodziło francuskim kolejarzom w sprzedaniu mi dzień wcześniej w kasie biletu na to wycięte połączenie). W efekcie siedzę teraz przed dworcem (dworczykiem) bo czas, jaki nam pozostał na zwiedzanie Dol (z bagażami) jest o półtorej godziny krótszy (a bagaże są ciężkie), dobrze że słońce świeci i osładza chłodny wiatr. Pora* zabrać się za kupiony awaryjnie pate de campagne... 

Trzebaż mieć farta, by na podróż do fenomenu z listy UNESCO wybrać się (z przesiadką) w czasie kiedy francuscy rolnicy w ramach tradycyjnego protestu o Republika-wie-co (aujord'hui je ne comprends francais więc trochę zgaduję oglądając telewizję, że tym razem o ceny mleka) postawią blokadę dokładnie na twojej drodze. W efekcie autobus zatrzymuje się ze siedem kilometrów dalej w Pontorson (choć śmiało mógł skubany pociągnąć jeszcze z pięć kilometrów do wioski, blokada jest za nią) i zostaje drzeć piechty (z pewnych względów opcja z rowerami nie wchodzi w grę), a w dalszej perspektywie rozpieprza to nam cały harmonogram transportu (udaje się wrócić sprawnie całkiem alternatywną trasą, ale dziesięć euro wydane zapobiegliwie na bilety powrotne.. sami możecie sobie dopowiedzieć co). Tyle naszego, że w drodze powrotnej znosi nas do przydrożnego sklepu i po degustacji wychodzimy z butelką cidre rose. A w domu widzimy całą kolumnę traktorów z tej blokady i - odmiana syndromu sztokholmskiego - wesoło im machamy.

Patrzę na francuską telewizję i zastanawiam się: czy w polskiej telewizji (której nie oglądam) występują tacy sami bucowaci kretyni, czy francuscy są jednak gorsi?

*pisane było na gorąco, wtedy był czas teraźniejszy

wtorek, 04 sierpnia 2015, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/08/08 22:26:30
Ja tam z Francji mam poki co same dobre rowerowe wrazenia. Jade dalej, na razie jestem w kraju gdzie wszystko jest`verboten` a 200 g ementalera kosztuje 9 zl...
-
2015/08/08 23:19:45
Jak to nie ma vvifi, ale może po opuszczeniu wagonu (pociąg się spóźnia) masz [darmowy] vvf?
-
2015/08/09 20:59:26
@stradovius
Ja akurat we Francji nie korzystałem z roweru (BTW już czekam na kolejny cykl wpisów o Tour de Europe ;))) ale przypomniałeś mi metodą kolejnych skojarzeń, że widziałem przewożone rowery w którymś z pociągów i że ogólnie Francuzi na niektóre trasy strasznie krótkie składy puszczają (Rennes-Caen, na tyle wcześnie wsiedliśmy, że jakimś cudem dorwaliśmy jeszcze siedzące)


@5000lib
Jak ni ma to ni ma, na szczęście miałem darmowe niepadanie do czasu następnego pociągu (jak już przesiadkę szlag trafił)