Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Czasem nie rozumiem ludzi na Facebooku

Bo nie rozumiem. To znaczy mogę się domyślać różnych mniej lub bardziej podstępnych i niegodziwych motywacji, ale nie rozumiem. 

Chodzi mi o proponowanie znajomości. Ni stąd, ni zowąd ktoś się pojawia i proponuje mi znajomość. Mogę zrozumieć, kiedy przeglądając informacje o takim apsztyfikancie (nie, to nie błąd tylko celowa pisownia) zaczynam się domyślać, że czyta wiadomości/komentarze na takiej czy innej stronie i może mu się spodobało coś co napisałem. Mogę zrozumieć, kiedy taki zainteresowany ma ze mną wspólnego znajomego (wiem skąd się mógł wziąć) - aczkolwiek kojarzę taką jedną, o którą zapytałem wspólnego znajomego, a ten podrapał się w głowę i wyznał, że nie ma pojęcia kto to jest, ot zaprosiła go do znajomych... Obiło mi się o uszy, że niektórzy zwyczajnie "kolekcjonują" znajomych, a im wyższa ilość, tym lepiej (paru takich mógłbym, jak sądzę, wymienić, i śmiało ze znajomych wywalić, ale zwyczajnie mi się nie chce). W pewnej chwili napisałem nawet obszerne ostrzeżenie dla kolekcjonerów, kogo i na jakiej zasadzie do znajomych przyjmuję (zgadliście: nie pomogło). 

Przypadek który skłonił mnie do napisania tej notki był jednak jeszcze bardziej specyficzny. Objawiła się z zaproszeniem jakaś panienka, której ja dotąd widu ni słychu, ani jej historia, ani zainteresowania, ani znajomości niczego zupełnie nie pokazywały (nawet pachniało to świeżo założonym kontem). Adnotacja o przebiegu nauki sugerowała co najmniej studentkę, choć zdjęciu dałbym najwyżej liceum. Użyłem magicznej formuły "znajdź obraz w Google", parę mylnych tropów doprowadziło mnie w końcu do tego samego zdjęcia (zacnego, nie zaprzeczę) zamieszczonego cztery lata wcześniej na jakimś niemieckim profilu ze zdjęciami (co, oczywiście, nie przesądza czy pożyczyła sobie zdjęcie z internetu, czy internet pożyczył sobie przed laty jej zdjęcie). Moje podejrzenia krążyły wokół "fałszywy profil wycelowany w męską próżność, który później będzie służył do uwiarygadniania moim nazwiskiem jakichś gównianych ofert sprzedaży". Z ciekawości zajrzałem ponownie do listy jej znajomych - i zdębiałem. Moje "facebookowe" personalia są po części dość pospolite, choć zarazem nie nader popularne. Na jej liście potencjalnych znajomych były też cztery inne osoby o tym samym imieniu i nazwisku... Kolekcjonowała też osoby o tym samym imieniu, lecz nieco odmiennym nazwisku. Cóż... 

Ja po prostu nie rozumiem ludzi. Stary jestem, czy co.

poniedziałek, 11 stycznia 2016, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/01/12 06:40:43
mnie namiętnie chcą za znajomą hamerykańskie chłopaki z US Army ... niezbadane są ludzkie hobby ;))
-
2016/01/12 09:06:24
Szpiony? :)
-
2016/01/12 09:26:51
się zawsze jakimś zboczencom podobałam ;)