Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Bardzo krótki żywot eliminacji

Jak to się trzeba szybko orientować: wczoraj leniwie myślałem nad napisaniem notki o nowym systemie kwalifikacji, a jeszcze w nocy w zasadzie... przeszedł on do historii. W bezsensownie ekspresowym tempie został wprowadzony - pomysł pojawił się kilka tygodni temu, pierwotnie miał obowiązywać dopiero od GP Hiszpanii, zatwierdzono go w ostatniej niemal chwili (oficjalna data publikacji nowej wersji regulaminu to 11 marca). W jeszcze szybszym tempie zraził do siebie widzów i kierowców, przed porannym (czasu australijskiego, więc dla nas nocnym) spotkaniem szefów zespołów ktoś zdążył rzucić dowcip, że "wyeliminowanie nowego systemu może zająć mniej niż 90 sekund".

Tu niezorientowanym należy się kilka słów wyjaśnienia - założeniem nowego systemu było, że zawodnicy będą odpadać nie na końcu każdej sesji kwalifikacyjnej, ale już w jej trakcie, w wyznaczonych momentach (odległych od siebie 90 sekund) aktualnie najsłabszy miał wędrować "pod prysznic". W zamyśle twórców (choć są pewne wątpliwości, czy myśl była tam obecna) kierowcy mieli czuć presję czasu nie tylko pod koniec sesji, ale także w jej trakcie - przez co spodziewano się niespodzianek, zwłaszcza pod wpływem błędów wymuszonych pośpiechem. Efekt praktyczny był natomiast taki, że kierowcy świadomie się udawali "pod prysznic" (w warunkach F1 raczej na wagę, bo taka jest procedura), zanim skończył im się czas, w którym mieli próbować poprawiać swoje rezultaty (i przebijać czasy rywali); o tyle tylko sprawdziły się założenia, że Esteban Gutierrez z debiutującej ekipy Haas odpadł, gdyż czwarty najlepszy czas pierwszej sesji kwalifikacyjnej ustanowił (poprawiając swój wynik o trzy sekundy) o jakieś sześć sekund za późno, po tyknięciu zegara-gilotyny. Najbardziej bolesny był widok, kiedy w ostatnich minutach - kiedy zwykle następował decydujący pojedynek o pole position - tor był pusty...

Formalnie decyzje właściwych gremiów jeszcze przed nami (szefowie zespołów nie mają mocy sprawczej), ale powrót do starego formatu kwalifikacji już w następnym wyścigu wydaje się przesądzony. Jestem bardzo ciekaw, jak wtedy będzie wszystko wyglądało, bo zmiana decyzji o formacie kwalifikacji nałożyła się na inną zmianę (wręcz można mówić, że ją przykryła) - na opisywaną wcześniej rewolucję w dostępności i doborze opon. To, że Ferrari w decydującej części Q3 nie wyjechało na tor, było po części wynikiem decyzji strategicznej o zachowaniu na wyścig jednego kompletu supermiękkich opon - a we wcześniejszej fazie zbyt dużą ilość takich opon już użyli, starając się uniknąć wyeliminowania. To, że kierowcy Force India w decydującej części Q2 nie walczyli, było wynikiem strategicznej kalkulacji - nie liczyli na wyższe pozycje niż wynikające z reguł eliminacji: dziewiątą i dziesiątą, a ewentualny awans do Q3 odbierałby im prawo swobodnego wyboru opon na start.. Niestety (dla nowego systemu), te decyzje w fatalny sposób wyglądały na torze - ale z drugiej strony było to dość przewidywalne.

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że decyzja strategiczna Ferrari była zalążkiem porażki w wyścigu, a decyzja strategiczna Force India opłaciła się... w połowie. 

Silniki poszły w ryk!

niedziela, 20 marca 2016, bartoszcze
Tagi: opony

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/03/20 14:11:24
podziwiam Cie, e masz jeszcze serce do tego :)
-
2016/03/20 14:23:54
jedni mają do kwiatów, inni do wyścigów :)
-
2016/03/20 14:43:08
:D