Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Prawie jak Fellini

To był dzień, w którym wszyscy odliczali co najmniej od północy: ile kto zje, ile kto da radę (a ile i jak spali).

Nie robiłem żadnych planów. W pracy trafiły się dwa, nie narzekałem, nie uchylałem się ani nie dopraszałem się. W domu czekały dwa talerze pełne pączków, przy czym z uwagi na to, że były w bodaj ośmiu rodzajach, to dla wyrównania szans zostały pokrojone na ćwiartki, by każdy mógł spróbować wszystkich smaków nie narażając się na skręt kiszek czy co tam się może z nadmiaru zdarzyć. A ja jadłem i starałem się podliczać te ćwiartki...

A potem zostałem na wieczór sam z talerzem pełnym niezjedzonych ćwiartek. I tak sobie pogryzałem i pogryzałem, wreszcie talerz opustoszał, a ja dla pewności sięgnąłem po kartkę, zapisałem i przeliczyłem. Wyszło siedem i pół pączka. 

Wcisnąłbym jeszcze tego jednego, ale już nie było.

sobota, 25 lutego 2017, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/02/26 09:47:16
kto je ostatki, ten jest piękny i gładki :)))
-
2017/02/26 09:52:32
no weś, bo w samozachwyt popadnę :-)))