Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Przy Dniu Szakala

Wiem, że na świecie codziennie obchodzone są jakieś niezmiernie interesujące święta, ale żeby dziś był Międzynarodowy Dzień Szakala to nie (za to dziś jest Dzień Konia, gdybyście szukali okazji do świętowania). Wczoraj za to, gdym na PIT-em pochylon siedział i wieczór już dawno się zrobił głęboki (cichy ani ciepły niestety nie), doszedłem w pewnej chwili do wniosku, że starczy tego dobrego (?) na jeden dzień (zwłaszcza że jakieś 80% miałem zrobione) i może warto by relaksu zażyć.

Sięgnąłem do programu telewizyjnego i popadłem w rozterkę. Oto bowiem na jednym programie nadawano klasyczną ekranizację Dnia Szakala z Edwardem Foxem, a w tym samym czasie inna stacja pokazywała remake tegoż z Brucem Willisem. Jako że tego drugiego dzieła nigdy nie widziałem w całości, dylemat był poważny. Dałem "nowemu" szansę, z uśmiechem odnotowałem dość wierne powtórzenie paru wątków (wierne nie oznacza z pominięciem nowych realiów), nawet bawiło. Później jednak (nie bez pomocy przerwy reklamowej) przeskoczyłem do klasyka i tam już zostałem. Może tak podziałały zdjęcia przynoszące klimat Europy lat 60/70, zwłaszcza z wszystkimi paryskimi widoczkami, może znacznie większa (bo nie pełna) wierność powieści... A może ta zaskakująca bezgłośność, ograniczanie dźwięków i dialogów do minimum, operowanie niemal wyłącznie obrazem, ruchem, barwą. (Poza tym podejrzałem opis na wikipedii i stwierdziłem, że zmodyfikowana fabuła mnie znacznie mniej kręci, a Willis w przebierankach nie jest lepszy od Malkovicha w Na linii ognia). 

Nasunęła mi się przy tym refleksja inspirowana luźno rzuconą w jakiejś dyskusji myślą o książkach, filmach i wyobraźni. Patrzyłem na Szakala, Colette czy Jacqueline* i myślałem "zupełnie inaczej bym sobie ich wyobrażał" (nie jest to zarzut nietrafnej obsady czy słabego występu), nawet jeśli byli tylko nieokreślonymi bytami snującymi się w myślach. Co innego Lonsdale, którego Lebel jest wręcz archetypiczny (choć powieściowy był zdaje się skromniejszej postury).

*jej w ogóle jakieś inne imię dali

niedziela, 23 kwietnia 2017, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/04/24 10:41:53
wiesz, że jesteś na szóstym miejscu w kategorii Pamiętników Osobistych?! :)
-
2017/04/24 11:56:34
inne wymarły :)
-
2017/04/24 12:24:44
nieeee, zdecydowanie nie! :)
-
2017/04/24 17:31:39
Ale przez ostatnie dwa tygodnie nie pisałem, ruch w statystykach mam niewielki, a na liście rankingowej jestem coraz bliżej setki, co to będzie jak zacznę pisać i naprawdę się ruch zrobi :)
-
2017/04/24 18:39:43
wiesz, ja Ciebie od wieków nałogowo czytam, więc się nie obrażę, a Ty zostaniesz miszczem bloxa :)))
-
2017/04/24 18:41:04
aaa noi w pita nie będziesz musiał wpisać miszczostwa! :D
-
2017/04/24 19:10:46
z kuchennymi nie mam szans! :)
-
2017/04/24 19:26:09
to nie ta kategoria ... a ja już sobie tak myślałam nad wpisem co sie pozmieniało (w moich oczach) w blogownictwie, no ale na myśleniu się skończyło ... kuchnia, zauważyłam, że więcej potrafię napisać w komentarzu u kogoś, aniżeli jak sama popełniam wpis, Ty popacz Dublinie i jej podróżne wpisy, ile pracy w to wkłada, a moje podróżne wyperdki, gdzie emocje u mnie zawsze szaleją i chciałbym jak najwięcej ludziom opowiedzieć ...
-
2017/04/24 20:20:31
Tak po prawdzie to ruch na blogach coraz mniejszy, więc jeśli u kogoś jeszcze żyje, to automatycznie pnie się do góry.