Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Portret

Ciekawy obrazek rodaków się rysuje. Mamy bowiem najwyraźniej pokaźny odsetek Polaków, którzy oficjalnie nie posiadają telewizora (a przynajmniej posiadając go nie płacą zań abonamentu), ale jednocześnie mają podpisane umowy na telewizję kablową lub satelitarną. Wniosek taki można wysnuć z masowo pojawiających się doniesień, że u operatorów telewizyjnych urywają się telefony z pytaniami, czy to prawda, że dane klientów zostaną przekazane Poczcie Polskiej w celu weryfikacji opłacania abonamentu RTV (zostaną, kiedy odpowiednia ustawa wejdzie w życie), i czy w związku z tym można wypowiedzieć umowę (nie można, to znaczy można tak jak z każdego innego nieistotnego powodu, licząc się z ewentualną karą jeśli umowa jest terminowa). Pojawiły się też petycje do operatorów, żeby usunąć z oferty kanały TVP, dzięki czemu (w przekonaniu autorów petycji) z użytkowników telewizji zostanie zdjęty obowiązek płacenia abonamentu (co jest przekonaniem oczywiście błędnym, gdyż abonament jest związany z posiadaniem telewizora bądź ewentualnie samego radia).

21 sierpnia 1961 roku w Londynie zapowiadał się dzień jak co dzień w National Gallery. Na jednej ze ścian wisiał świeżutko nabyty portret księcia Wellingtona pędzla Goyi. To znaczy na pewno wisiał poprzedniego wieczora, wszyscy myśleli, że został gdzieś chwilowo przeniesiony, po czym bum! zorientowali się, że doszło do kradzieży, pierwszej w historii instytucji. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że była to okrągła, pięćdziesiąta rocznica kradzieży z Luwru samej Mony Lizy, a złodziej w zasadzie nie zostawił śladów. 

Być może się zastanawiacie, co ma piernik do wiatraka. Portret Wellingtona zwrócono (dobrowolnie) cztery lata później. Wkrótce potem sam zgłosił się na policję sprawca (parę interesujących drobiazgów chwilowo pominiemy, żeby nie burzyć narracji), emerytowany kierowca ciężarówki z Newcastle nazwiskiem Bunton. Kradzież była formą protestu. Pan Bunton... odmawiał płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego na rzecz BBC, twierdząc (zgodnie z prawdą), że jego telewizor jest nastawiony wyłącznie na lokalną stację komercyjną i nie umożliwia odbioru telewizji publicznej. Został ukarany dwufuntową grzywną, której również konsekwentnie nie płacił - wolał odsiedzieć w areszcie niż zapłacić, wierząc że "powietrze jest wolne". Portret zwrócił, bo nie udało mu się wymusić na galerii i jej sponsorach (wtedy się mówiło: dobroczyńcach) stworzenia funduszu charytatywnego o tej samej wartości, co cena zapłacona za obraz...

Nie wiem jak daleko sięga desperacja rodaków. Mimo wszystko wolałbym, żeby zamiast próbować kraść Damę z gronostajem (znaną w narodzie jako "Vinci"), uzmysłowili sobie, że abonament tak naprawdę kosztuje kilkadziesiąt groszy dziennie. Nawet jeżeli (niebezpodstawnie) mają złe zdanie o mediach publicznych...

czwartek, 08 czerwca 2017, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/06/09 02:44:19
Nadawałbyś się na agenta ubezpieczeniowego. "Panie, ta polisa kosztuje ledwie piątaka dziennie. Piątaka! Więcej pan na piwo wydajesz!". A ciekawe: dlaczego nie przeliczyłeś tego w ogóle na godziny? Wyszłoby jeszcze zabawniej, niespełna trzy grosze. Trzy grosze! No to już w ogóle nie ma o co kopii kruszyć, prawda? Przecież żółciaki to się do słoika w kuchni wrzuca, żeby portfela nie obciążać.

"Damy z gronostajem" kraść, rzecz jasna, nie zamierzam, niemniej wolę na tę kwotę patrzeć całościowo. 245,15zł to np. zupełnie przyzwoite buty dla obu moich córek. Albo (prawie) cały semestr zajęć plastycznych starszej. Albo kwartał z okładem tańców młodszej. Albo niemal równo połowa kursu jeździeckiego starszej. Albo jakieś 40% kolonii młodszej. Albo dwa (no, +/-) rachunki za wodę. Albo ponad dwa miesiące dojazdów małżonki do pracy. Albo kilka książek. Albo kilka filmów. Albo, albo, albo.

W każdym z w/w przypadków coś za tę kasę dostaję. W cholerę, mógłbym szarpnąć bardzo przyziemnie i stwierdzić, że 245,15zł to pięć-sześć wypadów do Biedry po jakieś podstawowe zakupy spożywcze. Albo odpłynąć hedonistycznie i przeliczyć to na osiem, może nawet dziewięć butelek mojego ulubionego wina. A w wariancie wstydliwym osiemnaście i pół paczki szlugów, które może i trują, ale dają mi przyjemność.

Co dostaję... eee... dostawałbym w zamian za abonament RTV? N i c. Kompletnie nic. Przemknęło mi przez głowę, że niby równie "dobrze" mógłbym wziąć te dwie i pół stówy, stanąć na balkonie i rozrzucić je po osiedlu. Ale wtedy może kto biedny by znalazł i miał radochę. Nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem cokolwiek emitowanego przez TVP. Od dawien dawna nie słucham też radia (w zasadzie żadnego). W zamian za haracz chłopaki z miasta pilnują przynajmniej, by ich koledzy nie wszczynali burd w obrębie opłacającego lokalu. Wychodzi więc na to, że ten cały abonament to zwyczajna kradzież. I naprawdę nie robi mi różnicy, czy kradną mi od razu dwieście parę złotych, czy po sześćdziesiąt coś groszy dziennie.
-
2017/06/09 09:07:06
Przecież sam nie wymyśliłem tego patentu z ileś tam dziennie :))

I tak, zgadza się, dwie dychy miesięcznie to nadal jakaś tam pozycja w budżecie, wywalana za niewiadomoco. Bo to jednak quasi-podatek jest. I raczej by mnie ciekawiło, ilu niepłacących abonamentu RTV ma jednocześnie wypasione pakiety kabla czy satelity, a nie najtańsze.
-
2017/06/10 00:26:59
Bo to jednak quasi-podatek jest.

No. Bardzo quasi. Z podatków to jednak od czasu do czasu coś fajnego zrobią.

ilu niepłacących abonamentu RTV ma jednocześnie wypasione pakiety kabla czy satelity, a nie najtańsze.

A co za różnica?
-
2017/06/10 08:35:16
A co za różnica?

Taka, że rozumiem kogoś z napiętym budżetem, dla którego combo abonament RTV+abonament kablówki to dwa razy tyle co sam abonament kablówki (a nie wiem jak w tej chwili wygląda łapanie naziemnej cyfrowej z mieszkania w bloku), natomiast zupełnie nie czuję tego w przypadku kogoś, kto za bardzo nie zauważy, ile dokładnie płaci za TV.

Z podatków to jednak od czasu do czasu coś fajnego zrobią

Ja wiem, że obecnie wszystko spierredollili, ale choćby TVP Kultura, PR2 czy rozgłośnie regionalne to jednak sporo fajnego w sobie miały. Jednak coś.
-
2017/06/10 18:10:14
TVP Kultura, PR2 czy rozgłośnie regionalne to jednak sporo fajnego w sobie miały.

Miały. I właśnie od powrotu do tego stanu, moim skromnym zdaniem, należałoby zacząć. Sprawić, by media publiczne były naprawdę publiczne, a nie stanowiły tubę propagandową aktualnie rządzącego ugrupowania. Najpierw doprowadzić produkt do stanu sprzedawalności, a dopiero potem zastanowić się nad ceną i sposobem jej ściągania.

zupełnie nie czuję tego w przypadku kogoś, kto za bardzo nie zauważy, ile dokładnie płaci za TV

Czekaj, bo tym tropem to za chwilkę dojdziemy do retoryki w stylu "owszem, Wysoki Sądzie, wypłaciłem mu strzała. Ale to duży chłop, ledwie go zabolało. Do wesela się zagoi, a blizna nad łukiem brwiowym doda mu męskiego uroku. O co tu się w ogóle pieklić...?" OK, ja rozumiem obie kwestie. Znaczy i to, że te dwie i pół stówki mało kogo wpędzi(łoby) w długi; i to, że pośród protestujących znaleźliby się tacy, którym i dwa i pół tysia w skali roku przesadnie nie stanowi. Wciąż jednak nie o kwoty tu idzie, a o zasady.
-
2017/06/10 21:41:40
No więc mam wrażenie, że protestanci za poprzedniej waadzy tak samo nie płacili, więc argument z tragicznej publicznej jest podszyty hipokryzją :) A co więcej, przypuszczam że wtedy też twierdzili produkt nie przystaje do ich kryteriów sprzedawalności i że gdyby cośtam cośtam to oni by może.
A że można dyskutować o tym jak zorganizować publiczne i sposób ich finansowania (zanim padną) to inna sprawa.
-
2017/06/10 23:54:50
No dobra, tylko to trochę zmienia oś dyskusji. To, że ktoś nie płaci abonamentu "bo Kurski", może być mniej lub bardziej zgodne z rzeczywistością. Wciąż jednak nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, czy delikwenta na abonament stać bardzo, trochę, czy wcale.
-
2017/06/11 09:05:22
Zmienia o tyle, że jeśli wchodzimy na poziom czy finansować media publiczne z powszechnej daniny publicznej, to w razie odpowiedzi pozytywnej mamy do czynienia z podatkiem. I dla tych uboższych staje się to podatek od luksusiku (od podobnych takich różniący się tym, że płaci się go bezpośrednio i odczuwa jako wyrwę w budżecie, inaczej niż akcyza od fajek i wódki). Kwestię zamożności nie-płatników poruszyłem w kategoriach współczucia raczej niż argumentu za lub przeciw.

A jeśli pozostajemy na poziomie "po co mam płacić jak nic z tego nie mam", to, well, mamy dokładnie case Buntona :)
-
2017/06/11 23:29:18
Kogo?
-
2017/06/12 08:36:57
Qrde, notkę przeczytaj! :-))
-
2017/06/12 17:19:44
Osz ja pier-tego-tam, co za wstyd... Przeczytałem kilkakrotnie i jedyne, co mi się do mózgu nie przylepiło, to nazwisko szczwanego złodziejaszka. Jakieś normalnie kompletne zaćmienie. Starość nie radość;]

Jak by nie było, to ja wciąż uważam, że całą dyskusję należałoby o pięterko cofnąć. W chwili obecnej (tak naprawdę już od dłuższego czasu) media publiczne to nadawca infotainmentowy, zasadniczo nie różny od innych nadawców infotainmentowych (wektor politycznych sympatii nie wydaje mi się istotnym czynnikiem). Albo więc tak zostaje, a wtedy płaćta, jeśli chceta; albo najpierw odpolitycznienie mediów publicznych i zrobienie z nich instytucji dbającej o kulturę i narodowe dziedzictwo, a dopiero potem abonament, najlepiej w formie powszechnego podatku ściąganego przez skarbówkę.
-
2017/06/12 17:53:25
Czyli trochę problem "kura czy jajo". I tak, zgadzam się co do postulatu odpolitycznienia, aczkolwiek przykład Buntona pokazuje, że powszechne oczekiwanie będzie inne...