Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Gwiezdne (Anty)Wojny

Leci ten czas, leci, od premiery Epizodu Ósmego minęło już z pięć tygodni, w niektórych kinach już zdążył wypaść z repertuaru, a ja właściwie nic jeszcze nie napisałem... Z drugiej strony skoro tyle czasu już minęło, to przynajmniej nie muszę się martwić o te gapy co jeszcze nie widziały i w razie potrzeby mogę walić SPOILERY otwartym tekstem. 

Co sądzę o "Ostatnim Jedi"? No zachwycony jestem, do frakcji zachwyconych należę, nawet miałem momenty, że myślałem, że lepszych Gwiezdnych Wojen jeszcze nie nakręcono (ale to chyba jednak tylko przelotny urok chwili, Imperium kontratakowało natychmiast). Wpływ za zachwyt ma przede wszystkim mistrzowska gra na emocjach, zwłaszcza takich widzów jak ja, po pierwszym seansie żałowałem że nie mogę skoczyć na kielicha i dojechać do domu komunikacją, ale 22 z haczykiem w dzień roboczy nie sprzyjała takim fanaberiom.

Zaskakującą cechą tego filmu jest jego antywojenność. Leia jako głównodowodząca opieprza i degraduje Poe za jego bohaterską i efektowną akcję, przeprowadzoną mimo rozkazu przerwania jej, zakończoną z jednej strony zniszczeniem wielkiego okrętu bojowego wroga, a z drugiej strony dużymi stratami własnymi; Poe zresztą przez cały film jest wychowywany, żeby z odważnego pilota stał się myślącym o podwładnych dowódcą (nie bez skutku). Wprowadzona w filmie nowa bohaterka Rose z jednej strony goni potencjalnych dezerterów, a z drugiej wypowiada słowa będące cichym mottem filmu: "nie chodzi o to, by zabijać wrogów, ale o to, by ratować tych, których kochamy" (czy Luke w tym właśnie celu nie leciał na Bespin, wbrew radom Yody i Obi-Wana?) No i ta znakomita - w tej warstwie interpretacyjnej - sekwencja w Canto Bight, gdzie najpierw Rose uświadamia nam, że wojna odbywa się kosztem szarych ludzi, a później DJ (uroczy łajdak) pokazuje, że z punktu widzenia handlarzy bronią Najwyższy Porządek i Ruch Oporu (jak wcześniej Imperium i Rebelia) są takimi samymi klientami - jak płacą, to dostają.

Nie oznacza to, że Gwiezdne Wojny przestały być wojnami (nawet jeśli na relatywnie niewielką skalę). Mamy fantastycznie nakręcone bitwy, nawet jeżeli przez długi czas film zdaje się być bardzo statyczną sekwencją pościgu podobnego bardziej walce morskiej niż powietrznej. Mamy Grande Finale z udziałem Wielkiego Luke'a (nie dajcie się zwieść marudom twierdzącym, że zniszczono Luke'a z Oryginalnej Trylogii, jest wielki). Mamy kapitalną sekwencję kina Nowej Przygody na Canto Bight, z wielką ucieczką na dinozauropodobnych fathierach. Mamy mnóstwo dobra (nawet jeżeli pewne sceny są świadomym nawiązaniem do wcześniejszych filmów, różnice są oczywiste). Mamy wspaniałe Gwiezdne Wojny i czekamy na więcej.

sobota, 20 stycznia 2018, bartoszcze
Tagi: Star Wars film

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/01/21 06:13:16
ojej przegapiłam najwyraźniej te nowości, jakoś musiano mało trąbić w necie i innych massmediach czy cuś
-
2018/01/21 11:39:42
Łojezu, co się w tych Nimcach wyrabia, żeby taki film szło przegapić :D