Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Patologia sądowa

To było gdzieś w tym tygodniu. Stałem sobie w sądzie na korytarzu, czekając na swoją rozprawę (jeszcze miałem parę minut, lecz już byłem ubrany w strój urzędowy), kiedy zatrzymał się koło mnie wyraźnie podirytowany facet w wieku średnim. Po stroju rozpoznał we mnie pełnomocnika zawodowego i zagadnął przepraszając z lekka, czy mógłbym mu powiedzieć, ile "po reformie" kosztuje teraz podział majątku (nie pamiętam teraz, czy uczucie niechęci do stawek adwokackich wyraził wprost, czy w podtekście) i czy już widać w praktyce te wprowadzone w sądach zmiany.

Podjąłem z nim z głupia frant rozmowę, jasno zaznaczając na początku że z pewnych obiektywnych powodów nie pomogę mu raczej bez względu na to, czy dogadalibyśmy się co do pieniędzy. I tak od zdania do zdania wysłuchałem, jaka to patologia w tych sądach: że zmuszają go do udziału w sprawie której on nie chciał, że zmuszają go do sprzedaży domu lub zapłaty jakichś pieniędzy byłej żonie, choć nie zasłużyła (padł nieśmiertelny argument, że on piłą spalinową na pół prędzej...). Że w ogóle kto to widział, żeby orzekać rozwód, na który on się nie zgadzał i nie podpisał (jakby się pod aktem ślubu nie podpisał to przecież byłby nieważny, prawda?), więc dlaczego jeszcze eks-żona miałaby jeszcze się jakiegoś majątku domagać. I że dlaczego te sądy i ci prawnicy kosztują... Pan płynnie przechodził z tyrad do powoływania z większą lub mniejszą precyzją Konstytucji, kodeksu rodzinnego i opiekuńczego i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (oraz przepisów o odwołaniu darowizny, tak na marginesie), najwyraźniej z mecenasem Googlem byli za pan brat.

I tak sobie potem dumałem: ilu jest "w narodzie" takich, dla których sąd powinien orzec zgodnie z ich zdaniem i oczekiwaniem, a jak nie, to "patologia" - niezależnie od tego, co stanowi prawo, zarówno uchwalane niedawno, jak i funkcjonujące od dziesięcioleci (jeśli nie od wieków), niezależnie od tego, że ochrona prawna przysługuje także tej stronie, z którą się jest w sporze. I ile osób kształtuje swoje wyobrażenie o sądach na podstawie takich tyrad o "patologii"

sobota, 13 stycznia 2018, bartoszcze
Tagi: sąd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/01/13 19:57:18
bo większość ludzi ma "swoje prawo" we łbie i nie zaorasz tego niczym ;)

znałam osobiście panią, która poprzecinała wszystko na pół, serio! :)
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/13 22:50:48
Wystarczająco wielu, żeby zaorać sądy.
Jak ktoś nie ma własnych doświadczeń, to ma "pokrzywdzonych" znajomych, albo słyszał o takich. A najgorsi to ci prawnicy. Nie dość, że trzeba im płacić to jeszcze gadają tak, że człowiek nic zrozumieć nie może.
Stara Pawlakowa wiecznie żywa: - "sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie". A jak już do głosu dochodzi sprawiedliwość społeczna to zawsze znajdzie się Jaki(ś), który stworzy czerezwyczajkę.

-
2018/01/14 12:03:49
@alp
Po to ta notka.
Sam bym faceta nie wymyślił.