Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Pora na pora

Moje pierwsze wspomnienie dotyczące porów wiąże się z zakupami - matuś wysłała mnie za dzieciaka do warzywniaka po włoszczyznę, gdzie pracowicie zamówiłem marchewkę, pietruszkę i seler, po czym dostałem pytanie zza lady "Porę też?" (tu byłoby miejsce na dygresję o tym czy to ten por, czy ta pora, ale nie tym razem). Odpowiedziałem, że nie (bo nie miałem instrukcji żeby tak), a w domu okazało się, że mogłem kupić (ale nie muszę iść jeszcze raz). 

Lubię pory na talerzu. Z dzieciństwa zapamiętałem surówkę z porów (ze śmietaną), bardzo przyjemne są naleśniki z duszonymi porami (zwłaszcza w wersji bretońskiej) czy wszelkiego rodzaju tarty z nimi. Kiedyś u któregoś z telewizyjnych kucharzy podpatrzyłem pory lekko gotowane (bardziej niż blanszowane, wrzucane w kawałku na kilka minut do wrzątku), podawane z sosem cytrynowym (ten ostatni zwykle robiłem dodając sok z cytryny do sosu beszamelowego z paczki, gdyż leniwy jestem), i wiele razy pojawiły się na stole.

Surówka i pory w sosie cytrynowym to jednak dania lekkie, na lato, a u nas pora zimna. Tutaj przychodzi pora na napotkaną kiedyś zupę z porów, opatrzoną przymiotnikiem "duńska". W celu jej przyrządzenia należy białą część pora (z jasnozielonym może być) pokroić na cienkie plasterki, pamiętając, że na pokrojonego pora potrzebna jest Duża Miska, a potem odpowiednio duży garnek. Pokrojone pory (u mnie były to dwa naprawdę grube) szklimy razem z cebulą albo dwiema (ja cebulę wolę zeszklić najpierw) przez kilka minut, a potem zalewamy gorącą wodą, wywarem lub bulionem, jak kto lubi (ostatnio poszedłem w samo gęste, bo wykorzystałem nawet wodę z duszenia kury przykrytej ciemnozielonymi częściami porów). Doprawić wedle uznania, 20-30  minut na małym ogniu pod przykryciem, i... zostaje wykończenie wedle uznania. Można zmiksować na krem, albo nie. Można zabielić, albo nie. "Oryginalny" przepis nakazywał nie tylko zabielić, ale i rozpuścić serek topiony (złoty ementaler świetnie pasował), a potem podać z pokrojoną w kostkę szynką i pierzynką z tartego żółtego sera... (mam wrażenie że im ostrzejsza zima tym bardziej takie dodatki pasują)

Jeszcze nie pora na obiad.

 

niedziela, 28 stycznia 2018, bartoszcze
Tagi: kuchnia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: allymcell, *.dynamic.chello.pl
2018/01/28 21:39:58
Uwielbiam pory o każdej porze roku. Zawsze kojarzą mi się z komiksem Baranowskiego gdzie pada tekst "Pora na pory w śmietanie... Ależ Wodzu, co Wódz... To ja przepraszam" ;)
-
2018/01/28 22:56:07
Baranowski <3
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/30 00:14:15
Surówki (ewentualnie lekko sparzony pokrojony por) ok. Tylko sos ostrzejszy. Ja wybieram najprostszy; - ząbek czosnku, oliwka z oliwek, sok z cytryny, ostra musztarda - proporcje w/g uznania, ewentualnie zamiast musztardy i cytryny papryka wędzona w proszku - proponuję zmieszanie ostrej ze słodką.
Natomiast zupa ze złotym ementalerem robi wrażenie. Z tym, że chyba dodam drobne grzanki usmażone na masełku.