Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Internet cenzurują!

Taka wieść krąży dziś po Europie, widmo takie. W istocie to tylko kolejna odsłona historii, o której pisałem w lipcu, czyli dalsze prace nad europejską dyrektywą o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

W lipcu eurodeputowani zdecydowali, że projektu nie przyjmą w wersji przepracowanej i zaproponowanej przez komisje, tylko że będą mogli wprowadzić kolejne poprawki na sali obrad (detale procedur prawodawczych zostawmy na inną okazję). Dziś zaczęli nad tymi poprawkami głosować, i ostatecznie przegłosowali...

No właśnie. Pierwsza nieprawdziwa informacja na ten temat jest taka, że cokolwiek uchwalili. Uchwalili bowiem jedynie poprawki do projektu przedstawionego przez Komisję Europejską, które teraz zostaną przedstawione Radzie Unii Europejskiej. Jeżeli Rada zaakceptuje w całości przedstawiony tekst, to faktycznie będzie można mówić o uchwaleniu dyrektywy. Jeśli nie... to jeszcze wiele etapów może ten projekt przejść, i będzie wiele okazji, żeby uznać, że upadł w całości.

A co przegłosowali? Szerzy się pogląd, że same szkodliwości. Cała dyrektywa jest dość hermetyczna w swojej treści, więc skupmy się na tym co budzi emocji (Partii Piratów zwłaszcza). Dla uproszczenia pominiemy teraz omówienie rzekomego "podatku od linków" (jest to tak naprawdę wynagrodzenie za korzystanie z cudzych materiałów dziennikarskich), bo porządne wyjaśnienie artykułu 11 wymagałoby więcej miejsca, niż mamy tu pod ręką, powiem krótko, że żadnemu internaucie wstawiającemu linka nie zaszkodzi. Za to artykuł 13...

Ustęp 1 tego artykułu przewiduje, że "platformy internetowe" (nazwa robocza, wrócimy do niej później) udostępniają publicznie utwory i dlatego mają zawierać uczciwe umowy licencyjne z posiadaczami praw do tych utworów. Umowy takie zgodnie z ustępem 2 mają załatwiać kwestię odpowiedzialności użytkowników platformy za umieszczone przez nich na platformie utwory - jeżeli tylko użytkownik przestrzega regulaminu platformy i nie działa w celach komercyjnych. Zatem jak najbardziej można będzie sobie wrzucić piosenkę, sprawdzając co najwyżej regulamin YT...

Ale idźmy dalej, bo najważniejsze przed nami. Mamy bowiem teraz ustęp o roboczym numerze 2a (to cały czas projekt w potencjalnej obróbce, przypominamy) regulujący sytuację, w której posiadacz praw nie chce udzielić licencji (wolno mu, np. telewizja może chcieć, żeby serial był dostępny tylko w jej serwisie). Tu już wyczuwam jak się wszyscy napinają, żeby krzyknąć coś o filtrowaniu itp - a tymczasem przepis nakazuje tylko platformom i posiadaczom praw współpracować w dobrej wierze przy zapewnieniu, że bez odpowiedniej licencji utwory nie będą się znajdować na platformie. Żadnych automatycznych mechanizmów (co więcej - że wybiegniemy naprzód - w ustępie 3 wyraźnie się przewiduje, że standardy powinny unikać automatycznego blokowania czegokolwiek). Współpraca - co podkreśla następne zdanie - ma nie powodować ograniczania dostępu do innych utworów, także jeżeli ktoś legalnie skorzysta z chronionego utworu na podstawie wyjątków prawnych. Gdzie ta cenzura...?

Ale to jeszcze nie wszystko. Na platformy został nałożony - w ustępie 2b - obowiązek stworzenia mechanizmu kontrolno-odwoławczego. Jeżeli użytkownik uzna że platforma (w ramach współpracy z posiadaczem praw) popełniła błąd i usunęła coś, czego nie powinna usunąć, to platforma powinna szybko i sprawnie przeanalizować skargę takiego użytkownika, a posiadacz praw - rozsądnie uzasadnić dlaczego zażądał usunięcia materiału, żeby osoba rozpatrująca skargę (jest podkreślone, że musi w tym uczestniczyć człowiek) nie opierała się tylko na stwierdzeniu "bo tak". Po rozpatrzeniu skargi należy jeszcze użytkownikowi zapewnić (znaczy, państwa unijne będą musiały zapewnić) dostęp do niezależnego sposobu rozstrzygania sporów, w tym do sądu. Cen...

Wróćmy teraz do kwestii zasygnalizowanej na początku (lub prawie), czyli pojęcia "platformy" (dosłownie "dostawcy usług sieciowego dzielenia się treściami"), bez którego nie da się dobrze odczytać artykułu 13. Samej definicji szukamy w artykule 2 punkt 4b projektu dyrektywy (w ostatecznej wersji prawnicy unijni uporządkują tę numerację). Zgodnie z tym przepisem jednym z głównych celów platformy ma być przechowywanie i udostępnianie wszystkim znaczącej (ang. significant) ilości utworów zgromadzonych przez użytkowników, które platforma ma promować dla swojego zysku. Jednocześnie zdefiniowano, że platformą nie jest mikrofirma ani mała firma, serwisy niekomercyjne takie jak encyklopedie internetowe, jak również komercyjne bazy edukacyjne i naukowe (i jeszcze parę kategorii). Można odnieść wrażenie, że trzeba się będzie postarać, żeby spełnić definicję "platformy", tak europosłowie postarali się przymknąć efekty uboczne działania dyrektywy...

Spokojnie. Takich podmiotów nie braknie. I to one głównie stoją za protestami przeciwko "ACTA2", międląc coraz bardziej (z każdą wersją) nieadekwatne teksty o cenzurze. W sumie tak samo jak duże internetowe podmioty stały za ACTA i rozpętaną wokół niego histerią.

środa, 12 września 2018, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/19 11:35:57
@obwoźny komentator z linkiem pod nickiem
Suaby troll jest suaby.