Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Wybory i wyborcy

W tę pierwszą jesienną niedzielę siedzę sobie na kanapie, bo chmurno i wietrznie, że aż się wszystkiego odechciewa, i tak sobie łapię wiadomości i komentarze nadchodzące ze wszystkich stron, na przeróżne tematy. A jako że wybory coraz bliżej, kampania w toku, to i przekazów związanych z wyborami nie brakuje.

Docierają między innymi informacje, że ten czy ów komitet gdzieś tam nie dał rady pozbierać wymaganej liczby podpisów i w wyborach do takiej czy innej rady nie wystartuje (lub nie we wszystkich okręgach). Jakoś tak się składa, że dotyczy to komitetów bardziej owych niż tych, co w kręgu moich znajomych budzi raczej satysfakcję, czy to na zasadzie nutki optymizmu, czy bardziej schadefreude. Mnie natomiast zastanowiło co innego...

W wyborach startują kandydaci z różnych komitetów, często identyfikujących się z Niebieskimi czy innymi Zielonymi. O wyniku wyborów decydują jednak - swoimi głosami - wyborcy. Jeżeli wyborcy Niebieskich nie znajdą na listach swoich kandydatów, to co zrobią - zrezygnują z głosowania, oddając walkowerem pole innym, czy poszukają sobie innej kandydatów z innej listy, doprowadzając do wyników niespodziewanych, lecz niekoniecznie lepszych?

To, co wydaje się być chwilowym sukcesem, nie musi wcale być sukcesem w dalszej perspektywie.

niedziela, 23 września 2018, bartoszcze
Tagi: wybory jesień

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/23 19:46:07
to prawda, tak samo jest z sondażami przedwyborczymi, jeszcze sie nie zdarzylo, zeby w efekcie którys byl trafny
-
2018/09/24 18:07:53
No i mamy ostateczny dowód na istnienie życia po śmierci... - bo to, że na listach wyborczych znalazły się nazwiska zmarłych, to może być zwykły błąd (ktoś skorzystał z nieaktualnej listy zameldowanych w okręgu), ale to, że obok znalazły się ich podpisy, inaczej zinterpretować się nie da.
Zwłaszcza, ze chodzi o listy wyborcze tych, którzy do wyborów przystępują z boskim poparciem.
-
2018/09/24 20:19:00
@alp
Podobnie jak to, że na liście znalazł się podpis osoby znanej i żyjącej, która kategorycznie zaprzeczyła jakoby się miała podpisać.
www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/pod-lista-wis-podpis-lidera-miasto-jest-nasze-ktos-go-podrobil,870812.html
-
2018/09/24 20:19:51
"to prawda, tak samo jest z sondażami przedwyborczymi, jeszcze sie nie zdarzylo, zeby w efekcie którys byl trafny "

To jest po prostu nieprawda.

Co do podpisów nieboszczyków:

"
Mój rozmówca zbierał z kolegami te podpisy, ale ewidentnie im nie szło. Liczył, że będzie miał pięćset autografów dziennie, a po trzech dniach ledwie dociągnął do trzystu. Wstyd. Zbierał z nim chłopak, który miał trochę więcej doświadczenia. Mój rozmówca był już o krok od rzucenia tego w diabły i szybkiego zakończenia błyskotliwie zapowiadającej się kariery politycznej. Ale jego kolega wiedział, że jest jeszcze ostatnia deska ratunku. Wsiedli do autobusu i pojechali na obrzeża miasta. Wysiedli przy kościele. Przez głowę przyszłego ministra przeszła myśl, że może idą się pomodlić, bo już nie ma nadziei. Ale minęli kościół i poszli na cmentarz. Kolega instruował: - Weź kartkę, długopis i spisuj z nagrobków imiona, nazwiska i daty urodzenia. Omijaj groby tych, którzy dziś mieliby po sto lat albo więcej. W dwie godziny mój rozmówca miał trzysta martwych nazwisk. Następnego dnia pojechał z kolegą na cmentarz w sąsiednim miasteczku i kolejnych pięćset nazwisk wpadło. Ale pod listami wyborczymi trzeba jeszcze wpisać PESEL i złożyć podpis. Do dat urodzenia zatem na chybił trafił dopisywali cyfry i tak tworzyli PESEL . Podpisy? Wzięli kilka długopisów, by tusz był różny, i sami stawiali te autografy. To były czasy, kiedy nikt w Państwowej Komisji Wyborczej podpisów pod listami dokładnie nie sprawdzał. Byli o krok od wpadki, bo przypadkowo wpisali dane i złożyli podpis kobiety, która miałaby sto czterdzieści lat, ale w ostatniej chwili sami to zauważyli. - Po latach w polityce powiem brutalnie: jakbyśmy chcieli być legalistami, to trzeba by anulować wyniki wszystkich wyborów z ostatnich kilkunastu lat - opowiada mój rozmówca. - Dlaczego? Dane podpisujących listy wyborcze są kolekcjonowane przez partie. To była jedna z najcenniejszych rzeczy, jaką chroniła szafa pancerna w naszym biurze. Trzymało się te dane na czarną godzinę - z poprzednich wyborów, dawnych referendów. I jeśli brakowało podpisów pod bieżącymi listami wyborczymi, to się korzystało z tych starych i je dopisywało. Ale przy takich fałszerstwach trzeba zawsze złożyć pod listą więcej podpisów, tak ze sto trzydzieści, sto pięćdziesiąt procent wymaganych. Górka jest potrzebna, jakby PKW coś zakwestionowała. Poza spisywaniem z nagrobków był jeszcze jeden trik, który stosował kolega mojego rozmówcy. Jego ciotka pracowała w urzędzie miasta. A tam są spisy mieszkańców, dane kierowców czy płatników lokalnych podatków. To dane cenne jak diabli, bo prawdziwe, pełne i aktualne. Kolega przyszłego ministra dostał taki spis od ciotki i z miejsca miał kilkaset nazwisk. Pięknie wtedy zapunktował u szefów. Ładnie mu się kariera rozwinęła. Już trzecią kadencję jest posłem, dziś walczy o praworządność, ciągle o niej mówi w telewizji"

Czytaj więcej: polskatimes.pl/seks-narkotyki-i-wodka-fragment-ksiazki-michala-majewskiego-tak-to-sie-robi-w-polityce/ar/13075666/5