Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

Życie, kiepski scenarzysta

"życie trzeba przedstawić w taki sposób, żeby wydawało się prawdziwe - nic nie jest prawdopodobne tylko i wyłącznie na mocy faktu, że się wydarzyło" (John Irving)

W filmach opowiada się przeróżne historie. Na pewno był niejeden film o młodym, utalentowanym kierowcy, który bez odpowiedniego wsparcia z zewnątrz (zwłaszcza wyrażonego w twardej walucie) piął się po szczebelkach kariery, dorabiając przygotowywaniem samochodów dla innych. Niekoniecznie takie filmy kończyły się akurat w taki sposób, że w końcu młody dostawał kontrakt rezerwowego kierowcy w zespole Formuły 1, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności (nie zapominając o szybkości pokazywanej w okazjonalnych treningach) zajmował w trakcie sezonu miejsce kierowcy wyścigowego i zdobywał miejsce na podium na kultowym torze.

Chyba nie było natomiast filmu o tym, jak kierowca ma podczas wyścigu potężny wypadek, na widok którego wszyscy z przerażeniem zasłaniali usta - dopóki kierowca nie wstał i nie otrzepał się jak gdyby nigdy nic, a rok później na tym samym torze był tak bardzo przejęty wspomnieniem tego wypadku, że wygrał tam swój pierwszy wyścig w serii. Sophia Floersch po swoim koszmarnie wyglądającym wypadku w Macau chętnie wystąpiłaby w tym filmie... (choć najpierw musi dojść do siebie po operacji kręgosłupa)

Pewnie nie było też filmu o kierowcy wyścigowym, który mając w kieszeni kontrakt z legendarną stajnią, jedzie dla treningu powiatowy rajd i wpada na uszkodzoną barierkę, która - szansa jeden na milion - robi mu z ręki puzzle (nie licząc innych obrażeń, stanowiących zagrożenie dla życia). Po wielu operacjach prowadzących do przywrócenia ręce jako-takiej sprawności, ostatecznie po 6,5 roku kierowca wraca do swojego starego zespołu i pokazuje na testach, że w dalszym ciągu potrafi jeździć jak przed wypadkiem (a kibice z trybun śpiewają zespołowi "Merci"). Oglądałem kiedyś film biograficzny o zespole muzycznym Jan and Dean, gdzie historia była w sumie dość podobna.. 

Być może był film o młodym kierowcy, który bez pomocy doszedł na szczyty, ale później z nich spadł - a kiedy po latach udało mu się zdobyć niezbędną pomoc finansową niezbędną do powrotu, w ostatniej chwili został przelicytowany przez kogoś z dużo grubszym portfelem. Po czym rok później nastąpiła zamiana miejsc...

Bo filmów o młodych wilczkach i starych mistrzach nie brakuje. Ostatnio chociażby Auta 3...

Wszystkie te scenariusze napisał lub napisze Robert Kubica. Nie wszystkie wyglądają prawdopodobnie, a jednak się zdarzyły naprawdę, lub powinny się zdarzyć za chwilę. Tylko z tym otrzepaniem się to licentia poetica.

środa, 21 listopada 2018, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: