Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Blog > Komentarze do wpisu

O kształtowaniu tradycji

Miałem to napisać w Święta, ale trochę mi się nie chciało :) 

Święta Bożego Narodzenia to festiwal tradycji, robienia rzeczy które robi się raz do roku (i na ten jeden raz w roku czeka), teoretycznie tak jak matki i praojce robiły. A jednocześnie mało kto zauważa, że tradycja sama w sobie też podlega nieustannym zmianom.

Weźmy na przykład sztandarowego wigilijnego karpia, tak mocno wbitego w świadomość. Kiedy jednak zajrzymy do międzywojennych opisów wigilijnego menu, wcale takiej pozycji nie znajdziemy - będzie na pewno jakaś ryba, ale jaka, to już była kwestia bardziej indywidualna (niektórzy uważają do dziś że nie ma Wigilii bez śledzia). Karp zaś ugruntował się (pun not intended), bo w sklepach PRL zwyczajnie nie było innych ryb w odpowiedniej ilości, a władze dbały, żeby przynajmniej ten jednej (łatwej w produkcji) nie brakowało. 

Osobną kwestią jest mieszanie się tradycji. Dopóki bowiem wszyscy trzymają się swoich osad, to tradycje wszyscy mają takie same, ale co jeśli skojarzy się związek wigilijnej grzybowej z wigilijnym barszczem? No nie da rady, na coś się trzeba zdecydować, albo jedno zarzuci część swojej tradycji, albo oboje przyjmą nową...

No i wreszcie ewolucja tradycji pod wpływem najrozmaitszych czynników (np. coś nie było dostępne, albo pojawił się lepszy zamiennik, albo...). Tu docieramy do mojej najbardziej ukochanej tradycji wigilijnej, ujawniającej zresztą częściowo rodzinne korzenie, czyli opisywanych choćby tutaj ciasteczek zwanych śleżykami. Sam robię mniej więcej półkruche (w tym roku ostatecznie z 3 kg mąki...), mama - bardziej kruche, nie pamiętam kto z nas robi bardziej takie jak babcia. Kiedy jednak pogrzebałem w przepisach, stwierdziłem nie bez zaskoczenia, że znacznie bardziej rozpowszechnione są wersje drożdżowe, a historycznie wywodzą się one z przaśnych łamańców. Fakt, że kiedy byłem dzieckiem, to ich nieodłączną parą na Wigilię było mleczko makowe, ale tego elementu tradycji akurat pozbyłem się bez żalu. Może dlatego, że mak (i cukier) jest już w samych ciasteczkach, a może dlatego że mak, mleko i miód z bakaliami jest w tradycyjnych (acz w tradycji przejętej, a nie domowej) makówkach...

Wesołego po Świętach i na wszelki wypadek Szczęśliwego Nowego Roku! (jakby co to po raz pierwszy)

niedziela, 30 grudnia 2018, bartoszcze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: