Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 25 września 2016

Ona mu daje z kosza maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.

Napisał Wieszcz jakieś dwieście lat temu (tak, tak, w tym roku dwustulecie jego pełnoletniości!). W kręgach Ludzi Bawiących Się Poezją strofa ta - jak wiele innych przed nią - stała się inspiracją do tworzenia własnych wierszyków, zachowujących układ, lecz o treści dowolnej, byle występowały sakramentalne słowa "ona mu daje", stąd nazwa gatunku: onamudaje.

W onamudajach daje się wszystko, fizycznie (jako te maliny czy żarówkę) lub metafizycznie (nadzieję, radę, czas, popalić, zgodę na rozwód), nie zabrakło nawet dawania onamudajów... Jeżeli w tym kontekście ktoś ma skojarzenia seksualne - to... jest w większości, padła nawet propozycja formalna, aby takie onamudaje, gdzie "daje" oznacza seksualną zgodę (i tak dalej), nazwać przez szacunek dla tradycji językowej "onamudajkami". 

Najbardziej zaciekawiły mnie - kiedy tak się przyglądałem rozwojowi zabawy - te próby, gdzie kluczową frazę potraktowano homonimicznie. Pojawił się więc jakiś człowiek o afrykańsko brzmiącym imieniu:
Onamudaye wstaje o świcie

czy próby zupełnie odmiennego układania liter w wyrazy
O, nam udaje się tak rozmawiać

O! Nam ud - a je chętnie weźmiemy -

jak też koncepty, w których cały wers traktuje się jak fragment listy dialogowej:
On: "A mu daje się w mediach fory!"

a nawet z didaskaliami
On: - Am! - udaje, że zje ją całą.

On: Am! [Uda je kurze. Tłuszcz kapie.]

nie mówiąc o formie, ekhm, zezwierzęconej:
Ona: "Muuu! Daj eee! Stań się bydełkiem! 

Wkrótce zakończy się Turniej Onamudajów, może będę mógł opublikować utwory laureatów.

Tagi: bzdury poezja
14:40, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2016

Trolle to niesympatyczne zjawisko (te internetowe, z prawdziwymi nie miałem doświadczeń). Łażą i powtarzają swoje bzdury, czasem w sposób na tyle ordynarny i kłamliwy, że trudno na nie zastosować najprostszą metodę na trolla - czyli ignorowanie.

Jest sobie taki internauta, najczęściej używa zwiska fracky. Jest znany na większości serwisów poświęconych F1, na większości jest znany ze złej strony - jeżeli nie jest zabanowany to jest ignorowany (czasem desperacko szukając dla siebie możliwości wzięcia udziału w dyskusji udaje kogoś innego, ale zwykle jest szybko rozpoznawany). Są jednak w dalszym ciągu serwisy, których właściciele starają się mieć dużo wyrozumiałości. Tam fracky pleni się w sposób często nieprzyjemny dla otoczenia, gdyż nudzi straszliwie, starając się za wszelką cenę udowodnić że "ma rację" (a że jej zwykle nie ma - używa tupania i udawania że to jego ręka), oraz nieustannie deklarując swoją rzekomą wyższość nad innymi dyskutantami i powołując się na swoje urojone "sukcesy" w dyskusji (czyli własne przekonanie, że powiedział coś mądrego i prawdziwego, zwykle wbrew faktom).

Jednym z takich wyrozumiałych gospodarzy jest Karol296, prowadzący zacny serwis Cyrk F1 (nie pamiętam teraz czy go polecałem przy okazji któregoś Blog Day? jak nie to może w przyszłym roku). Mniej więcej miesiąc temu Karol opublikował wpis poświęcony wykorzystywaniu komputerów do symulacji aerodynamicznych, czyli tzw. CFD (to nie jest zasadniczo wpis poświęcony kwestiom technicznym, więc staram się pisać jak dla laika). Pod tym wpisem zmaterializował się fracky, niby starając się coś powiedzieć na temat, ale głównie żeby pochwalić się ilu to Bohunów nie usiekł. Zaczęła się wymiana zdań, w której fracky zakwestionował znaczenie rozwoju komputerów- w tym ich mocy obliczeniowej - dla CFD, żeby wreszcie wyrazić znamienny pogląd:
"W regulaminie zawarty jest zapis o maksymalnej mocy obliczeniowej komputera, z jakiej można skorzystać" (23.08.2016, 06.15 - uwaga: linki z godziną prowadzą do komentarzy Disqus, które z powodu obszerności dyskusji mogą się dłuugo ładować)

Zareagowałem instynktownym sprostowaniem - gdyż ze względów zawodowo-hobbystycznych akurat trochę regulaminy F1 czytam - że akurat regulamin takich ograniczeń mocy nie zawiera (23.08.2016, 14.13). Cóż, było to wywołanie trolla z lasu (z jaskini? za słabo znam się na biotopach trolli). Od tamtej pory fracky (który na dodatek ma do mnie głęboką zadawnioną urazę za wielokrotne lanie, jakie mu sprawiłem w dyskusjach) agresywnie próbuje na mnie skakać niczym jamnik z potrzebą kopulowania, ale - o dziwo! - nie potrafi podać ile wynosi ten rzekomo widniejący w regulaminie limit "maksymalnej mocy obliczeniowej".  Próbował już metody, że "jego twierdzenie samo w sobie jest dowodem" (25.08.2016, 23.11), próbował konceptu "najpierw oskarżyciel wykłada swoje argumenty"(26.08.2016, 12.09) - nie rozumiejąc (udając że nie rozumie) że nie jest w procesie karnym, tylko w dyskusji, gdzie skoro postawił tezę to powinien ją udowodnić). Dzięki cierpliwym podpowiedziom (nie wprost, przyznaję) udało mu się przynajmniej dotrzeć do właściwego regulaminu określającego warunki korzystania z CFD, ale w dalszym ciągu nie rozumie tego co w nim jest napisane (może dlatego że po angielsku, to istotna bariera). Skupił się na figurującym w regulaminie wzorze określającym parametr zatytułowany TotFLOPS mylnie wyobrażając sobie, że jest on zarazem limitem mocy obliczeniowej (nie będąc oczywiście w stanie podać wartości tego limitu)...  

Zabawa (przyznaję ze smutkiem, że czasem odwołuję się do niskich instynktów i czerpię przyjemność z igrania ze słabeuszem) z frackym trwała długo, nie będę jej w całości przytaczał, okresowo zanikała - ale naiwniak wracał (tak, tu też zaglądał). W końcu jednak przeszedł samego siebie i radośnie zaprzeczył samemu sobie, twierdząc że przewidziany w regulaminie limit mocy obliczeniowej komputera... "zależy od specyfikacji sprzętowej superkomputera" (21.09.2016, 14.07, wcześniej w innym miejscu wyraził to jako "Dla każdego komputera ten limit jest i zależy od jego parametrów"). Tak, rozumiem że przecieracie oczy: najpierw twierdził, że nie ma sensu zwiększać mocy obliczeniowej komputera, bo regulamin przewiduje limit dostępnej mocy obliczeniowej, a teraz twierdzi, że ten limit zależy od parametrów komputera (czyli jak ktoś rozbuduje komputer i zwiększy jego moc, to będzie miał wyższy limit)...

Po co ta notka, zapytacie? Bo - mówiąc szczerze - uznałem że przyda mi się resume, które będę mógł jednorazowo wkleić, kiedy fracky znowu odczuje potrzebę wywnętrzania się... A poza tym czyż można zrobić trollowi większą przyjemność, niż poświęcić mu tyle czasu i miejsca? ;)

PS dla frackiego - to jest notka, pod którą możesz się zrehabilitować i spełnić określone dwa tygodnie temu warunki dalszego komentowania tutaj, a to:
1/ podać ile wynosi przewidziana regulaminem maksymalna moc obliczeniowa z jakiej można skorzystać,
2/ wskazać na właściwe punkty regulaminu, które to określają,
3/ jeżeli trzeba to policzyć przy użyciu wzoru:
a/ podać wzór,
b/ wyjaśnić jakie wartości i dlaczego należy do niego podstawić (z powołaniem regulaminu - pkt 2 powyżej)
c/ przeprowadzić i podać obliczenia.

PS 2 Po pięciu tygodniach wstydzenia się fracky w końcu potwierdził, że w regulaminie nie ma limitu mocy obliczeniowej.  Co za zaskoczenie! :)

09:37, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 września 2016

RED is BAD! Takie zawołanie niesie się wzdłuż Wisły, aż po Bug i Wisłok. RED is BAD! wołają tzw. patriotycznie nastawieni młodzieńcy, z sobie wiadomych powodów ignorując dysonans między swoim turbopatriotyzmem, a używaniem ordynarnego języka z rodziny germańskiej. RED is BAD! (tylko patrzeć jak flagę narodową skrócą o połowę)

Wszedł ostatnio na ekrany kin film patriotyczny pt. "Smoleńsk". Opowiada on - podobno, nie widziałem i nie zobaczę raczej (choć taki drobiazg nie przeszkadzał mi już w recenzowaniu filmu na użytek bloga) - o jakimś spisku Wrażych Sił, który doprowadził do Katastrofy. Podobno nie wszyscy są z filmu zadowoleni, nie wyłączając występujących w nim aktorów czy innych współtwórców, na przykład niezadowolony jest aktor, który grał jedną z Wrażych Osób ważnych dla Spisku Czerwonych. A na imię temu aktorowi... REDBAD.

No jak można było popełnić tak koszmarny Błąd Obsadowy! Ani chybi jakiś Czerwony przy tym kręcić musiał.

No to zakończymy nagraniem patriotycznym o Smoleńsku:

Czuję jak blednie moja twarz błazeńska
Właśniem przeczytał o stracie Smoleńska
Ale gdzie Smoleńsk gdzie Kraków 

Zaraz, ten niby-patriota Stańczyk też NA CZERWONO! Żadnej nadziei dla Smoleńska.

Mówcie że mądra że wielkiego rodu
Że wschodem rządzić ma ręka zachodu
A ja nie cierpię tej baby! 

środa, 07 września 2016

Do kwestii fotela prezydenta Warszawy mam stosunek doskonale obojętny. Czy obecna rezydent fotela poda się do dymisji sama, zostanie odwołana w referendum, zostanie zastąpiona komisarzem czy też przegra/wygra następne wybory, nie robi na mnie żadnego wrażenia. Co więcej, nie robi mi różnicy jak oceniać zarzuty dotyczące reprywatyzacji - czy jest głową Układu, jego szyją bądź ofiarą, czy jest winna braku nadzoru czy tylko nieudolności w forsowaniu zmian w prawie mogących zatrzymać najgorsze praktyki reprywatyzacji.

Martwi mnie jedynie obłąkańcza retoryka przeciwników reprywatyzacji. Nie wiem kto zamordował Brzeską, nie wiem jak w szczegółach wyglądały poszczególne sprawy odzyskiwania nieruchomości (mam na myśli aspekt prawny, a nie późniejsze fizyczne przejmowanie), ale dziwi (żeby nie rzec dosadniej) nachalne wiązanie wszystkiego z wszystkim, doszukiwanie się spisku tam gdzie działała - z dobrym lub złym skutkiem - rutynowa procedura. 

Intryguje mnie jedynie, jakie znaczenie miałoby mieć odejście HGW z ratusza. Owszem, dla warszawiaków przejęcie władzy w stolicy przez PiS mogłoby - podkreślmy to słowo - mogłoby oznaczać jakieś niekorzystne zmiany w miejskich inwestycjach czy pomniejszych kwestiach dotyczących zarządzania, ale dla reszty kraju? Że przedstawiciel dobrej zmiany zasypie Warszawę pomnikami? A co mnie to w gruncie rzeczy... Że będzie to Symboliczna Porażka? Bardziej przerażają skutki tych całkiem niesymbolicznych...

Będzie jak będzie. A jak będzie? HGW...

20:21, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
środa, 31 sierpnia 2016

2009. 2010. 2011. 2012. 2013. 2014. 2015...

Nie, nie liczę baranów. To kolejne lata, w których brałem udział w zabawie Blog Day, czyli poleć innym pięć blogów jakie czytasz. Przez te wszystkie lata poleciłem około trzydziestu blogów, i zasadniczy problem polega na tym, że coraz mniej blogów czytam, a jeszcze mniej zapoznaję nowych. Nie chce mi się liczyć, ile z polecanych zamarło, i kiedy na niektórych ostatnio byłem...

Dlatego w tym roku nie będzie na siłę. Kto szuka blogów, na które warto zajrzeć, może szukać przez mojego blogrolla (dla młodych stażem: zakładka "Staram się zaglądać"), lub przez tag blogday (nie, nie #hasztag). Jest tam od Sasa do Lasa, może co znajdzie. 

Na bloksowy konkurs też się nie piszę. 

Może za rok będę miał coś bardziej konkretnego...

Tagi: blogday
22:38, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (24) »
czwartek, 25 sierpnia 2016

Kiedy przyszła wiadomość o trzęsieniu ziemi we Włoszech, w pierwszej chwili pomyślałem o mieszkającej w tej części Italii znajomej (na jej szczęście chwilowo w Polsce, na co dzień jednak w bezpiecznej odległości od epicentrum). Potem - rejestrując informacje o ofiarach i zniszczeniach - odnotowałem, że w relatywnie niedużej odległości widnieje nazwa masywu górskiego i parku narodowego Gran Sasso. Później przyjrzałem się dokładniej...

Sporo lat temu spędzałem urlop we Włoszech, w mniej sztandarowych okolicach (tak wyszło raczej niż taki był nonkonformistyczny plan). Jednego dnia zrobiliśmy długą wycieczkę objazdową, której kulminacją była wizyta nad jeziorem Campotosto (sztucznym, jak Żywieckie, tylko znacznie wyżej), skąd kontemplowaliśmy widok na majestatyczny masyw Gran Sasso (miłośnicy historii II wojny światowej tu podnoszą paluszki, by wspomnieć o słynnej akcji Skorzeny'ego). Kontemplowaliśmy, robiliśmy zdjęcia (na przemian z aparatu tradycyjnego i pierwszej, posiadanej od paru miesięcy cyfrówki...)

Lago Campotosto Abruzzo Italia Włochy

Jezioro Campotosto - siedzieliśmy po jego zachodniej stronie - znajduje się w odległości góra dwudziestu kilometrów od zrujnowanego trzęsieniem Amatrice. Z pewnej mapy wnioskuję, że siła żywiołu szybko malała, być może nad jeziorem domami tylko zatrzęsło, nie powodując zniszczeń, w żadnych raportach lokalna wioska się nie pojawia. Górom nie zaszkodziło na pewno...

Gran Sasso Abruzzo Italia Włochy

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Cenzura to zuo. Przez cenzurę pozbawiani jesteśmy różnych rzeczy - czasem pięknych, czasem prawdziwych, czasem po prostu zwykłych. Żyliśmy pół wieku pod okiem cenzorów (że policzę tylko okres Peerelu i okupacji), pamiętamy (przynajmniej niektórzy) gazety z zaznaczonymi - o tak: [---ustawa z dnia .. kontroli publikacji i widowisk etc] - ingerencjami, książki które nie mogły się ukazać, jak również książki które ukazywały się... ze zmianami (przypominajka, żebym wreszcie dopadł Psy Wojny Forsytha przełożone z oryginalnej wersji, a nie mocno przeredagowane na potrzeby wydania polskiego). 

Cenzura ujawnia się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Byłem niedawno w księgarni, wziąłem z uśmiechem do ręki nowe wydanie Teatrzyku Zielona Gęś, przekartkowałem wstęp Miłosza. Wzrok mi zastygł, uśmiech stężał, włosy się zjeżyły - jak to możliwe, żebym nie znał jednego z przytoczonych w tym wstępie in extenso zielonogęsiowych numerów? No tak, dla cenzury było to za dużo... Wyjąłem telefon, szybko sfotografowałem strony.

Cenzurze może się to znów nie podobać, więc zachowuję sobie a muzom.

---

Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
polski dramat polityczno-eschatologiczny pt.

"Naród i ustrój

Występują:
NARÓD
USTRÓJ
GŻEGŻÓŁKA

NARÓD
Ustroju, gdzie jesteś?

USTRÓJ
..............................................................................................

NARÓD
(głośniej)
Ustroju, gdzie jesteś?!

USTRÓJ
..............................................................................................

NARÓD
(fortissimo)
Ustroju, gdzie jesteś?!!!

USTRÓJ
..............................................................................................

NARÓD
Ustrój nie odpowiada narodowi.

GŻEGŻÓŁKA
(przerażony do ostateczności spuszcza kurtynę

(c) Konstanty Ildefons, rok pański bodaj czterdziesty szósty, żeby nie było że naruszam

niedziela, 31 lipca 2016

Jechałem dziś samochodem. Wyjechałem na główną drogę, ruszyłem z kopyta (choć nieprzesadnie, bo upał panował sakramencki, a nie spieszyło mi się). W pewnej chwili zauważyłem, że tuż przed maską ląduje mi na asfalcie ptaszek (wróbelkopodobny jakiś), pomiędzy kołami, więc wiedziałem, że go nie potrącę tak ot, sekundę później zerknąłem w lusterko wsteczne i z ulgą zauważyłem, że odfruwa z asfaltu. 

I tak sobie za kierownicą popadłem w namysł. Ptak pozostał cały i zdrów, bo pod samochodem przejeżdżającym nad nim z prędkością 50 km/h wykazał się instynktem samozachowawczym i nie poderwał się do lotu. W przyrodzie nie występuje żadne naturalne zjawisko, które porusza się nad ziemią z taką prędkością, zostawiając raptem kilkanaście centymetrów przestrzeni. Czy to oznacza, że ptaki uczą się szybko, jak się dostosować do współczesnej rzeczywistości, czy po prostu ten jeden miał przebłysk? Patrząc na dziesiątki trucheł leżących na lub przy drogach - tych wszystkich jeży, kotów, zajęcy, jak i większych zwierząt - człowiek chciałby, żeby te zwierzęta nauczyły się oceny prędkości tych metalowych bestii kierowanych przez ludzi, i wiedziały, kiedy się wycofać i zaczekać z przedostaniem się przez drogę (w przypadku jeży trudno, wiem, w sumie jak się to zwinie w kulkę, a nie próbuje przedreptać, to łatwiej to chyba ominąć).

Ale chyba bardziej prawdopodobne, że to kwestia indywidualna, podobnie jak w tych przypadkach.

20:28, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 lipca 2016

Formuła 1 to zasadniczo wyścigi, czyli przejedź najszybciej określoną liczbę okrążeń toru (wyścigi samochodowe z punktu A do punktu B chyba już wymarły), wyprzedzając swoich rywali. W tym celu ludzie i zespoły stają na głowie, wymyślając przeróżne nowe rozwiązania, które mogą dać poprawę o choćby parę setnych sekundy na kilometrze, zarówno w drobiazgach, jak i w koncepcjach. A koniec końców o wszystkim decydują lub mogą zdecydować przepisy. Historia Formuły 1 to także historia przepisów i rywalizacji z nimi - zarówno poprzez ordynarne oszukiwanie, jak i przez naginanie, czy też wreszcie przez wyszukiwanie w nich luk (przykładami tu sypał nie będę, bo na fascynującą książkę by wystarczyło). Zastosowanie różnych przepisów wielokrotnie wpływało na wyniki, dość będzie przypomnieć debiut Roberta Kubicy, gdzie zamiast punktów skończyło się  dyskwalifikacją z powodu niedowagi samochodu, kilka notek już było inspirowanych przepisami i ich zastosowaniem, w sumie poprzednia na temat F1... też.

Dziś natomiast muszę, po prostu muszę, napisać o przepisie, który już się raz mimochodem przewinął, a wczoraj był prawie że bohaterem dnia. Kilka lat temu odkurzono starą regułę, zgodnie z którą do wyścigu mogą zostać dopuszczeni tylko kierowcy, którzy w kwalifikacjach osiągnęli czas nie gorszy niż 107% najlepszego czasu; reguła ta miała eliminować samochody zwyczajnie zbyt wolne, tak aby nie stanowiły one ruchomej przeszkody na torze (tu się nie ma co śmiać, historia zna przypadek kierowcy zdyskwalifikowanego za zbyt wolną jazdę, ale to był de facto amator startujący w zupełnie innej epoce), reaktywowano ją w czasie, kiedy dopuszczano do F1 nowe zespoły i była obawa, czy zbudują one bolidy na miarę najwyższej kategorii wyścigowej (w sumie przepis efektywnie zastosowano bodaj ze cztery razy). Ponieważ w tym czasie obowiązywał już format kwalifikacji dzielonych na trzy części, przepis napisano w taki sposób, że limit 107% liczono od najlepszego czasu uzyskanego w pierwszej części kwalifikacji (co było też lekkim ułatwieniem, bo czasy w dalszych częściach były zwykle jeszcze lepsze). Jednocześnie wprowadzono "bezpiecznik" dla kierowców, które z różnych względów nie mogli uzyskać czasu (wystarczającego lub jakiegokolwiek) w kwalifikacjach, pozwalając sędziom na dopuszczenie takich kierowców do wyścigu (co było de facto regułą), przy czym tacy kierowcy mieli obowiązek startować z końca stawki.

A wczoraj... przepis ten zatrząsł stawką w posadach. Kwalifikacje były pasjonujące same z siebie, najpierw ulewa spowodowała opóźnienie rozpoczęcia o 20 minut, później pierwsza część kwalifikacji były przerywana czterokrotnie (!), najpierw z powodu nawrotu ulewy, później z powodu wypadków (ostatnia przerwa na minutę przed końcem oznaczała przedwczesne zakończenie tej części, bo i tak nikt nie byłby w stanie rozpocząć okrążenia pomiarowego zgodnie z przepisami), przesychający szybko w letnim słońcu tor powodował gwałtowne wręcz poprawianie czasów okrążeń. Na koniec pierwszej części okazało się, że kierowcy z miejsc od 12 do 16 nie zdążyli nadgonić z poprawianiem czasów na tyle, by zmieścić się w limicie 107%.

Sędziowie byli w kropce (paradoks polegał na tym, że "zbyt wolni" byli między innymi kierowcy, którzy zajęli ostatecznie miejsce trzecie i czwarte, uzyskując w trzeciej części kwalifikacji odpowiednio wynik 100,39% i 100,74% czasu zwycięzcy). Prawnik powiedziałby, że mieliśmy prześliczny przykład rozbieżności pomiędzy celem przepisu a jego literą (wykładnię celowościową powinno się jednak stosować, jeżeli wykładnia literalna prowadzi do niejasności). Ostatecznie udało się im wykombinować rozwiązanie oparte na literze przepisów (a nie tylko zdrowym rozsądku) - skorzystano z przepisu mówiącego, że czołowa dziesiątka na starcie powinna składać się z samochodów, które uczestniczyły w trzeciej części kwalifikacji, uznając że wobec sprzeczności pomiędzy dwoma przepisami temu właśnie należy dać pierwszeństwo (i unikając rozważań na temat celu przepisu o 107%). 

A samo ostateczne rozstrzygnięcie też oparło się o sędziów. Wydawało się, że Hamilton wygra w cuglach, ale kiedy pędził po najlepszy wynik, Alonso obrócił się w jednym z zakrętów i przyblokował połowę toru, zmuszając sędziów do wywieszenia podwójnych żółtych flag, a Anglika (i jadącego za nim Ricciardo) - do zwolnienia. Kiedy dojechał w to miejsce Rosberg, Alonso zjechał już poza tor, co w połączeniu z fantastycznym pościgiem pozwoliło Niemcowi na uzyskanie najlepszego czasu. Pojawiło się jednak pytanie, czy poszanowane zostały litera i cel przepisu, nakazujące "znaczące zwolnienie" pod podwójną żółtą flagą "na tyle, aby móc w każdej chwili zmienić kierunek lub się zatrzymać dla uniknięcia niebezpieczeństwa", zwłaszcza że "wszyscy widzieli" w relacjach telewizyjnych jak Rosberg mknie po zwycięstwo, bijąc rekord sektora? Sędziowie przepatrzyli dane o prędkości samochodu (nie te z telewizji, tylko te z samochodu) i orzekli, że na odcinku, gdzie pokazywano podwójne żółte flagi (a nie w całym sektorze, dużo dłuższym), rzeczywiście nastąpiło "znaczące zmniejszenie prędkości" (choć nie napisali o ile)...

Przepraszam, że nic nie piszę o pasjonującej drugiej (środkowej) części  kwalifikacji, ale nie działo się w niej nic szczególnego z punktu widzenia przepisów.

Tagi: prawo
10:56, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016

Niektórzy to pamiętają, gdzie i kiedy jakiś utwór usłyszeli po raz pierwszy, i obudzeni o drugiej w nocy wyrecytują to bez większych trudności. Ja do takich ludzi nie należę, dlatego za chiny ludowe nie kojarzę, kiedy pierwszy raz natrafiłem na Souljazz Orchestra, ba! nawet nie mam pewności na który z ich utworów. Mogło być to w cyklu "podpowiedzi Youtube", może mi przeleciało gdzieś na fejsie od Marcelego, może... Jakkolwiek. W każdym razie efekt jest taki, że nie umiem się od nich uwolnić, oficjalnie już ogłaszam wszem i wobec że to moja szajba sezonu.

Oczywiście, jak wszyscy mają w swoim repertuarze piosenki bardziej i mniej chwytliwe (żeby nie powiedzieć od razu: bardziej i mniej genialne). Przypuszczam, że "Kapital" należy już do ścisłego topu (pewnie ze setka) moich najbardziej ulubionych utworów, i nie tekst mnie tak ciągnie, ale rozszalała kompozycja dęciaków, klawiszy i perkusji

Dziś wieczór - piątek! - nie jest jednak czas na politykowanie. Lato jest, pogoda się zrobiła, zachód słońca gdzieś tam się nieśmiało pokazuje... Dlatego teraz będę promować czystą, nieskrępowaną zabawę. Ooooooooouuuuuu.... czyli Secousse soukous. Miłego bujania!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 167