Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

Warstwa śniegu na łące: 30 cm (na tyle się zapadałem, może było głębiej).
Zaspa śniegu wrzuconego do ogródka z podjazdu: 150 cm (dziecko i pies mają uciechę).
Warstwa lodu przed garażem: 6 m x 2,5m x 5 cm. Próbowaliśmy ją dzisiaj usunąć ze szpadlem, ale pękliśmy. Szpadel pękł pierwszy, po 1 i 1/2 godzinie, w 1/2 ostrza. Ja jeszcze trochę powalczyłem, ale efektywność spadła i też pękłem (poszedłem zrzucać 0,5-metrowe sople). Wystarczyło nas na 1/2 podjazdu, resztę.. posypiemy na razie antypoślizgowo (a mogłem przecież ślizgawkę urządzić, nawet z biletami).

Ale fajna jest zima, chociaż mogłoby być już cieplej niż -16. Za to teraz już jasno do 17-tej:)

Tagi: zima
20:19, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Relacja Juniora z Psem to temat-rzeka. Ostatnimi czasy Pies nabrał niezdrowej tendencji do bacznego obserwowania, jak Junior je cokolwiek (takim bardzo wymownym wzrokiem), co ma niewątpliwy związek z tym, że Junior jada różne rzeczy w różnych miejscach i częstokroć przy tej okazji coś opada na podłogę (niezamierzenie).

Dzisiaj, kiedy Junior zbierał się do pójścia na górę, postanowił zabrać niedokończoną miseczkę ciastek (żeby zjeść do reszty przed kąpielą). Pies na ten widok zaczął sprawiać wrażenie, jakby chciał trafić Juniorowi prosto do ręki (co spotkało się z głośnymi komentarzami Rodziców). Junior ze swojej strony nic nie powiedział i pakował się dalej (a zwykle sporo rzeczy zabiera do pokoju na dobranoc). Kiedy zdawał się być gotowy do drogi, Matka rozejrzała się i ze zdziwieniem pyta, co Junior z ciastkami uczynił? Na co Junior triumfalnie wygrzebuje miskę spod leżącego na fotelu swetra Ojca.

Postarał się, żeby Pies mu niczego nie podwędził, a co:)

20:09, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 stycznia 2010

Wyszedłem dziś wczesnym wieczorem z psem na spacer. Po minucie pożałowałem, że nie wziąłem ze sobą aparatu. Nad dachami szeregowców, kominy wypuszczały w ciemne niebo szpalery słupów białego dymu. Po prostu fantastyczny widok. Niestety, ciemność, mróz -15 i pies:) to czynniki, które nawet zapaleńca mogłyby zniechęcić do prób fotografowania (poza tym co oko widzi, to nie zawsze da się przełożyć odpowiednio na zdjęcie, jeśli się jest tylko amatorem pstrykaczem). Dlatego niestety widoczku nie pokażę, musicie się obejść opisem jak w radio.

PS. Spacery z psem dostarczają mi tylu obserwacj i inspiracji do notek, że zaczynam poważnie myśleć o wprowadzeniu tagu "spacer z psem":)

20:08, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Kiedy któregoś zimowego wieczora spacerowałem z psem, patrząc uważnie, gdzie próbuje wleźć i co zrobić, zauważyłem coś, co mnie zaskoczyło i ubawiło zarazem. Jakiś anonimowy kibic wypisał (wydeptał) w śniegu hasło, ewidentnie obrazujące jego antypatie. Pozwolę sobie nie cytować zbyt dokładnie, ciekawskim powiem tylko, że było ono bardzo bliskie najczęstszym życzeniom składanym rodzimemu związkowi piłkarskiemu. Przyznam przy tym, że klimat tego napisu odpowiadał moim odwiecznym preferencjom w świętej wojnie mojego miasta:) Później zauważyłem jeszcze w dwóch miejscach konwencjonalne wydeptanie nazwy naszego wspólnie ulubionego klubu.

Nie ukrywam, bawi mnie pomysłowość (vlepki i bazgroły są takie powszednie) i zapał anonimowego kibica, być może "rezydenta" blaszoka.

Psa nie straciłem z oczu:)

20:01, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »

Nie, ta notka nie będzie mieć nic wspólnego z blogowym celebrytą. Kto nie wie, o co chodzi, nic nie stracił.

Kiedy przy solidnie rozpalonym kominku mam otwartą kratkę na ciągu kominowym w pomieszczeniu na piętrze (wlaściwie mam ją otwartą zawsze, by być szczerym), to temperatura w tym pomieszczeniu rośnie znakomicie, nawet do +27-28 stopni. Kiedy tak zerknąłem dla odmiany na termometr zewnętrzny przed wieczornym wyprowadzeniem psa, aż westchnąłem, że amplituda pomiędzy lodowatym na dworze, a zacisznym przy kominku, wynosi 45 stopni. Wiem, że na Podlasiu to amplituda z temperaturą tzw. pokojową - ale też cztery lata temu i u mnie (za sprawą tegoż kominka), amplituda sięgała 55 stopni.

Kominek ma to do siebie, że zostawia po sobie sporo pozostałości, w szczególności popiołu (choć praktyka w używaniu sprawia, że coraz więcej uzyskujemy węgla drzewnego:)). Mój model kominka nie posiada popielnika, który da się w każdej chwili wyjąć na trzy minuty, więc kiedy się zapełni, to konieczne jest dać kominkowi ochłonąć. W ciągu ostatniej doby, dokładałem do kominka po raz ostatni plus minus dobę temu. Wieczorem spojrzałem z głupia frant na wiadro z pozyskanym węglem. W mniejszej ilości światła wyraźnie można było dostrzec, że jeszcze tu i tam czerwono się świeci. Żar to ma zdrowie:) (a parę godzin wiadro stało na zewnątrz, żeby nikt się nie sparzył przypadkiem).

A popiół znakomicie się przydaje do posypania zlodzonych miejsc. Zwłaszcza na ulicy, bo jednak mocniej brudzi od piasku, więc pod samymi drzwiami to mniej chętniej. A teraz jest gdzie sypać.

00:37, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2010

Opracowano stroje dla polskich sportowców udających się na Igrzyska w Vancouver. Co do zasady są one w barwach narodowych, biało-czerwonych, włącznie z kombinezonami startowymi. Justyna Kowalczyk już zdążyła zgłosić veto, ponieważ lubi swój czarny kombinezon i dobrze się jej w nim startuje, a w nowym - niekoniecznie.

Na razie jeszcze postawa Justyny Kowalczyk nie spotkała się z potępieniem strażników cnót narodowych (może dlatego, że to nasza największa nadzieja medalowa), niemniej przypomina się zaraz, że parę lat temu niektórzy politycy gardłowali za uchwalenie ustawy nakazującej naszym sportowcom występowanie wyłącznie w strojach w barwach narodowych. Można sobie wyobrazić Agnieszkę Radwańską występującą wyłącznie w białej bluzeczce i czerwonej spódniczce (kombinacja odwrotna mogłaby być uznana za niegodną); no dobra, zostają jeszcze sukienki:)

Takie refleksje mi się ponasuwały, kiedy patrzyłem, jak w Australian Open grały Belgijki Yanina Wickmayer i Justine Henin, obie zasadniczo na błękitno, jakże odlegle od czarno-czerwono-żółtych barw flagi belgijskiej. Zauważyłem w tym belgijskim pojedynku olbrzymie napięcie, jakby dla każdej z nich (i dla ich ekip) przeciwniczka była rywalką szczególną. Ale też przecież Justine Henin pochodzi z walońskiej części Belgii, a Yanina Wickmayer - z flamandzkiej, czyli reprezentują prawie że odrębne obozy, o niewielkiej wspólności barw.

sobota, 23 stycznia 2010

W pierwszych dwóch meczach tegorocznego Australian Open, Agnieszka Radwańska oddała tylko trzy gemy. W następnym meczu wygrała tylko cztery. Plany przed turniejem celowały w okolice czwartej rundy, skończyło się na trzeciej. Przynajmniej w singlu, w deblu już też jest w trzeciej.

Do czwartej rundy awansował za to Łukasz Kubot. Szczęśliwie, ale dodajmy, że szczęściu trzeba umieć pomóc. Zagra w czwartej rundzie z trzecią rakietą świata. Ciekawe do której rundy dojdzie w deblu, też jest już w trzeciej.

A w ogóle to mam wrażenie, że miałem dobre przeczucie, dając Kubotowi kreskę na koniec zeszłego roku:)

Przeczytałem dzisiaj w gazecie, że związkowcy w Fiacie domagają się podwyżki dla pracowników (co zresztą jest przejawem ogólnego trendu). Samo w sobie to nictakiego, ale zaciekawiło mnie uzasadnienie:
"450 zł to proponowana przez nas podwyżka za dwa lata ciężkiej, pełnej wyrzeczeń, ale efektywnej pracy"

Do tej pory myślałem, że za tę ciężką pracę pracownicy otrzymywali wynagrodzenie, i to niemałe. Ale być może z fotela związkowca zakładowego, który odbiera pensję za bycie związkowcem, jest to trudne do pojęcia. Przy takim myśleniu, to za rzeczywistą pracę powinna się należeć dodatkowa zapłata.

Pojawia się też argument, że pracodawca ma rekordową sprzedaż. Czy w razie zapaści sprzedaży (czego nie można nigdy wykluczyć), ewentualne obniżenie płac (nie mówiąc o zwolnieniach) będzie budziło wątpliwości związkowców? Pytanie oczywiście retoryczne..

wtorek, 19 stycznia 2010

Kiedy dzisiaj na chwilę włączyłem transmisję z Pucharu Narodów Afryki (na Eurosporcie), uświadomiłem sobie po chwili, że na ekranie jest coś, czego chyba być nie powinno. Skupiłem się trochę i odnotowałem regularną czerwoną plamkę nad skrótem nazwy Burkina Faso. Plamka się nie przesuwała po ekranie, więc była zamierzona, na wadę telewizora też nie wyglądało. Nieśmiało zacząłem przypuszczać, że może to informacja o pokazanej jakiemuś zawodnikowi czerwonej kartce, i po paru minutach okazało się, że się nie pomyliłem, Burkina Faso grało w dziesiątkę. Ciekawy pomysł, natychmiast zaczęła drążyć myśl, jak by wyglądał ekran w jakimś zaciętym i brutalnym meczu, tak po ze trzech czerwonych kartkach. Jeśli się ta konwencja przyjmie, pewnie zobaczymy.

A swoją drogą, mecz był na tyle nudny, że czerwona karteczka była z tego wszystkiego najciekawsza. Nie pamiętałem układu tabeli, a po obrazie gry nie mogłem odgadnąć, czy na zmianie wyniku zależy Ghanie, Burkina Faso - czy nikomu (jak we wczorajszym meczu Algierii z Angolą). Ale to Burkina Faso po prostu nie miało armat, a jedynie zbędne już barykady.

Znawców tematu być może zastanawia, dlaczego piszę o tym w środku zimy, długo po zakończeniu sezonu.
Pozostałych być może zastanawia, dlaczego taki dziwny tytuł w kategorii Junior:)
A Junior tak, ot, po prostu wypalił sobie ostatnio. Pewnie musiał zasłuchać, kiedy Ojciec oglądał transmisje na Polsacie, i mu się znienacka przypomniało:) Oczywiście potem padły pytania, jakie samochody mają KERS i co to w ogóle jest. Matka dyplomatycznie wskazała palcem na Ojca (w sumie ona się lepiej zna na samochodach oferowanych w salonach). Ojciec jakoś sobie poradził, chociaż koncepcja KERS w Skodach lekko nim wstrząsnęła:)

 
1 , 2