Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 28 lutego 2009

Mniej więcej takiej treści SMSa wysłałem do przyjaciela, z którym wspólnie lubimy dyskutować o sporcie, zaraz po zakończeniu pierwszej serii drużynowego konkursu skoków na MŚ w Libercu. Polska drużyna zajmowała wtedy trzecie miejsce, i zdecydowanie wątpiłem, aby mogli je utrzymać w drugiej serii. Małej wiary, można by rzec. Polacy nie utrzymali bowiem medalowej pozycji, przegrali podium z Japończykami - ale nie z tego powodu co zwykle (czyli spieprzenia jednego lub więcej skoków), ale głównie dlatego, że nie mieli w składzie swojego Takanobu Okabe, który w swoim drugim skoku osiągnął niebotyczne 135 m. Gdyby Okabe skoczył "tylko" 130 m (najlepszy skok Polaków to 127m Huli - tak, tak to nie pomyłka), cieszylibyśmy się z pierwszego w historii medalu drużynowego. Szacunek dla drużyny i trenera Kruczka. W końcu wynik drużynowy 972 pkt to jest coś.

A na marginesie refleksja - właściwie znowu zadziałało prawo serii. Osiem dni wcześniej Justyna Kowalczyk zdobyła tytuł mistrzyni w biegu łączonym i w tym samym dniu Kamil Stoch zajął czwarte miejsce na skoczni stumetrowej. Dziś Justyna Kowalczyk zdobyła tytuł mistrzowski w maratonie, więc które miejsce mogli zająć skoczkowie? No właśnie..

20:47, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
Pisały ostatnio gazety, że którzyś Szacowni Przedstawiciele wybrani, wstrząśnięci doniesieniami o ofiarach śmiertelnych wypadków wśród narciarzy postanowili zadbać o nich najlepiej jak potrafią. To znaczy przebąknęli o wprowadzeniu obowiązku noszenia kasków przez narciarzy (przy okazji padł też głos o niedobrych ekologach, którzy nie pozwalają wyciąć choćby drzewka, co oczywiście stanowi największe zagrożenie dla narciarzy).
Oczywiście żadnemu z krety.. Szacownych Przedstawicieli nie przyszło do głowy zauważyć, że przeważająca część tych nieszczęśliwych wypadków przydarzyła się poza granicami naszego kraju. A w krajach typowo narciarskich pomysłów o obowiązku noszenia kasków dla jeżdżących rekreacyjnie (nie zawodniczo!) się nie głosi. Ważniejsze jest bowiem rozpropagowanie zasad bezpiecznej jazdy.
Dla dinozaura wychowanego w poprzednim wieku (jak ja) temat kasków w ogóle to jakaś makabra. Czytam ostatnio dziecku bajkę o tym, jak to żółw Franklin nabywał nowy kask rowerowy. Że to niby taka edukacja zarazem (podobne podejście znalazłem w jednej z bajek Janoscha, o tym jak to Tygrysek dostał rower, i "sześć razy karku nie skręcił, kiedy spadał z roweru - bo miał kask"). A mnie się przypomina stary poczciwy E.T. Pamiętacie te dzieciaki uciekające na rowerach przed policją, zjeżdżające po stromiznach, wykonujące skoki, o lataniu (to już tylko za sprawą E.T.:)) nie wspominając? Ile z nich miało kaski? ... Czyli można było.
Przyznam, że nie wierzę w opowiastkę, że te kaski znacząco zmniejszają liczbę nieszczęśliwych wypadków, za to na pewno znacząco zwiększyły obroty producentów kasków. Podobnie jak obowiązek jazdy na światłach bardziej jest dobrodziejstwem dla producentów żarówek i serwisów samochodowych (im nowszy model samochodu, tym trudniej się dostać do reflektora), niż czynnikiem znacząco poprawiającym bezpieczeństw na drogach.
Cóż, jeżeli Szacowni Przedstawiciele zamierzają być konsekwentni, to w dalszej kolejności powinni kolejno wprowadzić obowiązek noszenia kasków przez windsurfingowców i szerzej żeglarzy, turystów wychodzących w wysokie góry oraz kierowców i pasażerów samochodów. W imię bezpieczeństwa, rzecz jasna.
20:56, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (25) »
niedziela, 22 lutego 2009

Faworki to słodki drobiazg, który nieodmiennie kojarzy mi się z Tłustym Czwartkiem, Ostatkami i resztą karnawału:) Nie jest to jednak rzecz tak uświęcona tradycją, aby nie można ich było smażyć w innym okresie (jak ktoś chce, to też makówki może przez rok cały robić, ale jednak..). Dzisiaj siedzieliśmy smacznie przy faworkach i teściowi jakoś się zebrało na doszukiwanie się w nich jakichś kształtów - a to literę znalazł, a to łódkę (a nie popijaliśmy niczym procentowym, naprawdę). I tak jakoś samo z siebie padło, że jak już się tak przygląda tym kształtom faworków, to równie dobrze można z ich kształtu powróżyć. Jeszcze o takiej tradycji andrzejkowej nie słyszałem, ale każdy pretekst jest dobry, żeby zrobić faworki:) Tak więc jeżeli ktoś chciałby powróżyć sobie z faworków, to - smacznego.

PS. Jak ktoś chce wróżyć z chrustu, niech idzie do lasu. I tam już zostanie. Faworki to faworki. Finito.

23:26, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lutego 2009
Jeden celny strzał dzielił Tomasza Sikorę od tytułu mistrza świata na 20 km. Jeden niecelny strzał zepchnął go na dziewiąte miejsce. To jest sport. Sam zawodnik przyznał otwarcie, że ma pretensje wyłącznie do siebie samego, bo na strzelnicy wszystko zależy tylko od niego.
Bezmyślny jest jednak komentarz dziennikarza, że w następnej konkurencji Sikora musi lepiej strzelać i szybciej biegać. Bezmyślny po zawodach, w których Sikora miał najszybszy czas biegu i strzelania (nie licząc karnych minut).
Co do strzelania, oczywiście liczę na to, że wreszcie Sikora nie straci medalu na strzelnicy. Cóż jednak powiedzieć o jego koledze z reprezentacji (mniejsza o nazwisko), który na jednym ze strzelań (i to chyba pierwszym) miał 0 celnych? Pożyczył broń od przygodnego myśliwego?
20:55, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
Słucham w Trójce, że w radomskiej fabryce broni Łucznik zarządzono przymusowe urlopy, Szczególnie mnie to nie martwi. Uwagę zwraca jednak wypowiedź związkowca, który podkreśla, że pracownicy fabryki i ich rodziny muszą z czegoś żyć. A potem dodaje, że 98 procent zamówień pochodzi od polskiego rządu.
I tak sobie myślę - czy naprawdę działalność socjalna państwa (bo trudno inaczej nazwać posiadanie fabryki tylko po to, żeby zatrudniała ludzi wyłącznie do obsługi zamówień państwowych) w formie fabryki broni ma sens i rację bytu?
20:53, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
Czytam i słyszę w mediach o spowodowanych kryzysem (i rządowymi oszczędnościami) kłopotach przemysłu zbrojeniowego. I zastanawiam się, czy rzeczywiście jest się czym martwić kłopotami producentów broni. Zaraz przychodzi na myśl piosenka Tadeusza Woźniaka:

To będzie syn
Narodzi nam się syn
Już nawet wie
Fabrykant broni to
Już karabin syneczku mój
I frontowy zielony strój
Fabrykuje się dla ciebie
Źebyś wszystko miał na czas

To będzie syn
Narodzi nam się syn
Już buty mu kazali szewcom szyć
Już ci piszą marszową pieśń
Źeby łatwiej było ci nieść
Ten karabin malowany
I podkuty stalą but

To będzie syn
Narodzi im się syn
To będzie wróg
Narodzi ci się wróg
Kocha życie tak jak i ty
Lecz karabin buty i pieśń
Fabrykuje się dla niego
Źeby wszystko miał na czas.


Mój syn się już urodził. Mógłby tak jak jego ojciec, nigdy nie mieć prawdziwej broni w ręce.
20:42, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lutego 2009

Znalazłem na portalu takie oto zdjęcie:

koala ((c) Mark Pardew)

Słuchając o wielkich pożarach, jak te w Australii, jak często myślimy o zwierzętach, które wobec takich pożarów są jeszcze bardziej bezradne, niż my? Zwłaszcza jak są tak powolne i bezbronne jak koale?

Tak, wiem. To odwieczne prawo natury. Ale pamiętać warto. Cieszę się, że ci się udało.. misiu:) 

00:10, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lutego 2009

Nieraz wzdycham, patrząc na wyniki konkursów skoków narciarskich, że trudno na podstawie samego zajętego miejsca ocenić występ skoczka. Z pozoru wystarczająca do oceny występu powinna być nota za skoki, ale ona też niekoniecznie mówi o warunkach panujących na skoczni (średnich, a nie w momencie skoku). O ile bowiem często granicą zakwalifikowania się do drugiej serii jest uzyskanie „minimum przyzwoitości”, czyli 100 pkt (co tak naprawdę jest wynikiem słabym”, o tyle czasem nie wystarcza i 115 pkt, które prywatnie uważam za granicę niezłego skoku (115 pkt to jest skok na granicę punktu konstrukcyjnego, z notami rzędu 18,0-18,5). Przypuszczam, że dobre efekty dawałoby porównanie ze średnią notą uzyskiwaną w serii, lub z notami zawodników z miejsc obranych za benchmarki, ale najpierw musiałbym obrobić w podobny sposób z kilkadziesiąt zestawów wyników, żeby coś być w stanie powiedzieć:).

Rozważania te powróciły do mnie pod obejrzeniu konkursu skoków w Sapporo, w którym Stefan Hula zajął historyczne 10. miejsce (a Stoch 13). Tak, to nazwisko to pewien powód do alarmu:) Wciąż bowiem ten zawodnik nie błyszczy czymkolwiek, lecz co najwyżej może skorzystać z okazji. O sile tego konkursu w Sapporo wiele mówi tytułowa nota 96,1 pkt – to nota trzydziestego zawodnika. Po dwóch skokach. Bez upadków. Tak, właśnie tak – do zakwalifikowania się do drugiej serii wystarczyło zdobyć niecałe 49 pkt (tym koszmarniejsze jest, że dwa orły z naszej reprezentacji nawet tego nie osiągnęły). Nie wiem, co Hofer i spółka mieli na myśli ustalając długość rozbiegu, ale udało im się osiągnąć koszmarny efekt: w całym konkursie ledwie 5 skoków (w dwóch seriach!) powyżej punktu konstrukcyjnego, zawodnicy z czołówki Pucharu Świata uzyskujący poniżej 100 pkt za skok. Stefanowi Huli należy o tyle oddać sprawiedliwość, że w tych anormalnych warunkach oddał dwa względnie równe skoki na 111 (czyli jak Fortuna 37 lat wcześniej:)) i 106 m, podczas gdy zawodnicy z nim porównywalni i teoretycznie lepsi potrafili w tym samym czasie spadać wiele metrów bliżej.

 

09:40, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2009

Jeden z moich banków wprowadził jakiś czas temu możliwość zakładania lokat przez Internet po zalogowaniu się do rachunku bieżącego. Uznałem, że korzystanie z krótkoterminowych lokat jest dużo bardziej opłacalne, niż trzymanie pieniędzy na rachunku bieżącym (z kolei lokaty nieco mniej krótkoterminowe nie dają wymiernie wyższego zysku, za to zwiększają ryzyko płynności), i założyłem całkiem kilka. Dziś wieczorem uznałem, że pora odblokować część środków (lokaty są odnawialne) na bieżące zobowiązania:(, zalogowałem się i dałem dyspozycję "zerwij" (akurat pierwszy dzień, więć szkoda żadna).

I wtedy mały szok. System odpowiedział: "Zerwanie lokaty jest możliwe tylko w dni robocze pomiędzy godziną 04.00 a 21.00."
Zasadniczo nie ma sprawy, zerwę sobie jutro o świcie:) ale wybór okresu mnie fascynuje. Czy oni tam potrzebują informatyka na psiej wachcie, żeby móc zerwać lokatę w systemie?

Banki nigdy mnie nie przestaną zaskakiwać. Na swoje nieszczęście, zawsze to zaskoczenie in minus.

21:04, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »