Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 28 lutego 2010

Zeszłej zimy dowiedziałem się, że na lotnisku Okęcie mają interesujący zwyczaj pisania nazwy stolicy Badenii-Wirtembergii per "Sztutgart". Dałem wyraz swoim odczuciom:) a że w komentarzach pojawiła się teza o tradycji takiego fonetycznego pisania, to po namyśle uderzyłem w tej sprawie do dr Katarzyny Kłosińskiej, postanawiając: albo zatriumfuję, albo odszczekam i przeproszę. No i po roku czekania, w zeszłym tygodniu (ech, co te Igrzyska Olimpijskie robiły z człowiekiem..) zapadł werdykt: piszemy Stuttgart.

I tylko nie wiem, czy na Okęciu słuchali tej audycji, bo nie otwiera mi się ich strona:)

19:42, bartoszcze , Język
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 lutego 2010

W pierwszych zawodach drużynowych, zawodnik A zajął w swojej grupie 6 miejsce, zawodnik B - 8 miejsce, zawodnik C - 2 miejsce, zawodnik D - 3 miejsce. Drużyna zajęła 6 miejsce.

W drugich zawodach drużynowych, zawodnik A zajął w swojej grupie 10 miejsce, zawodnik B - 1 miejsce, zawodnik C - 13 miejsce, zawodnik D - 4 miejsce. Drużyna zajęła 6 miejsce.

Zagadka: która drużyna osiągnęła sukces, a która składała się z lidera i trzech par nart?

Odpowiedź: oczywiście sukces osiągnęłą drużyna w drugich zawodach, a trzy pary nart to zawodnicy, którzy zajęli miejsca 2, 6 i 8. Przynajmniej zdaniem fachoffców z Gazety.

środa, 24 lutego 2010

Dwa kolejne dni na Igrzyskach to występy drużynowe naszych reprezentantów, w tym zwłaszcza skoczków i biathlonistek. Skoczkom poszło nienajgorzej, ale i tak zawiedzeni żurnaliści wylali na nich kubły pomyj, bo już w swej naiwności dopisywali medal do listy. Nadzieje ze skoczków przeniesione zostały natychmiast z całą siłą na biathlonistki, w sposób na tyle absurdalny, że przedstawiciele Głosu Karczewa czy tenis.pl nachodzili bohaterki biegu indywidualnego i dopytywali, czy uda im się zdobyć złoto. W koncentracji przed biegiem pomogło to dziewczynom na pewno jak cholera - w biegu, w którym szansa na dobry wynik (w tym jednoprocentowa na medal) istniała przy znakomitym strzelaniu, liczba pudeł na pierwszych dwóch rundach była dwucyfrowa. Ciekawe, jak jutro będą psioczyć, że im się nadęte do granic prezerwatywy oczekiwań przekłuły.
Mocno? Cóż, od tego co podczas relacji ze sztafety biathlonowej mówili fachowcy - czyli Jaroński z Wyrzykowskim - różni się to tylko stylistyką, merytorycznie uważamy to samo.

wtorek, 23 lutego 2010

Nóż się w kieszeni otwiera, kiedy czytam wypowiedzi po drużynowym konkursie skoków. Pewnie, że szóste miejsce nie jest powodem do skakania z radości, ale używanie słów takich jak kompromitacja czy twierdzenie, że jeden Małysz ciągnął drużynę, to gruba przesada.

Popatrzmy bowiem na wyniki osiągnięte w poszczególnych seriach:
Stefan Hula - 4 w pierwszej serii, 6 w drugiej;
Łukasz Rutkowski - 11 i 8;
Kamil Stoch - 6 i 2;
Adam Małysz - 3 i 5.

Zaskoczeni? A właśnie. Ten nieudany skok Stocha był szóstym w serii,  a znakomite skoki Małysza nie miażdżyły konkurencji. 
Patrząc na indywidualne noty: Małysz zająłby miejsce czwarte, Stoch dwudzieste, Hula 24., a Rutkowski 29. Małysz zdobył o 13 punktów więcej niż w konkursie indywidualnym, Stoch o prawie 25 więcej, Hula o 23 więcej, a Rutkowski w pierwszym skoku o 14 więcej niż Miętus.

Pomału dochodzimy do sedna problemu. Po pierwsze, sędziowie i warunki pozwolili wczoraj skoczkom na dobrą zabawę (dali im pofruwać). Nie od dzisiaj wiadomo, że przy dłuższym rozbiegu, nasi trochę tracą, bo nie potrafią tego wykorzystać, a przynajmniej stworzyć różnicy (i Małysza to wbrew pozorom też dotyczy). Po drugie, skoki drużynowe to zawody, w których trzeba liczyć na czyjeś błędy - a tych rywale zbyt wiele nie popełniali, zwłaszcza w porównaniu z wcześniejszymi wielkimi imprezami (tak naprawdę ciut emocji dawały tylko babol Schmitta, słabość Bardala i pojedyncze nieco gorsze skoki Hautamaekiego, Hilde oraz Keituri).

Czy ten wynik to porażka? To porażka naszych wybujałych oczekiwań. Oraz porażka trenerska - jednak - Łukasza Kruczka, któremu nie udało się doprowadzić do Igrzysk czwartego zawodnika na w miarę równym poziomie (ani Miętusowie, ani Rutkowski, ani nikt z wcześniej próbowanych). I indywidualne porażki poszczególnych zawodników, bo chyba jednak mogli z siebie dać ciut więcej (zwłaszcza Rutkowski, oczywiście).

Czy mogło być lepiej? Pewnie, Stoch w pierwszym skoku, Hula w drugim, a Rutkowski w obu, mogli dołożyć po parę metrów, tak samo jak mogli w Libercu, ale tam nie mówiliśmy o porażce, tylko o prawie sukcesie. Mogli się rywale poprzewracać, albo spalić psychicznie, a jednak tego nie zrobili. No i w Libercu zajmując czwarte miejsce, drużyna miała o 24 pkt mniej, niż w Whistler. Więc jednak będę utrzymywał, że długi najazd też nie pomógł, tak jak Justynie Kowalczyk łagodne podbiegi. Po prostu nie było nam pisane, bez względu na to, co będzie opowiadał Prezes Tajner.

A mnie swoją drogą rozczarowali Słoweńcy.

 

poniedziałek, 22 lutego 2010

Transmisje z Igrzysk zajmują na Eurosporcie prawie całą dobę, ale przez pół dnia (w godzinach dziennych) lecą już tylko powtórki (a ileż razy można oglądać skrót z bobslejów). Dlatego i przy Igrzyskach zdarza się mały zapping pilotem. I tak sobie przelatując po kanałach, trafiłem na Abu Dhabi Sport (zdziwilibyście się czasem, co można tam obejrzeć - ja mam to na stałe, odkąd przed laty była to jedyna stacja pokazująca któryś mecz Polaków w siatkarskiej LŚ). A tam.. wyścigi wielbłądów:) Pamiętałem, że kiedyś na takich wyścigach dżokejami były niemal wyłącznie dzieci, ale odpowiednio długimi i głośnymi protestami udało się doprowadzić do zaniechania tej praktyki. A że im większy dżokej, tym zwierzęciu trudniej (i mniejsze ma szanse przez to), to w pokazywanych zawodach znaleziono na to całkiem interesujące rozwiązanie. Dżokeje byli.. zdalni. To znaczy, każdy z wielbłądów niósł na garbie niewielką skrzyneczkę, wyglądającą jak odbiornik. Nie wiem, jak sygnały z tej skrzyneczki były komunikowane wielbłądowi (mam nadzieję, że w sposób niebolesny), ale generalnie wszystkie biegły we właściwym kierunku, jedne szybciej, inne wolniej, zupełnie jak nasza olimpijska reprezentacja w biegach.

A w przerwach między olimpijskimi transmisjami, pokazują różne reklamy. W tym taką, w której skoczek jedzie na rozbiegu, wybija się i.. leci nad piramidę. A lektor mówi: "Egipt. Tam się wszystko zaczęło". Słyszałem o egipskim narciarzu-olimpijczyku, ale skoczka sobie nie przypominam:)

niedziela, 21 lutego 2010

Zima latoś była solidna, śnieg poprzykrywał wszystko co się dało (częściowo sam, częściowo z pomocą odśnieżających, którzy pracowicie potworzyli wielkie zwały zasłaniające co się da). Teraz od kilku dni mamy właściwie odwilż (i jeszcze ma parę dni potrwać), śnieg topnieje na potęgę, woda stoi i płynie, w zależności od ukształtowania terenu. Zmienia się.

Byłem na spacerze z psem. Najpierw na psie się skupiałem, bo szarpie (też mu wiosna w ..głowie gra), ale udało mi się w końcu zająć także kontemplowaniem resztek słonecznego popołudnia. I wtedy zobaczyłem. Śnieg na tyle się potopił, że przestał wyzierać z każdego kąta, a przytłoczone nim rzeczy zaczęły swobodnie wyglądać na świat. I tak jak do tej pory biel dominowała nad wszystkim, zabielała kolory, robiła z przedmiotów ledwie ciemne plamy w śniegu - tak teraz dumnie prężą się ciemne kształty, a kolory ożywiają widok, tym barwniejsze, że od niestopniałego śniegu bieli odbite (jakby napisał wieszcz).

Nawet jeśli jeszcze posypie lub pomrozi, to zima właściwie chyba się zaczyna kończyć.

17:59, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 lutego 2010

Nazwisko Reed każdemu powinno się z czymś skojarzyć. Jednym z najbardziej znanym komunistą zachodnim, innym z niebanalnym muzykiem, jeszcze innym z aktorstwem (wielu ich tam było), a młodemu pokoleniu z urodziwą wampirzycą:) z filmowej sagi. Nazwisko jak widać znane, choć głównie dotąd ze świata anglosaskiego.
Dzisiaj spojrzałem przez chwilę na listę wyników tańca obowiązkowego par tanecznych na Igrzyskach. Nie bez zaskoczenia znalazłem tam aż troje zawodników o nazwisku Reed. Dwoje (Cathy i Chris) w barwach Japonii, Allison reprezentowała Gruzję. Pozycje zajmują odległe, ale wszak udział się liczy, podobno.
Jak widać, ród Reed rozpoczął ekspansję globalną:)

15:10, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2010

Rozmawiałem dzisiaj ze starym znajomym o typach na dzisiejsze zawody olimpijskie. Wymieniając kandydatki do zwycięstwa w biegu indywidualnym pań, rzuciłem w pewnej chwili:
- A może Weronika Nowakowska trafi 20/20?...
I wobec ciszy w słuchawce dokończyłem:
- ..to żart.

I teraz ten siedemnasty strzał trochę we mnie siedzi.

Weronika Nowakowska w Vancouver

Wielkie gratulacje dla piątej Weroniki, siódmej Agnieszki i piętnastej Krystyny!

A tak na marginesie, to Weronika Nowakowska rok temu na tej właśnie trasie w tej samej konkurencji była.. ósma.

Na specjalne życzenie czytelników, jedno zdjęcie pokazujące, jak się korzysta z ogródkowego toru saneczkowego.

pies na torze saneczkowym

Wobec nieużycia właściwego sprzętu, czas zawodnika nie będzie klasyfikowany:)

Media donoszą, że w olimpijskiej drużynie Kanady w curlingu jedna z zawodniczek jest w ciąży.

Ponieważ w tych całych olimpijskich emocjach, tych pozytywnych i negatywnych, w radościach i rozczarowaniach (każdemu co jego, więc nie sugeruję co kogo jak bierze:)), trzeba podejść od czasu do czasu do rzeczywistości lajtowo, postanowiłem zadać ważkie pytania:
1. W przypadku zdobycia przez Kanadę medalu, ile osób będzie wymienionych w składzie drużyny i ile otrzyma medale?
2. Czy skład liczebny Kanady jest zgodny z przepisami?

 
1 , 2