Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 27 lutego 2011

Ten stary idiom na skoczni jest niejednoznaczny, ponieważ wiatr w oczy, to wiatr pod narty, a ten pozwala lecieć (o ile dyrektor zawodów natychmiast nie obetnie rozbiegu) - czyli korzystny. Polscy skoczkowie en masse nie potrafią jednak szczególnie wiatru wykorzystywać (włącznie z Królem Adamem,  który od zawsze bazuje przede wszystkim na odbiciu, a nie na umiejętnościach lotniczych), przez co często lepiej im idzie przy wietrze słabym, żadnym lub zgoła niekorzystnym (w plecy). Pisałem o tym niemal równo rok temu po drużynowym konkursie w Vancouver, mogę się tylko pod tym podpisać dzisiaj. Przez cały konkurs wiało pod narty, nawet solidnie, co pozwoliło polatać rywalom. Efekt? Nawet upadek Freunda nie pomógł.

I nie ma co rozliczać indywidualnie. Jest faktem, że w porównaniu do zawodów drużynowych w Willingen, na których zdobyliśmy miejsce "medalowe", Hula stracił na formie, zaś Uhrmann zyskał, a i Norwegowie solidnie ją podciągnęli. No i tam wiało w plecy..

sobota, 26 lutego 2011

Poruszając się po kuchni popołudniową porą, zacząłem się rozglądać za przygotowanym do konkretnej czynności widelcem, który zgodnie z prawem Murphy'ego postanowił schować się z pola widzenia. Szukając go (nawet jeśli były to głównie gorączkowe poszukiwania w pamięci, gdzie go właściwie ostatni raz widziałem), mruczałem pod nosem różne niepochlebne rzeczy na jego temat, i nagle przybrały one formę:

Widelec! Widelec? tak na mnie wołają
ludzie spoza mego miasta, pewnie oni rację mają
że Widelec! Widelec? to równy gość,
jeśli w to nie wierzysz to... [censored]

Kiedy powtórzyłem to ładnych parę razy, doszedłem do wniosku, że ma to nie mniej sensu i uroku, niż w przypadku oryginalnego sztućca (zamieszczam wersję łagodniejszą, tę bardziej mejnstrimową, bo samo wspomnienie i tak daje do myślenia, dlaczego półtorej dekady temu uważało się to za coś ożywczego, jak na polską scenę muzyczną; wersja full hardcore na YT w linkach).

Widelec znalazł się.

piątek, 25 lutego 2011

Przed igrzyskami w Vancouver dość głośna była sprawa procesu o włączenie do programu Igrzysk także skoków kobiecych. Pisałem wtedy, że skoki kobiece jako takie na razie nie spełniają warunków rozpowszechnienia, a w rywalizacji z mężczyznami panie nie mają praktycznie szans. Sąd kanadyjski nie zrobił rewolucji, ale federacja trochę dla świętego spokoju, a trochę dla popularyzacji skoków kobiecych postanowiła je włączyć do programu mistrzostw świata.

Zawody mistrzowskie rozegrano dzisiaj na normalnej skoczni, w gęstej mgle bezkonkurencyjna była Austriaczka Iraschko z wynikiem 231 pkt, czyli wg moich prywatnych standardów oddała dwa niezłe skoki.

Na tej samej skoczni parę godzin wcześniej odbyły się kwalifikacje do jutrzejszego konkursu męskiego. W liczbach bezwzględnych Iraschko ze swoimi skokami po 97 metrów uplasowałaby się w końcówce pierwszej dziesiątki (sporo pań mogłoby zresztą liczyć w tym układzie na awans do konkursu głównego), ale jest jedno ale. O ile panowie skakali z szóstej belki, o tyle dla Iraschko w pierwszej serii specjalnie obniżono rozbieg do belki.. dwudziestej (reszta pań skakała z 21, przewaga szybkości na progu rzędu 3 km/h). Uwzględniając gate factor, od wyniku Iraschko należałoby odjąć około 48 punktów, przez co mogłaby ona walczyć jedynie o miejsce przedostatnie, i to chyba głównie dlatego, że Diego Dellasega nie poradził sobie z silnym wiatrem pod narty. Do przedostatniego w stawce Rumuna Tudora (yes! yes! dlatego lubię mistrzostwa) traciła około 10 punktów.

Życzę paniom na skoczniach jak najlepiej, ale na razie to zupełnie inna liga jest.

Zima w tym tygodniu solidnie nam o sobie przypomniała, obficie częstując nas mrozem. Przy dwucyfrowym wskazaniu termometru wychodząc z przytulnego domu doznajemy niemal szoku i nieraz rwą się nam na usta brzydkie słowa, którymi instynktownie próbujemy się ogrzać, jednocześnie wstydząc się przed samym sobą na nieokrzesany język (w tytule notki użyłem bardzo, hmm, łagodnej formy).

Czy ten instynkt jest słuszny? Sprawdzeniem tej kwestii zajęli się, a jakże, Pogromcy mitów, aczkolwiek prawdę mówiąc skupiali się na problemie znoszenia bólu i wściekłe zimno było tylko najbardziej cywilizowaną formą jego zadawania. Przeprowadzone przez nich testy wykazały, że kiedy wkładali rękę do lodowatej wody z zadaniem wytrzymania jak najdłużej, osiągali zwykle lepsze rezultaty, kiedy klęli jak szewcy, niż kiedy wygadywali pod nosem (choć z tą samą ekspresją) słowa całkiem niewinne, jak "pomidor".  A więc to jednak działa!

W tej chwili na dworze -7. Czeka mnie jeszcze spacer z psem. Lepiej nie słuchajcie, co będę mówił:)

czwartek, 24 lutego 2011

Wypadło mi dzisiaj popołudniową porą odebrać rzeczy z magla (tak, jeszcze istnieją i działają). Podjechałem pod kamienicę, wszedłem, stanąłem pod drzwiami. Zamknięte, ale na drzwiach jest przycisk z napisem "dzwonić", więc nacisnąłem. Po chwili na schodach rozległ się tupot (właścicielka ma mieszkanie piętro wyżej) i pojawiła się starsza pani, który usprawiedliwiającym tonem rzekła:

- A bo tam Justynka właśnie dobiegła na piątym miejscu..

No i sobie jeszcze miło pogawędziliśmy o biegach narciarskich (niestety nie byłem w stanie dopasować rozkładu dnia do rozkładu transmisji). Jak to w maglu:)

środa, 23 lutego 2011

Tak policzyłem, że to jest okrągła 750-ta notka. Oznacza to, że mniej więcej trzymam tempo pisania jednej notki na czarny dzień. Jeśli je utrzymam, to gdzieś za rok stuknie tysięczna:) Więcej wywodów teraz nie będzie, bo wkrótce trzecie urodziny, to może mi się wtedy będzie chciało jakieś rozważania filozoficzno-statystyczne prowadzić.

01:07, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Minęło niedawno ćwierć wieku, odkąd miałem okazję zetknąć się z jego państwem. Był wszędzie ze swoimi podobiznami oraz cytatami ze swojego wielkopomnego dzieła. Dzisiaj trudno mi może odnaleźć dokładne odzwierciedlenia podobizn z tamtego czasu, ale te dwa będą nienajgorsze:

muammar kadafi kaddafi qaddafi gaddafi painting obraz muammar kadafi kaddafi qaddafi gaddafi photo zdjęcie

Był to towar powszechnie dostępny i żartowaliśmy sobie nieraz, że pokażemy przywiązanie nabywając dywanik, po czym przeznaczymy go na wycieraczkę (były też pomysły z tarczą do rzutek, ale to już bardziej sztampowe). Nie ukrywajmy: nie odważylibyśmy się tego zrobić tam na miejscu, gdzie na wszelki wypadek traktowaliśmy go jak Sami-Wiecie-Kogo, nie wymawiając nazwiska, żeby nie prowokować głupich myśli ze strony lokalnych; w stałym użyciu były pseudonimy typu "prezes", "Kazio" czy "Kowalski" (to z tych, które dobrze zapamiętałem), a i to najlepiej wśród swoich (różni Libijczycy sporo czasu spędzali w Polsce i nigdy nie było wiadomo, który ile być może po polsku rozumie). Aż nagle zobaczyłem sceny, które to wszystko przypomniały:

girl kicking kaddafi's picture
(za blogiem Al Jazeera, choć nie wiem, czy zdjęcie robione na ulicach libijskich)

Kiedy ponad 20 lat temu odzyskiwaliśmy w wyborach wolność, byłem wśród tych portretów. Jechaliśmy na głosowanie jakieś 100 czy 150 km, potem nasłuchiwaliśmy Jedynki i Wolnej Europy, co powiedzą o wynikach, nie uczestnicząc bezpośrednio w tej radości. Dzisiaj, kiedy Libijczycy być może odzyskają wolność, jestem równie daleko od nich, jak wtedy "od nas" i wypatruję strzępów wiadomości, jakie można znaleźć przez Internet. Mam nadzieję, że skończy się dla nich radośnie. Dla niego..

Tagi: fotka Libia
01:00, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lutego 2011

Prawdę mówiąc, zanosi się na to od początku sezonu: że Justyna Kowalczyk będzie nas zachwycać swoimi biegami i odbiegać rywalkom, a pierwsza na mecie będzie Marit Bjoergen. Tak było dzisiaj w Drammen, tak było zwykle w Vancouver, tak było przez większość biegów w tym sezonie i w końcówce ubiegłego.

Oczywiście, powiemy dumnie i zwierając szeregi, że to Justyna zdobędzie Puchar Świata i to Justyna pogromiła w Tour de Ski, a Bjoergen się pewnie jej wystraszyła/wiedziała, że nie starczy jej sił na cały sezon/cokolwiek. Ale twarde fakty są takie, że Kowalczyk w tym sezonie rządzi wtedy, kiedy Bjoergen nie ma na starcie, a z Bjoergen wygrała w bezpośredniej walce tylko raz - w sprincie w Otepae, który pobiegła dlatego, że akurat był.

Dlatego spodziewam się, że na trasach w Oslo scenariusz będzie się powtarzać: Kowalczyk będzie szaleć (a my razem z nią), a Bjoergen będzie stawać na najwyższym stopniu podium. Bo to ona jest w tej chwili największą gwiazdą wśród narciarek, czy nam się to podoba czy nie (a Kowalczyk - pożyczając sformułowanie od sprawnego inaczej komentatora - jest jedynie największą gwiazdą wśród pełnosprawnych narciarek).

czwartek, 17 lutego 2011

Bycie milionerem to może być dość miłe uczucie (sam nie byłem od czasów denominacji, wtedy to wszyscy byli). Zapewne jeszcze przyjemniejsze jest bycie multimilionerem.

Polszczyzna zasadniczo nie zna więcej tego rodzaju słów z rdzeniem "milioner", chociaż nic by nie stało na przeszkodzie, żeby je stworzyć. Skoro mamy dwupaki czy ośmiotysięczniki (nie wspominając o wielomianach czy stonogach), to nic by nie stało na przeszkodzie, żeby mówić także o dwumilionerach czy pięciomilionerach.

W dzisiejszym losowaniu Lotto (i komu panie przeszkadzał stary poczciwy Duży Lotek) pula ma sięgnąć "oczka", czyli 21 milionów. Jak trafi to jedna osoba, zostanie tytułowym dwudziestojednomilionerem.

Pozostawiam innym analizę, jak nazwać kogoś, komu spełniono by to życzenie:)

Tagi: bzdury
20:32, bartoszcze , Język
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lutego 2011

Jak sięgam pamięcią, rekordowe osiągnięcia w długości lotu pochodziły z Planicy, ba! za ewenement uchodził zawodnik, który swoją życiówkę osiągał gdzie indziej niż na Velikance (nie licząc początkujących i ogólnych słabeuszy oczywiście). Od wczoraj ta reguła przestała się sprawdzać, bo wielkość skoczni w Vikersund (K195!) pozwala na osiąganie jeszcze lepszych wyników (oczywiście to tylko szansa, trzeba ją jeszcze umieć wykorzystać jak Evensen i Schlierenzauer).

Po dzisiejszych zawodach popołudniowych tym bardziej wypatruję jutrzejszych wczesnopopołudniowych, bo jestem ciekaw jaki wpływ na warunki będzie mieć słońce (dzisiaj już mocno zachodzące). W Planicy bowiem cała siła tkwiła w nagrzewaniu powietrza przez południowe (Adriatyk wszak tuż) słońce, co stwarzało fantastyczne noszenie w dolnej części zeskoku i pozwalało leeecieć.

Od kilku już lat jednak latało się ciut bliżej, niż Romoren w 2005 (czasem szczerze mówiąc po prostu słońca w Planicy brakowało), i wciąż choćby liczba "240" widniała tylko w kategorii "skoki nieustane". W ciągu dwóch ostatnich dni wyników 240-metrowych przybyło pięć. Do magicznej (kiedyś uznawanej za nieosiągalną) długości ćwierć kilometra brakuje "tylko" 3,5 metra. Szansa na złamanie? Większa niż kilka miesięcy temu, tak naprawdę zdecyduje (oprócz noszenia, talentu etc.) przebieg konkursu, a w szczególności czy jury zdecyduje się obniżyć rozbieg tuż przed nosem tych, którzy mają szansę tak daleko dolecieć. Swoją drogą, Hoferowi za chwilę zwyczajnie braknie belek startowych, na które będzie mógł obniżać:)

 
1 , 2