Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
środa, 29 lutego 2012

Po prostu drobiazg.

ładne oczy masz...

Ale taki drobiazg czyni dzień lepszym (choć szkoda że na czarnym nie widać wyraźniej).

Tagi: fotka
19:07, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »

W zeszłym roku Ten Dzień przypadał 5 kwietnia. Dziś, kiedy wstałem i wyjrzałem raniutko przez okno, aż się zachwyciłem, jak było ślicznie: słoneczko oświetlało, niebo błękitniało, śnieg nie kolił w oczy swą brudną starością, aż się chciało pomyśleć - wiosna.

A potem w ciągu dni wysiadłem z samochodu i aż mi się chciało przy nim stać w oczekiwaniu na parkingowego, tak słoneczko przyjaźnie dogrzewało. A w pewnej chwili nawet mi się wydawało, że widzę kogoś w krótkim rękawie, też mu się widać wiosennie zrobiło. 

Do kwietnia daleko, bocianów nie podejrzewam nawet zobaczyć, ale też takiego dnia jak dzisiaj nie było od kilku lat:-)

Tagi: wiosna
18:17, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 lutego 2012

Jak dostałem przydział do sądu, to się ucieszyłem, bo to spokojne miejsce się wydawało. A teraz jestem zły, bo to straszny kanał. Ludzie łażą stadami, awanturują się, płaczą, a wszystkich na bramce trzeba sprawdzić jak na lotnisku (dobrze że przynajmniej tych pełnomocników można puścić, jak togę niosą albo legitymacją machną). A na chwilę spuścisz z oka, to jakiś chłopina z widłami wejdzie i kobity w sekretariacie wystraszy. I jeszcze te alarmy bombowe, po których trzeba na dwór wyjść, zimno czy deszcz, i pilnować żeby nie włazili póki policja nie odjedzie. 

I najgorsze, że nawet odsapnąć nie ma kiedy. Wziąłem zmianę weekendową, myślę: sąd zamknięty, to jak dyżur przy pustym placu, a tu normalnie ruch jak w centrum handlowym! Jeden sędzia za drugim przyjeżdża, odjeżdża, całą sobotę coś się dzieje. I nawet w niedzielę przyłażą i trzeba ich wpuszczać!

A już najgorsze, że się tym sędziom czasem na głupie dowcipy zbiera. Wziąłem w lipcu zmianę wieczorną, posiedziałem spokojnie w pustym sądzie patrząc na zachód słońca, potem mi się jakoś na krzesełku zdrzemnęło... Aż tu nagle o północy ktoś mnie we śnie za ramię chwyta! Myślałem, że zawału dostanę - a to jakiś sędzia, co rodzinę na wakacje wysłał, zasiedział się do nocy nad papierami i chciał, żeby go wypuścić do domu. No jak tak można, panie.

Chyba załatwię sobie przeniesienie do ochrony jednostki wojskowej, tam to jest przynajmniej porządek...

*notka powstała w całości w oparciu o obserwacje własne i anegdoty zasłyszane w sądach i od sędziów, przy czym te o czasie pracy sędziów są świeże jak nowelizacje

Tagi: sąd
13:30, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 lutego 2012

I Ty tu jesteś, Ty o rękach 
Co tak gotycki mają rys 

Ze piosenkami Stanisława Staszewskiego spotkałem się po raz pierwszy na płycie - wróć, na kasecie - Jacka Kaczmarskiego, byli tam wtedy Inżynierowie z petrobudowy oraz legendarne później Celina i Baranek. Później, czyli kiedy piosenki Staszewskiego nagrał Staszewski z zespołem. Z płyty (sam nie pamiętam, czy to jeszcze kaseta, już płyta czy może jedno i drugie) zwłaszcza utkwiło mi zaraz w pamięci właśnie to nagranie. Bo któż oparłby się pięknie takiej frazy?

Cóż, że dla niego zdejmie stanik 
Ja mam swój cios on tylko sklep 

Staszewski dorobił się już post factum etykietki barda (tym bardziej nośnej, że za życia jakże zapomnianego). Bardów cenimy oczywiście za teksty i nonkonformistyczną podstawę, ale - jak już kiedyś pisałem - tym silniej działa piosenka, im lepiej do niej dopasowana jest zręczna melodia. W wersji oryginalnej aranżacja jest do bólu uboga, iście bardowska, lecz sama melodia zgrabna i paryską nutą brzmiąca. Dziś już to utwór niemal rodzinny, bo w powszechnej świadomości istnieje w wersji synowskiej, z dopisaną całą warstwą instrumentalną, wydobywającą z pieśni głębie i smaczki.

Że z tylu różnych dróg przez życie 
Każdy ma prawo wybrać źle

Ta warstwa instrumentalna robi się na tyle urocza, że może istnieć jako samoistny utwór, ja mam sentyment do tego amatorskiego wykonania. Syntezy i tak dokonujemy w zwojach, najlepiej przy czymś dobrze schłodzonym.

piątek, 24 lutego 2012

Kiedy Evensen leciał w kwalifikacjach w Vikersund po swój rekord świata, ruszał z szóstej belki startowej. Wystraszył tym wynikiem na tyle, że w konkursie puszczano go już z belki trzeciej i drugiej, a potem - jako że cały czas przyciągało go w okolice 240 metra - nawet z zerowej (!). Przypomniało mi się to, kiedy patrzyłem wczoraj na kwalifikacje, kiedy zawodnicy skakali z belki nastej (od 16 do 19), a wyniki.. były różne, włącznie z trudnym z pozoru do uwierzenia 153m Kamila Stocha. Jak zwykle, różnicę robił wiatr - w zeszłym roku wiał lekko lub zgoła minimalnie pod narty, wczoraj zaś mocno w plecy, a i to (mam wrażenie) dziwnie harcował w różnych punktach, zamiast trzymać równą moc i kierunek; kiedy na chwilę przycichł, zrobił wielki prezent Francuzowi Descombes Sevoie, pozwalając mu wyśrubować życiowy rekord do wciąż robiącego wrażenie 222,5 m. 

Wiatr był przy tym taki, jakiego dawno nie widziałem, zwłaszcza w przeliczeniu na punkty. Swoje robił trochę podwyższony względem ubiegłego roku przelicznik (aż 14,4 pkt za metr na sekundę, dobierają ten wskaźnik do charakteru skoczni), ale i tak dodawanie po 30 pkt za wiatr, robi duuuuuże wrażenie. Nie chce mi się szukać, jak często zdarza się skakanie przy 2 m/s (w plecy, pod narty nie wiem czy by pozwolili). 

A w radio słyszałem dywagacje, jak się będą dalej rozwijać loty i skocznie do lotów - skoro Vikersund "przebił" Planicę, to ta za chwilę pewnie zacznie przebudowę, żeby umożliwić loty i po 260 metrów. Przypomniało mi się, że Red Bull buduje w Austrii skocznię do lotów rzędu 300 i więcej metrów, co ten wyścig zakończy chyba definitywnie, ale od prawie roku cisza na ten temat. 

No to lecimy dzisiaj.

10:30, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2012

Jest sobie taki blog, prowadzony przez człowieka kreującego się na Wielkiego Fana Roberta Kubicy (pozostawmy na uboczu jego wiarygodność w przedstawianiu własnej osoby, wiele wątpliwości na ten temat się pojawiało, w sumie nieistotne w tej chwili). Opublikował dziś notkę zatytułowaną "Czy Robert Kubica ponownie testuje na Mugello?", opartą w całości o fotografię otrzymaną od anonimowego Włocha, mieszkającego ponoć w sąsiedztwie toru - mającą rzekomo przedstawiać Polaka na prywatnych testach bolidu z roku 2010.

rzekomy Robert Kubica w Mugello

Lepiej zorientowani internauci bez trudu ustalili, że oczywiście jest to bolid z roku 2010, ale w ramach zupełnie innych testów - odbywanych w listopadzie 2010 roku pierwszych przejazdach na oponach Pirelli, na torze w Abu Dhabi. Udało się nawet szybko odnaleźć to samo zdjęcie:

Abu Dhabi tests 2010

I teraz co najbardziej interesujące: bloger Mike konsekwentnie odrzuca wszelkie komentarze, które wyjaśniają, co naprawdę przedstawia zdjęcie (łącznie z właściwym linkiem), a jednocześnie prosi o poważne wpisy i informacje...

Nie wiem, co stoi za zachowaniem blogera Mike: strach przed utratą reputacji, ślepa wiara granicząca z sekciarstwem, zobowiązania wobec sponsorów? W każdym razie, na podawaniu prawdziwych informacji zależy mu najmniej, przynajmniej dopóki za prawdziwe uznajemy zgodne z obiektywnym stanem rzeczy, a nie jedynie z własną wizją. 

Czekałem dzisiaj w sądzie na rozprawę. Sędzia po skończeniu poprzedniej sprawy, tuż przed planowanym rozpoczęciem wzięła i wyszła (żaden problem, mogła np. musieć coś załatwić). Po kilku minutach oczekiwania, zdecydowałem się nie stać bezczynnie, wyciągnąłem z kieszeni telefon i zająłem się układaniem pasjansa (zawszeć to rozrywka odrobinę stymulująca mózg).

Po kwadransie przekładania kart, też już się poczułem tym znudzony (a laptopa nie było sensu otwierać, skoro w każdej chwili sędzia mogła jednak wrócić). Usiadłem na ławeczce i po krótkim namyśle zajrzałem do skrzynki odbiorczej (nie mam zwyczaju kasować smsów zaraz po przeczytaniu). Stwierdziłem, że to świetny moment na zrobienie porządków; po kilku skasowanych wiadomościach ustalił mi się w palcach rytm: trzy naciśnięcia klawisza, trzy ruchy w dół. I tak to szło: trzy naciśnięcia, trzy w dół, trzy naciśnięcia, trzy w dół...

Sędzia przyszła pod koniec drugiej setki trzy/trzy, z półgodzinnym opóźnieniem. Rozprawę machnęliśmy jednak w kwadrans (z trzech na nią przeznaczonych) i kolejna rozpoczęła się o czasie. To znaczy mogła się rozpocząć.

Tagi: sąd
21:31, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (4) »
sobota, 18 lutego 2012

Junior wrócił po feriach do przedszkola (tak, tak, w przedszkolu też się robi ferie) i zaraz zaczął wyśpiewywać w domu piosenkę, towarzyszącą zabawie stanowiącą (jak Ojciec wnioskuje z chaotycznych relacji) odmianę zabawy w królewnę śnieżkę* i księcia. Słuchając tej piosenki po raz 96, Ojciec wers "i będziesz spała latek sto" zaczyna słyszeć jako "lateks to.." Cóz, sposób interpretacji prawiesiedmiolatka też w takim poskładaniu pomaga. I nawet Ojcu nie kojarzy się żadna panienka w lateksie. 

piątek, 17 lutego 2012

Kiedy zobaczyłem wyniki ćwierćfinałów dzisiejszego sprintu na Polanie Jakuszyckiej, uniosłem ręce do góry w geście triumfu. Justyna Kowalczyk w swoim ćwierćfinale przybiegła na trzecim miejscu, niewiele jej brakło do awansu do ćwierćfinału (wśród przegranych miała trzeci czas, przy dwóch awansujących), a w tym samym ćwierćfinale Bjoergen przybiegła piąta. Wyglądało na to, że o włos może wyprzedzić Bjoergen w klasyfikacji generalnej PŚ.

Kiedy jednak opublikowano oficjalne wyniki zawodów, poczułem rozczarowanie. Mimo iż z zawodniczek na trzecich miejscach w ćwierćfinałach Kowalczyk miała drugi czas (a pierwszy wśród odpadających), to nie zajęła spodziewanego 13. miejsca, lecz dopiero 16. Zacząłem więc szukać zasad ustalania kolejności w sprincie, nie znalazłem ich jakoś na stronach FIS (może mi cierpliwości brakło), po czym odtworzyłem regułę na podstawie wyników. Pierwszą dwunastkę tworzą oczywiście zawodniczki, które awansowały do półfinałów (tu pomijalne). Pozostałe ćwierćfinalistki są klasyfikowane podług miejsc zajmowanych w swoich biegach, przy czym kluczem między zawodniczkami na tych samych miejscach nie jest czas biegu w ćwierćfinale. Jest nim natomiast czas biegu w eliminacjach (co w praktyce oznacza: im niższy numer startowy, tym wyższe miejsce w razie porównania miejsc); w sumie nie powinno dziwić, skoro w Tour de Ski też czas eliminacji ma istotne znaczenie.

Justyna Kowalczyk w eliminacjach uzyskała niestety dopiero 24. czas, i w konsekwencji będąc najszybszą z "trzecich odpadających", została wśród nich sklasyfikowana jako ostatnia. Bjoergen miała w eliminacjach dobry, czwarty czas, więc w grupie piątych zawodniczek została sklasyfikowana na miejscu drugim i w całej stawce na 22 (inna sprawa, że gdyby uwzględniać czas biegu, byłaby na tym samym, bo jej bieg był co najmniej równie szybki, jak zwyciężczyń trzech innych ćwierćfinałów). I tak strata do Bjoergen zmalała do sześciu tylko punktów, zamiast... zmaleć do jednego. W końcu, jutro też jest dzień.

czwartek, 16 lutego 2012

Wróciłem do domu po kolejnej sesji ćwiczeń z łopatą i śniegiem. Poszedłem do łazienki otrzepać i zrzucić ośnieżone ciuchy. Powiesiłem kurtkę pod prysznicem, położyłem czapkę na kaloryferze i zacząłem się rozglądać za miejscem na szalik. Spojrzałem uważnie i aż się zdziwiłem.

Na kaloryferze leżały już cztery moje czapki.

Nie żebym był zdziwiony swoim stanem posiadania, ale tempo ich przemaczania przy robocie w ostatnich dniach robi wrażenie.

 

Tagi: zima
20:53, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2