Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
czwartek, 28 lutego 2013

Dwa lata temu z niewielkim okładem napisałem o Królu Adamie i Księciu Kamilu.

Dziś książę przestał być księciem. Został Królem. 

Muszę kiedyś wybrać się do Val di Fiemme, choćby latem:)

YES! YES!! YES!!!

(komentarze tylko pod równoległą notką na blogu sportowym)

18:54, bartoszcze , Sport
Link
poniedziałek, 25 lutego 2013

Mam sentyment do tej piosenki. Pomimo paru potknięć językowych, opowiada całkiem ładną historię, bardzo miło się składającą do zręcznej melodii. Nazwisko Ania Dąbrowska usłyszałem przy niej po raz pierwszy w życiu i pomyślałem sobie, że jak na debiut (patrz początek zdania) jest to niezmiernie obiecujące. Nie sprawdzałem wtedy, kto odpowiadał za poszczególne elementy twórcze, aranż i umiejętnie stosowane uderzenia perkusją (do których nieraz już tu zdradzałem słabość), po prostu dobrze mi się słuchało

A potem zupełnie nieoczekiwanie w innej już epoce, natrafiłem na informację, że ten "interesujący debiut" to cover (tak, pewnie wszyscy interesujący się wiedzieli). Zacząłem szukać oryginału, znalazłem, doszedłem do wniosku, że dobrze że przynajmniej się językiem różnią. To oczywista przesada, oryginał jest na początku jeszcze bardziej minimalistyczny, ale w gruncie rzeczy cała koncepcja aranżacyjna jest pożyczona. A tekst? Jest prawie że przekładem. Prawie że, bo na potrzeby polskiego słuchacza (czy zwłaszcza niesłuchacza) został złagodzony, oryginalny tekst jest znacznie bardziej rokendrolowy. Ania Dąbrowska śpiewa przy tym czystszym, pensjonarskim głosem, natomiast Nina Persson opowiada tę historię głosem bardziej zmysłowym, odwołując się do namiętności raczej niż do tęsknoty. 

I tylko się zastanawiam, jak tę piosenkę wygrzebano na drugiej stronie singla.

Tagi: muzyka
22:44, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 lutego 2013

..to się pisze. W ostatnich tygodniach odbyły się mistrzostwa świata w biathlonie i rozpoczęły się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, więc na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl przybyło notek:
- o biathlonie - Krystyna! i Piąte miejsce,
- o narciarstwie - Kolorowo na śniegu i Zignorowane skoki.  

Były też mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim, ale jakoś nie zainspirowały, więc tylko przerywnik futbolowy - Przereklamowany Barry, żaden z niego Messi.

11:02, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lutego 2013

Pod naszą szerokością geograficzną trudno jakiekolwiek miejsce polubić w styczniu, poza ewentualnie jakimś kurortem narciarskim, do którego przyjeżdżamy i chłoniemy piękno gór. Kiedy jednak mamy odwiedzić jakieś miasto, to w styczniu możemy napotkać wszelkie przeszkody, które nas będą do niego zniechęcać: trzaskający mróz, sypiący się na głowę (i oblepiający buty) śnieg, mroźny wiatr - wszystko to razem i z osobna mówi "chowaj się w te pędy, nie patrz świata poza ciepłym kątem".

Kiedy pod koniec stycznia odwiedzałem Tarnów, ten przywitał mnie dziurami w asfalcie, padającym śniegiem z deszczem i temperaturą parę stopni powyżej zera, sprawiającą, że nagromadzony przez ostatnie tygodnie śnieg topił się na potęgę. Trudno w tej sytuacji o miłe wspomnienia, pocieszam się, że w odróżnieniu od innych udało mi się przynajmniej zaparkować na względnie suchym miejscu (i kelnerka w kawiarni ocieplała klimat).

tarnów parking styczeń 2013

Nie poprawiło też wizerunku miasta w moich oczach, że nie było dobrego oznakowania dojazdu do autostrady (wiem, że ledwo co im otwarli, ale jednak), przez co wlokłem się spory kawał wąską i zatłoczoną starą drogą krajową. Ale gdy jechałem przez centrum szukając drogi, odnotowałem w pamięci interesująco wyglądający kościół typu gotyckiego, o dwóch smukłych wieżach, może kiedy tam pojadę na wiosnę, to będzie jakoś przyjaźniej. 

piątek, 22 lutego 2013

W Atenach była ponoć jakaś straszliwa burza, że całe miasto zalane. Padało tak mocno, że nie wytrzymał szklany sufit w gmachu parlamentu i zawalił się na pracującą poniżej sprzątaczkę. Chyba nie o to chodziło w koncepcie przebijania szklanego sufitu przez kobiety.

W Niemczech afera, bo pewien poseł zaprotestował przeciwko niszczeniu wołowiny, w której są odrobiny koniny, i zaproponował, żeby jednak dać to mięso do zjedzenia przynajmniej ubogim (bo nie jest szkodliwe dla zdrowia). Zaprotestowały organizacje, że nie wolno tak traktować biednych. Posłowi muszę przyklasnąć, bo jestem wrogiem takiego marnowania żywności, ale popełnił oczywisty błąd: przecież to dyskryminacja odbierać bez powodu bogatym prawo do zjedzenia taniego (darmowego) mięsa. Swoją drogą, biłbym brawo komuś, kto sprytnie dostarczył takie wycofane z handlu mięso do kuchni parlamentu i podobnych, głupie pomysły by im z głowy wyleciały.

W Sejmie wielkie głosowanie nad odebraniem immunitetu posłowi PO, który miał obrazić Rodziny Smoleńskie. Przed głosowaniem wystąpił poseł PiS z płomiennym przemówieniem, w którym solidnie nabluzgał obwinionemu posłowi PO. Grunt to dobry przykład.

Nie ma to jak posłuchać wiadomości w samochodzie.

Tagi: trójka
19:20, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lutego 2013

Skończył się rok, rozpoczął się okres rocznych rozliczeń podatkowych. Tylko patrzeć, jak zacznie się wielkie polowanie na Jeden Procent, na ten jakże skromny w istocie odpis, który na dodatek w ogóle donatora nie kosztuje. Na razie mieliśmy wstrząsające (a w gruncie rzeczy całkowicie przewidywalne) analizy, że większość pieniędzy zgarnia kilka największych organizacji, mających największe budżety promocyjno-reklamowe lub największe wsparcie medialne, a spodziewanego dofinansowania nie otrzymują małe lokalne organizacje, które w zamierzeniu głównie miały na całej imprezie korzystać, w ramach budowy więzów lokalnych i społeczeństwa obywatelskiego. Są też doniesienia o "instytucjach pośredniczących", które zbierają środki dla innych czy też przynajmniej organizują taki pas transmisyjny, pobierając za to dolę. 

Już kiedyś pisałem, że dobrej metody na to nie ma, a nie jestem przy tym tak krwiożerczy, jak mój kolega bloger, który instytucję 1% by najchętniej zlikwidował. Wpadło mi jednak do głowy, aby zakazać indywidualnych kampanii medialnych (prasa, radio, telewizja, internet), a co najwyżej stworzyć pulę zasobów reklamowych (finansowanych z odpisu albo jakkolwiek), dostępną dla wszystkich OPP w drodze losowania, mniej więcej jak w przypadku podziału czasu antenowego przed każdymi wyborami. Oczywiście, organizacje (zwłaszcza duże) zawsze znajdą jakieś sposoby, typu ulotki, listy, czy choćby bezpłatne programy do wypełniania PIT-ów, podpowiadające konkretną organizację jako beneficjenta, ale lepiej im to utrudnić. Sam jeśli będę miał jakikolwiek problem ze wskazaniem OPP, to będzie to problem mnogości - coraz częściej trafiam na sytuację, w której ktoś mniej lub bardziej znajomy zbiera na jakiś ważny cel, ale raczej wybiorę sprawiedliwie kogoś obcego (być może tę samą organizację co zawsze)?

A w ogóle to jestem niezmiennie zwolennikiem powrotu do zasady, w której to podatnik sam wpłaca pieniądze do OPP, a potem dopiero je odlicza od zapłaconego podatku. Wtedy jest to działanie świadome, inaczej się odczuwa rzeczywistą wpłatę, niż bezosobowe wskazanie organizacji w kratce, no i jakoś tak głupio wpłacić na szlachetny (a takie są w założeniu) cel jakieś 31,20 zł , to już każdy jednak zaokrągli...

23:36, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 lutego 2013

Przewala się wokół nas burza wokół związków partnerskich, w wersji homo lub hetero, na świecie poza nami kręci się ona nie gorzej (choć tam już bardziej przechodzą od związków partnerskich do małżeństw homo). Junior póki co - tak się Rodzicom wydaje - wydarzeń ze świata bliższego i dalszego zbyt uważnie nie śledzi (czasem niebezpiecznie laptop czy gazetę podczyta, ale chyba nic więcej), więc temat mu chyba obojętny, zajmuje się wiedzą bliższą jego poziomowi rozwoju. Kiedy jednak z głupia frant zadaje pytanie:
- Matka, a Adam i Ewa to brali ślub?
to Matka przyjmuje wersję, że małżeństwa to wymysł późniejszy, a Ojciec (w duchu) komentuje, że na ich przykład nikt się współcześnie nie powołuje w tej dyskusji. 

sobota, 16 lutego 2013

Powstał mały zamęt w pamięci strażników:
Którego Mandelsztama? Mamy ich bez liku!
Jeden szyje worki, drugi miesza beton,
Trzeci drzewo rąbie - każdy jest poetą. 

Przypomniało mi się (nomen omen), kiedy snułem rozmyślania nad nową notką, dotyczącą zagadnienia pamięci (snuję je od dawna, żeby nie było) i zapomnienia. 

Przeglądają druki, wyroki - nic nie ma,
Każda kartoteka zmienia się w poemat.

A w tym poemacie - ludzi jak drzew w tajdze,
Choćbyś sczezł, to tego jednego - nie znajdziesz!

Pamięć była kluczowa dla rozwoju naszej cywilizacji, nawet przy świadomości, że pamięć jednostkowa może wypaczać obraz, w ujęciu historycznym była bowiem skutecznym nośnikiem.

Stary zek wspomina, że on dawno umarł,
Lecz po latach zekom miesza się w rozumach

Ale Jacek Kaczmarski pamięta.  

czwartek, 14 lutego 2013

...należy się nawet i blogerowi, ale chwilowo nie mam tej uroczej możliwości (chyba że chodzi wyłącznie o urlop od bloga). Cierpię jedynie na przednówek czasu i chęci do pisania - piszę właściwie ciągle (służbowo) i potem już mi się nie chce, a jeśli mi się nawet chce, to na myśl o przycupnięciu nad notką ogarniają mnie wyrzuty sumienia (Soplica miał po mordzie), że tyle mam zaległej roboty, że aż nie uchodzi (co innego przeczytanie pięciu cudzych notek i zakomciowanie pod paroma z nich, to nie jest marnowanie sił kreatywnych). Ot, kryzysik jak co roku (na szczęście dopiero od zeszłego roku). 

Pomysły na notki na razie gdzieś są, może jeszcze wszystkich nie zapomniałem. I'll be back, czy jakoś tek. 

Tagi: bzdury
19:04, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (5) »
sobota, 09 lutego 2013

Nie da się ukryć, to jedno z moich ulubionych ubrań. Czuję się głęboko szczęśliwy, kiedy mogę długo paradować w szlafroku od samego rana (z jakiegoś powodu wieczorem wychodzi mi to gorzej). Ostatnio stałem się szczęśliwym posiadaczem nowiutkiego, miłego (i co ważne, z porządnym paskiem, bo lubię dobrze sobie szlafrok zawiązać). I tak sobie śniadanie, kawa, gazeta (hm, wróć, gazetę sobie trzeba ze sklepu przynieść, a szlafrok to jednak ubiór domowy). 

Kiedyś zresztą, w czasach Peerelu, fanatyczni rewolucjoniści języka uważali, że trzeba rugować z języka słowa zapożyczone i zastępować je słowami lub zwrotami rodzimego chowu. Pamiętam, że właśnie szlafrok mieli na celowniku (zgroza, to od niemieckiego Schlafrock), przy czym zamiennik nie skupiał się na rdzeniu związanym ze spaniem (choć dobry szlafrok w razie potrzeby służy za kołderkę), ale właśnie z poruszaniem się po domu: podomka. Ja tam wolę wersję obcobrzmiącą, w przekonaniu, że kiedyś w końcu dojdę do wychodzenia w szlafroku także i do ogródka:)

Zamiłowanie do szlafroka ma swoje złe strony. Paradując w nim przez czas jakiś, zdarza mi się ukryć w jego kieszeni telefon (komórkowy). Na tyle skutecznie (kieszenie głębokie, telefon niewielki), że kiedy się przebiorę i do wyjścia zbieram, to pojawia się dręczące pytanie: a gdzie jest mój telefon? I wtedy następuje namysł: czy dziś chodziłem w szlafroku...

Dzień dziś jakiś taki, że by go najchętniej w szlafroku (może być jako kołderka). 

Tagi: bzdury
18:17, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2