Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 30 listopada 2008

Pośród rozlicznych czynności pomagania Rodzicom, które Junior uważa na razie za swoje święte prawo (każdy rodzic wzdycha, aby jego dziecię było tak chętne do pomocy w wieku późniejszym, jak jest w wieku lat z haczykiem trzech), znajduje się między innymi słodzenie Rodzicom kawy (kostkami cukru, jak dla konia). Oczywiście kiedy w domu są goście (z tych, przed którymi Junior nie ucieka w kąt), to Junior chętnie pomoże wszystkim obecnym. No i wtedy może się pojawić problem taki jak dzisiaj, wynikający z faktu, że Dziadek kawy nie słodzi (czego Junior za bardzo pamiętać nie chce). Cóż wtedy zrobić? Zostaje nakazać położenie kostki cukru Dziadkowi na spodeczku, zanim uprzykrzy kawę Dziadkowi posłodzeniem, albo któremuś z Rodziców - przesłodzeniem, kiedy wrzuci podwójną porcję. Ech, dziecko, dziecko..

18:13, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2008

Przebiegły ostatnio przez Polskę dwa listy otwarte. Jeden broni wolności słowa, drugi sprzeciwia się kłamstwu. Oba dotyczą tego samego zdarzenia, a skoro zajmują przeciwstawne stanowiska, to nie mogą być jednocześnie słuszne. Pod oboma znajdziemy podpisy zacnych osób - pod jednym Ryszarda Bugaja, Leszka Długosza czy Andrzeja Dobosza, pod drugim Julii Hartwig, Wisławy Szymborskiej czy Józefa Piniora.

Któremu z nich przyznać więc rację? Który jest tyko politycznym manifestem, a który rzeczywistą obroną wartości? Myślę, że odpowiedzi mógłby udzielić nieskomplikowany w sumie test. Załóżmy (hipotetycznie), że wyrok, od którego sprawa się wywodzi, "skazywał" nie Zybertowicza na przeproszenie Michnika, ale Palikota na przeproszenie Gwiazdy. Pod którym z listów sygnatariusze równie ochoczo by się wtedy podpisywali?

Ja sądzę, że wiem. Sądzę, że inni też wiedzą. I tyle. I tylko nie rozumiem niektórych podpisujących, ale wielu rzeczy człowiek nie rozumie.
06:33, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2008

Włączyłem wczoraj w samochodzie Trójkę i nieomal zastygłem w zdziwieniu. Z głośnika płynęła urokliwa, nastrojowa piosenka, i niewątpliwie jej tekst był śpiewany po niemiecku. Nigdy nie sądziłem, że niemczyzna może być w piosenkach taka miękka i miła dla ucha.

Być może recepcja niemieckości jest u nas skażona wiadomym resentymentem, ale ja kontakty z niemieckim mam od chwalić Boga 20 lat, i czegoś takiego jeszcze nigdy nie doznałem. Pieśń niemiecka kojarzy się z hałaśliwością Parademarschów, skocznością sitzpolki i innych Heimatmelodie, łomotem dyskotekowym w stylu Eins-zwei-Polizei czy w najlepszym przypadku pieśniami Schubertha (ale to inna półka). Natomiast tamta pieśń spokojnie mogłaby konkurować z Suzanne Vega.

Zidentyfikowałem później tę pieśń - to Das Gefuhl Annette Louisan. Czuję, że spróbujemy się bliżej poznać:)

A przy okazji dowiedziałem się o istnieniu młodej polskiej wokalistki Izy Lach, która była uprzejma ten utwór zaproponować. Ale o Izie Lach nie mam nic do powiedzenia ani dobrego, ani złego:)

00:03, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008

Oglądałem ostatnio, jak Makłowicz na wycieczce w Chorwacji gotuje gdzieś nad morzem krewetki. Osobiście nadal nie mam zdania, czy lubię krewetki:) ale kiedy tak sobie oglądałem Chorwację i chorwackie krewetki przeznaczone do zjedzenia, coś mi się przypomniało. Kilka miesięcy temu stałem sobie zanurzony w Adriatyku po szyję i kontemplowałem widok gór na drugim brzegu.

widok z Vrbnika (Krk) na Crikvenice

Adriatyk był przyjemny w temperaturze, czerwcowe słońce przygrzewało od góry, góry majestatyczne, więc człowiek nie zwracał uwagi na drobiazgi, ale w pewnej chwili do świadomości dotarło dziwne uczucie koło nogi. Coś jakby łaskotało, smyrało, podrapywało.. Spojrzałem. Nic. Spojrzałem jeszcze raz, uważnie. Zobaczyłem. Malutkie, przezroczyste krewetki najwyraźniej próbowały podgryzać moją nogę. 

Skoro my je możemy zjadać, to i one nas próbują:) 

poniedziałek, 24 listopada 2008

Kolejny kawałek z cyklu "Przyczepiło się, niech leci":)

Dzisiaj uczepił się mnie "Daysleeper" R.E.M. Nie dziwota, że się przylepił, w końcu to najlepszy kawałek na płycie "Up" (średniej, przyznaję ze smutkiem). No to - lecimy z tym koksem:) I dla miłośników karaoke:

Receiving department, 3 a.m.
Staff cuts have socked up the overage
Directives are posted
No callbacks, complaints
Everywhere is calm

Hong Kong is present
Taipei awakes
All talk of circadian rhythm

I see today with a newsprint fray
My night is colored headache grey
Daysleeper, daysleeper, daysleeper

The bull and the bear are marking
Their territories
They're leading the blind with
Their international glories

I'm the screen, the blinding light
I'm the screen, I work at night

I see today with a newsprint fray
My night is colored headache grey
Don't wake me with so much
Daysleeper

They cried the other night
I can't even say why
Fluorescent flat caffeine lights
Its furious balancing

I'm the screen, the blinding light
I'm the screen, I work at night

I see today with a newsprint fray
My night is colored headache grey
Don't wake me with so much
Don't wake me with so much. The
Ocean machine is set to 9
I'll squeeze into heaven and valentine
My bed is pulling me,
Gravity
Daysleeper, daysleeper
Daysleeper, daysleeper, daysleeper 

(Buck/Mills/Stipe)

I już się plącze:  Hong Kong is present, Taipei awakes, all talk of circadian rhythm..

23:19, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 listopada 2008

Kiedy Junior po kąpieli melduje się w pokoju, Matka znów nie może się powstrzymać od porównania z E.T. (cóż robi jeden dobrze zawinięty ręcznik i odrobina wyobraźni). Juniora wyraźnie intryguje, cóż to jednak jest to E.T., więc Matka postanawia poszerzyć mu horyzonty i informuje słodkim głosem:
- E.T. to kosmita.
rzucając zarazem złośliwe spojrzenie pod adresem Ojca, którego zadaniem ma być w domyśle poradzenie sobie z odpowiedzią na pytanie, co to właściwie jest ten kosmita?
Ale zamiast spodziewanego pytania Matka ku swemu osłupieniu i dzikiej radości Ojca słyszy:

- E.T. to kosmetyk!

E.T.

Biedny E.T., na co ci to przyszło?:-D

 

18:15, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2008

Tankowałem wczoraj samochód i byłem prawie że zaszokowany: cena Pb95 to zaledwie 3,64! No nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak tanio. Aż człowiek nie wierzył, że to jeszcze możliwe. Ale to bardzo miły szok:))

 

00:02, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 listopada 2008

Oglądam sobie w niedzielny wieczór Goldeneye. Wszystkie Bondy (no dobra, te bez Craiga) widziałem już po wielokroć (nie wszystkie tyle samo razy), więc skupiam się na drobnych smaczkach czekając na ulubione sceny. I wtedy spostrzegam, że kiedy James wypada z samolotu na pas startowy prosto na motocyklistę, po chwili kamera eksponuje (acz subtelnie) na motocyklu napis "Cagiva".

Do licha ciężkiego, skąd w latach 80-tych w sowieckiej bazie miałyby być dostępne akurat Cagivy? Z pozoru bez sensu ten product placement, nadający się tylko na listę filmowych pomyłek. Ale kiedy pomyślimy, że minutę później James na tej Cagivie rozpędzi się aż po koniec pasa i wykona skok w przepaść za odlatującym samopas samolotem (pod sam koniec trailera - nieustająco genialny przykład Bondowskiego odpału, czyli tego, za co te filmy kochamy), to logika product placementu przestanie nas dziwić.

Chociaż oczywiście z tego samego filmu wolę scenę, kiedy James przejeżdża czołgiem przez środek TIR-a z Perrierem. Też product placement, ale jakże bardziej radosny. Perriera zresztą nie pijam.

 

00:22, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2008

"To nie jest najlepszy sposób na postępowanie z głową państwa, której prawo do odmowy podpisania ustawy i przesłania jej z powrotem do Sejmu jest prawem konstytucyjnym" - mówił L. Kaczyński. Czyli tłumacząc język ludzki: powinniście pamiętać, że mogę nie podpisać ustawy tylko z takiego powodu, że mogę to zrobić.

Znamy to z historii. 

06:42, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2008

Przez cały sezon bawię się symulowaniem, jak by wyglądały wyniki Formuły1, gdyby wprowadzić w życie pomysł Berniego Ecclestone'a, a tu proszę - zanosi się na to, że Bernie swój pomysł przeforsuje! W skali sezonu - jak pisałem przed Interlagos - najwięcej straciłby na tym Hamilton, bo nie zostałby mistrzem na ostatnim zakręcie, a zaraz po nim obaj kierowcy BMW: Roberta wyprzedziłby Fernando Alonso (ledwie trzy "medale" przy siedmiu Roberta, za to dwa złote), a Heidfelda - Vettel (jeden jedyny medal złoty przeciwko czterem srebrnym). Tyle że gdyby wyniki były zliczane na modłę Berniego, to taktyka defensywna byłaby samobójstwem i McLaren musiałby się nieźle nagłowić, jak podejść do tego ostatniego wyścigu, i prawdopodobieństwo jakichś dziwnych wypadków byłoby jeszcze większe.

Dobrą stroną  tego wariantu byłoby uniknięcie histerii pt. dlaczego wredny Niemiec Roberta nie przepuścił? Żeby mieć szansę na trzecie miejsce w generalce, Robert musiałby bowiem wygrać na Interlagos:) (i jeszcze liczyć na to, że Raikkonnen nie dojedzie drugi)

22:07, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3