Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 28 grudnia 2008

Czytająca książkę żona znienacka pyta znad kartek, jak wygląda marchewnik anyżowy. W ślad za tą sympatycznie brzmiącą nazwą leci nazwa łacińska (podana w przypisie). Sięgam więc po zestaw G+W i.. wynik mi jakby nie pasuje. Wygląd i opis marchewnika nie pasuje bowiem do wyglądu i opisu nazwy łacińskiej. Cóż, nie każdy problem ma proste rozwiązanie:)

Dalsze poszukiwania prowadzą do podpowiedzi, że klucz leży w angielskiej nazwie "sweet cicely". Znajduję w końcu rozwiązanie - pod nazwą tą kryją się dwie różne (choć podobne do siebie) rośliny z rodziny selerowatych (Apiaceae): rosnący także w Polsce marchewnik anyżowy (Myrrhis odorata) oraz rosnąca w Ameryce Północnej Osmorhiza claytonii. Nie dziwię się tłumaczowi, który znalazł w słowniku (nawet botanicznym) tłumaczenie nazwy sweet cicely i zastosował ją dosłownie, choć oznacza ona jednak inną roślinę, niż w oryginale.

A zatem: najpierw marchewnik, czyli Myrrhis odorata, a pod nim Osmorhiza claytonii, czyli nie całkiem marchewnik:)

 Myrrhis odorata
Osmorhiza claytonii

20:12, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2008

Rodzice wymieniają między sobą uwagi na temat wysłuchanej prognozy pogody, w której istotną rolę odgrywało niesympatyczne zjawisko lodowicy. Junior słucha z uwagą, po czym wyraża swój pogląd na temat lodowicy:

- Lodowica to Mercedes!

Każdy kojarzy po swojemu - Junior co niedzielę obserwuje żółty samochód z firmy sprzedającej lody i inne mrożonki, który przyjeżdża na osiedle. Marki tego samochodu nie muszę dodawać:)

22:18, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 grudnia 2008

Zawsze lubiłem, kiedy podczas Świąt podczas mszy śpiewano tyle kolęd, ile się tylko dało, także zastępując kolędami niektóre modlitwy. W moim poczciwym starym kościele praktykowano ten zwyczaj przez lata, niestety skasował go nowy proboszcz. Pytałem go o to kiedyś (mailowo!), odpisał mi, że jest to "liturgicznie niepoprawne".

Kiedy się przeprowadziłem, jeździłem zrazu głównie do kościoła w Podlesiu, bo u mnie we wsi msze były wyłącznie przed południem, a z różnych względów mi to nie pasowało. W Podlesiu kolęd akurat było tylko tyle, ile miejsca na "zwykłe" pieśni - a po poznaniu specyficznych poglądów tamtejszego farorza nie oczekiwałem po nim jakiejkolwiek "nieliturgiczności" (dość powiedzieć, że nie tolerował święcenia palm w Niedzielę Palmową, uznając to za zgoła wymysł pogański, a jajka w Wielką Sobotę święcił, ale z wyraźną odrazą). W tym roku wreszcie zacząłem pojawiać się w swojej parafii i msza świąteczna dostarczyła mi dodatkowego wzruszenia - znowu usłyszałem "Gdy się Chrystus rodzi" w miejsce "Gloria" i "Anioł Pasterzom mówił" w miejsce Credo. Nawet organista nie był w stanie tego zepsuć, chociaż robi, co mógł;)

Nie jestem rewolucjonistą, ale w wypadku kolęd liturgiczna poprawność sucks:)

Wesołych Świąt!

17:31, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 grudnia 2008

Nie, nie odwiedzałem ostatnio. Wiedzę o stanie Okęcie Airport czerpię głównie z mediów, dzisiaj jednak złożyło się, że potrzebowałem dla kogoś sprawdzić dane o odlotach do pewnego miasta. I szukając właściwej informacji, nagle zamarłem - nie wiedziałem, czy uruchomili taki egzotyczny kurs do obcych krajów, czy też..

W każdym razie: w rozkładzie lotów znajdują się połączenia z miastem/portem Sztutgart. Nie, to nie jakieś regionalne lotnisko na Mazurach czy Łotwie, tylko takie jedno w Badenii-Wirtembergii.

Za kompromitującą niemożność zakończenia budowy/przebudowy terminalu można zwalać winę na wykonawców itp. Za utrzymywanie w rozkładzie informacji o połączeniach ze "Sztutgartem", władze i pracownicy Okęcia mogą się wstydzić wyłącznie samodzielnie.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Doniosły dziś media, że śmierć Bronisława Geremka najprawdopodobniej była spowodowana Jego przyśnięciem za kierownicą, w związku z czym został On uznany za sprawcę wypadku (a że przeciw nieżyjącemu nie prowadzi się postępowania, to sprawa umorzona). Nie wiem, czy to przyśnięcie złożyć na karb wieku, czy zmęczenia, czy nieostrożnego podejścia podyktowanego pośpiechem, i nie ma to większego znaczenia. Nie zmienia to bowiem w żaden sposób oceny Profesora i tego, czego dokonał za życia. Ważne natomiast jest, że każdemu - nawet najmądrzejszemu - zdarzyć się może głupi błąd o tragicznych skutkach (nieważne nawet jak bardzo zawiniony), więc tym bardziej należy zachować czujność na drodze.

Sam tego dzisiaj po trosze doświadczyłem. Jechałem do domu koło wpół do trzeciej, i jazdę niesamowicie utrudniało wiszące nisko nad horyzontem słońce, dla lepszego efektu solidnie błyszczące na mokrej nawierzchni. Jeden kierowca prawie w ostatniej chwili zorientował się, że ma mnie na lewym pasie, na który próbuje wjechać. Ja zaś, jak już od niego odskoczyłem, to nawet nie zauważyłem, że zapala mi się czerwone na skrzyżowaniu - na szczęście prawym pasem sunął TIR, który niejako zabezpieczał mnie przed skutkami tego błędu. Tym razem szczęśliwie, ale żebym wtedy był widział drogę jak trzeba, to nie powiem.

Tak więc, Profesorze: niech Pana życie będzie dla nas wzorem, a śmierć - memento.

20:32, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 grudnia 2008

Junior ogląda książkę aktualnie czytaną przez Matkę i zaczyna dopytywać "a o czym to jest?" [tak, tak, Rodzice stanęli przed koniecznością przeżycia ery pytona - i tak się późno zaczęła:)]. Matka cierpliwie odpowiada, że o psie, że o dogu niemieckim..

Ostatnia informacja wzbudza u Juniora burzę myśli, której efektem jest triumfalne:

- A, o Dodge'u niemieckim! 

Co kto lubi:)

dog niemiecki dodge calber
 

00:05, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008

Idą Święta, więc przeglądam półki z zabawkami w sklepach specjalistycznych i marketach - w końcu trzeba zadbać o dziecko własne i chrześniaka. I taka mnie rzecz uderzyła: można wybierać niemalże w dziesiątkach modeli "laptopów" dla dzieci, służących czy to do rozpoznawania obrazków, nauki pierwszych słówek, aż po naukę kilku języków naraz. Ale staromodny człowiek, który chciałby dziecku sprezentować tablicę do pisania (taką trochę jak w szkole), będzie mocno w kropce. To znaczy są takie specjalne tablice oparte na jakichś magnesowanych specjalnie pikselach, po których pisze się odpowiednim pisakiem, od biedy można znaleźć też tablice magnetyczne pozwalające zarówno na przyklejanie liter-magnesików, jak i na pisanie pisakiem. Ale taką, po której można pobazgrać kredą i zetrzeć gąbką, to ze świecą szukać. A i tak taniej wychodzi kupić tego laptopa.

Czy umiejętność pisania za pomocą pisaka złapanego w dłoń to będzie już w XXI wieku przeżytek?  

08:26, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 grudnia 2008

Teść ostatnio przyniósł dziecku płytę z Opowieściami z mchu i paproci (starsi może pamiętają). Młodemu też się spodobało (pomimo archaiczności wizualnej) i ogląda. Nie doceni jednak jeszcze baardzo długo tego, co na mnie zrobiło największe wrażenie - w niektórych odcinkach, kiedy zaczynają się napisy końcowe, wkracza nagle głos lektora adekwatny bardzoej do "Dziennika Telewizyjnego" i mówi:

"Pokazaliśmy film animowany produkcji czechosłowackiej".

 Ścieżka dźwiękowa wprost z Peerelu:)

Żwirek i Muchomorek, czyli opowieści z mchu i paproci

00:06, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zakończył się szczyt UE w Brukseli, na którym osiągnięto kompromis i zatwierdzono pakiet energetyczno-klimatyczny przewidujący 3x20, czyli do roku 2020: 20% redukcję emisji CO2, 20% redukcję zużycia energii i 20% wzrost efektywności energetycznej. W porównaniu do wyników konferencji klimatycznej w Poznaniu, niewątpliwie coś.

No i proszę, zagadka - jak na to reagują organizacje ekologiczne? Ano tak: "[Europejscy szefowie państw i rządów] Wybrali prywatne zyski przemysłu ponad wolę Europejczyków, przyszłość ich dzieci i uciemiężenie milionów ludzi na całym świecie". Czy oni na pewno mieszkają na tej samej planecie? Cel i założenia pakietu zostały niezmienione, zmieniono sposób realizacji. W tym, który - jak się zdaje - organizacjom się podobał, przewidywalne były ciężkie podwyżki cen energii. Zastanówmy się przez chwilę, co jeremiada ekologistów ma wspólnego z rzeczywistością.

Zasadniczym instrumentem popieranym przez ekologistów są płatne zezwolenia na emisję CO2. Jeżeli przemysł miałby je kupować w gigantycznych ilościach (co zgodnie z prawami ekonomii powoduje wzrost ich ceny), to możliwe byłyby następujące scenariusze:
a/ przemysł przerzuca koszty tych zezwoleń na odbiorców swoich produktów. W rezultacie emisja CO2 może lecieć w najlepsze, a Europejczycy niech płacą za luksus włączenia prądu. Co to ma wspólnego z wolą Europejczyków i przyszłością ich dzieci (poza tyn, że te dzieci może będą żyły biedniej)? Jak nie-Europejczycy mieliby się poczuć mniej przez to uciemiężeni? ..........
b/ przemysł tnie koszty - albo zmniejsza np. wynagrodzenia pracowników (Europejczycy normalnie pękają ze szczęścia, a nie-Europejczycy stają się mniej konkurencyjni), albo zamyka zakłady, do których trzeba dopłacać (zwolnieni z pracy pękają ze szczęścia, reszta jest równie szczęśliwa, bo dzięki spadkowi produkcji ceny idą w górę). Nie-Europejczycy zaraz mniej uciemiężeni, bo zbliżyli się do Europejczyków poziomem życia (chociaż nie-Europejczykom się nie polepszyło)
c/ przemysł wynosi się z zakładami poza Unię. Europejczycy cali szczęśliwi z powodu utraty pracy (możliwe, że  stan środkowiska gdzieniegdzie w Europie by się poprawił), nie-Europejczykom spada wskaźnik uciemiężenia, bo mają nowe miejsca pracy (za to więcej CO2 i innych, a emisja zostaje niezmieniona).
Normalnie sama radość.

Przyjęty przez UE pakiet zakłada oprócz obiektywnej redukcji emisji, przede wszystkim unowocześnienie technologii (a UE ma zdecydowanie większe możliwości egzekwowania postanowień pakietu, niż jakikolwiek inny czynnik na świecie). Co w tym złego - nie wiadomo. Oprócz zapewne tego, że ktoś nie zarobi na handlu pozwoleniami.

Żadna organizacja ekologistów nie powie otwarcie, jaki byłby efekt realizacji ich propozycji. Ale na wszelki wypadek, mówią "nie" wszystkiemu, co nie po ich myśli. 

 

00:19, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 grudnia 2008

Zabawa "o Oplach" została w szybkim tempie przez Juniora rozszerzona na inne marki:) Aktualnie najchętniej domaga się jej podczas jedzenia z Ojcem śniadania. A że Ojciec lubi swoje dziecko, to się bawimy przy jedzeniu: o Fiatach, o Hondach, o Fiatach Abarthach (osobna kategoria:-D).. Zwłaszcza o Fiatach może trochę potrwać, zanim wymienimy: Ducato, Doblo, Fiorino, Multipla, Stilo, Marea, Bravo, Brava, Punto, Panda, Topolino, 500 (nie mylić z Cinquecento!), Sedici (a co!), Uno, Seicento, Cinquecento, "maluch", "duży fiat".. Ojciec na szczęście ma w zanadrzu zawsze tajną broń w postaci historycznych modeli, a że Junior lepiej zapamiętuje modele widziane, niż tylko ze słyszenia, więc Tipo, Regata czy Ritmo zazwyczaj jeszcze dają Ojcu przewagę:) Kiedy jednak Junior zbytnio zapamiętuje się w zabawie, wówczas Ojciec stopuje go mówiąc "Fiat Kanapka", i póki Junior nie ugryzie, pogryzie i połknie, następne modele się nie pojawiają (fani motoryzacji nie muszą się więc obawiać, że pojawił się nowy, nieznany model:))

Jak kogoś interesuje, ile modeli Fiata Abartha występuje w zabawie, niech poszuka i zgaduje:) 

17:57, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2