Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
wtorek, 31 marca 2009

Trzeba trochę oderwać się od emocji weekendowych:)

Stonehenge

Któż nie słyszał o Stonehenge i jego zagadce?
Któż tam jeszcze nie był? (np. ja)
Kto nie chciałby mieć Stonehenge dla siebie?

Stop. Dla siebie? Czy ja nie zwariowałem (pewnie że zwariowałem, po co mi tyle kamieni:D - jak powiedziałoby Radio Erewań)? A można. Jakiś czas temu znalazłem ogłoszenie, że Pierwszy Urząd Skarbowy w Szczecinie oferuje na licytacji model Stonehenge za jedyne 6.978,75 zł. Jak ktoś ma bardziej wyrafinowane potrzeby, może kupić model Hagia Sofia, albo most w Mostarze, dla miłośników obiektów kameralnych proponuje się wiatrak holenderski. Na kolejną licytację już nie zdążycie[pdf], ale może jeszcze uda się coś załatwićw Urzędzie: telefon 091-813-05-70.

Stonehenge, my Stonehenge - gdzież ja Cię postawię w tym moim ogródku.. 

15:40, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 marca 2009

W tym wczorajszym wyścigu najbardziej żałuję nie tych straconych N punktów, tylko tego, że Robert nie miał już okazji pogonić Buttona. Bo ciekawe, czy rzeczywiście by go dogonił i poatakował. Button twierdzi, że Robert nie miał na to szans (prowadząc faktycznie mógł jechać spokojnie), ale był tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć:)

A swoją drogą, kiedy czytam w mediach, że Vettel "staranował" Kubicę, to już nawet śmiech przychodzi z trudem. Ech, pismaki.. Tyle że wielu tych, co nie oglądało, w to uwierzy:(

20:32, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2009

W ogólnonarodowej dyskusji, jaka rozpętała się po porażce w Belfaście, pt. czy Leo musi odejść, przeczytałem gdzieś myśl (może u Steca, może u Czado, nie pomnę), że "polski trener jest lepszy, bo dla niego posada selekcjonera to zaszczyt, a dla zagranicznego to ledwie praca, więc mniej mu będzie zależeć" (swoimi słowami). Chwilę się nad tym zastanowiłem, i ująłbym to od innej strony - dla polskiego trenera praca z reprezentacją Polski będzie zapewne szczytem życiowej kariery (bo i tak się zapisze w narodowej galerii sław, choćby i niesławnych), natomiast trener zagraniczny może przyjść na zasadzie "bo jest wolna posada", albo też dlatego, że liczy na osiągnięcie widocznego sukcesu do CV. Przypuszczam, że Leo przychodząc do Polski myślał, że skoro udało mu się z Trynidadem, to z Polską powinien osiągnąć co najmniej to samo (a może więcej). Na co liczy dzisiaj? Nie wiem (jeszcze nie czytałem żadnych jego pomeczowych wypowiedzi), może jeszcze wierzy w awans MŚ (na Euro już by i tak nie pracował, bo sam deklarował, że wtedy już będziemy mieć polskiego trenera), ale jeśli nie, to rzeczywiście lepiej, żeby już sobie darował.
A sama wyjściowa teza była oczywiście nieprawdziwa - jest bowiem wystarczająco dużo przykładów przeciwnych (Rehhagel w Grecji, Hiddink w Korei czy Rosji, czy Kasperczak w Afryce:))
20:39, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (8) »

Nieraz w dyskusjach o F1, zwłaszcza o zasadach punktowania, pojawiało się pytanie o to, o co walczą zawodnicy jadący na odległych miejscach. Dzisiejsze GP Australii znowu pokazało, że jest o co (przynajmniej póki Ecclestone nie przeforsuje swoich aktualnych propozycji). Ten, kto był dziesiąty na cztery okrążenia przed końcem, po wypadku Vettela i Kubicy i karze dla Trullego zdobywał dzisiaj dwa punkty (zresztą był to debiutant Buemi). That's racing.

A w przypadku Roberta to chyba można mówić o australijskim fatum:) - trzy razy startował, ani razu nie dojechał, za każdym razem trudno mówić o jego winie (tym razem było tego najbliżej, chociaż stewardzi uznali, że to wina Vettela - ja uznałbym to raczej za race accident, a Robert faktycznie zostawił Vettelowi bardzo mało miejsca na wyjściu z zakrętu, kiedy był już przed nim).

17:57, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »

Dzieci w procesie edukacji (na każdym etapie, nawet na tych przedprzedszkolnych) miewają różne pomysły i upodobania. Junior ostatnio opanowywał (z dużą radością i inicjatywą) operowanie kalendarzem. Najpierw nauczył się dni tygodnia, potem miesięcy. Ponieważ liczenie od dawna przychodzi mu nieźle, w tej chwili jego pierwsze słowa o poranku to najczęściej:
- Dziś dwudziesty dziewiąty marzec! [adekwatnie do daty]
po czym biegnie do drugiego pokoju i żąda przestawienia datownika na kalendarzu biurowym. O nieustającym odpowiadaniu na pytania "A kto ma urodziny w danym miesiącu.." Ojciec już nawet nie wspomina. Normalnie można sprzedać kalendarz, Junior go zastąpi:)
17:37, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 marca 2009

Mansard. Co to jest mansard? Takie pytanie dręczyło uczestniczkę "Milionerów". Na tyle skutecznie udręczyło, że się poddała. Polonistka, niech to szlag (niby że na wychowawczym? języka się nie zapomina). Jak to szło? "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie", rzekł Zamoyski cztery wieki temu. Ale to pewnie się na historii tylko stosuje, a nie na języku polskim..

A mnie dręczyło wtedy inny pytanie: czy mieszka się "na mansardzie", jak zaproponował autor pytania, czy też może raczej "w mansardzie"?

Tak czy owak: "Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę,/Z oknem na rzekę lub też na park".. (Edward Stachura) 

Tagi: Milionerzy
22:23, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (1) »

Weźmy takiego Jensona Buttona. Swego czasu jeżdżąc dla BAR trzeci kierowca świata (2004), w 2006 wygrał jedno GP i w klasyfikacji końcowej szósty (czyli per saldo ciut lepiej niż Robert Kubica w sezonach 2007-2008). Przez ostatnie dwa lata raczej jako czerwona latarnia, a najbardziej zapisał się w tym czasie w pamięci komentarzem na temat Danicy Patrick i jej ewentualnych startów w cyklu F1.

Weźmy starego poczciwego Rubensa Barrichello. Pamiętam go jako brazylijskiego szaleńca w Jordanie, później dwukrotny wicemistrz świata w Ferrari (nie miał szansy zostania mistrzem jeżdżąc jako dwójka za Schumacherem, co jest dodatkowym argumentem na niekorzyść Schumachera:)). W ostatnich dwóch latach jedno przypadkowe podium w deszczowym wyścigu na Silverstone, a najważniejszy wyczyn w tym okresie to ustanowienie rekordu liczby wyścigów w GP (wszyscy się tylko zastanawiali, czy się już wycofa, czy będzie go śrubował dalej).

Dzisiaj w kwalifikacjach do GP Australii: 1. Button, 2. Barrichello, z bezpieczną przewagą nad innymi. I niech mi ktoś potem mówi, że w F1 najważniejszy nie jest samochód, a dobry kierowca nie jest do niego tylko dodatkiem.

Patrioci w tym miejscu żachną się, że przecież Robert Kubica jako jedyny z "dawnej" czołówki, jadąc bez spornego dyfuzora i KERS-u, potrafił zająć czwarte miejsce w kwalifikacjach. W tym sporcie liczy się tylko wynik bezwzględny (zresztą jak zaczynamy doczytywać uwarunkowania, to sukces Roberta w Montrealu jako uzyskany głównie dzięki idiotycznemu zderzeniu Hamiltona z Raikkonnenem, jest mniej wart niż zwycięstwo Vettela na Monzie), więc nie pocieszajcie się, naiwniacy. Ważne, komu pierwszemu machną chorągiewką w szachownicę.

22:04, bartoszcze , F1
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 marca 2009

Ojciec rozpakowuje zakupy, które Junior z Matką przywieźli z marketu. Pewne zdziwienie Ojca budzą pomarańcze, całe oklejone małymi kolorowymi naklejkami (tak że wyglądają jak kuliste słupy ogłoszeniowe), zwłaszcza  że na niektórych naklejkach pisze "grapefruit".  Na nieme pytanie Ojca, Matka niespeszona odpowiada, że pomarańcze były bez naklejek, więc Junior musiał ich trochę poprzeklejać (żeby mieć co w domu wklejać do książeczki obok naklejek z bananów czy pomidorów).

Hmm. To się nazywa pasja:) 

20:34, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (1) »
środa, 25 marca 2009

Przeczytałem sobie właśnie, jak IPN pogłębia absurd lustracyjny, tym razem dopisując do listy "kontaktów operacyjnych SB" ks. Henryka Jankowskiego. Oczywiście interesujące jest przy tym, że na wszelki wypadek czynione są zastrzeżenia, że pewnie nie był świadom (skoro ks. Isakowicz nie wierzy, to pewnie wie co mówi i wtedy esbeckie teczki nie są wiarygodne). Ciekawi mnie tylko, kiedy zostanie odnaleziona teczka agenta "Kremówka" vel "Leskowiec", czytaj niejakiego ks. Karola Wojtyły?
11:37, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Zawsze dobrym pytaniem w takim przypadku jest, na ile uzasadniona jest liczba mnoga - czyli kto usiekł tego Bohuna:)

pojedynek Wołodyjowskiego z Bohunem

Ale tym razem o tyle mogę się do udziału w tej liczbie mnogiej przyznawać, że przynajmniej podpisałem którąś z e-petycji w tej sprawie. A poza tym to Rospuda jest sukcesem Nas Wszystkich. Może z wyjątkiem zaciekłych obrońców bagiennego wariantu drogi, co do których nadal nie wiem, czy ich motywacją jest duma urażona, czy ukryty interesik (bo nie potrafię sobie wyobrazić, aby miała to być jakaś nienawiść do unikalnej przyrody).

Tak więc cieszmy się, najlepiej razem z Wajrakiem:) 

00:20, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4