Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 31 marca 2013

Jak delikatnie sugerowałem w poprzedniej notce, w tym roku na Wielkanoc wpadło mi do głowy, żeby zrobić kaczkę. Rozejrzałem się więc po markecie, znalazłem specjalistyczną chłodnię z drobiem. Pod tabliczką "kaczki" leżały co prawda indyki, ale jakoś nie dałem się zrazić, przesunąłem się w kierunku indyków i bez zaskoczenia odnalazłem tam kaczki. 

W sobotę kaczka została natarta tym i owym, odstawiona, następnie wypchana znów tym i owym (amatorów ścisłych receptur odsyłam do szkół gastronomicznych oraz na blogi stricte kuchenne), władowana do piekarnika. Nowość sytuacji (bo chyba jednak nie zauroczenie) sprawiała, że zwracałem mniejszą uwagę na drobiazgi, licząc z niecierpliwością na efekt końcowy (może jeszcze czas odgrywał też jakąś rolę). 

Upiekła się. Dziś została rozporcjowana i napoczęta, i - skoro spokojny dzień nastał - jakoś tam mankamenta zaczęły wychodzić na jaw. Muszę nie bez urazy przyznać, że rzeczona kaczka jakaś taka była... niedogolona, jak również - mówiąc językiem bez mała prostackim - płaska jak decha (choć tłuszczu z niej wytopiłem zarazem tyle, że do prawdziwej wiosny mi smalcu starczy). Chyba jestem przyzwyczajony do młodych, gładkich i bardziej piersiastych kurek. 

Niemniej, kaczka zostanie moja, świętujcie przy swoich!

sobota, 30 marca 2013

Właściwie to po co najmniej dwudniowych przygotowaniach, prawie wszystko jest gotowe, coś tam jeszcze leniwie dochodzi w piekarniku (zagadka dla miłośników chaotycznej kuchni - co to może być takiego...), ale to już nic pilnego, na śniadanie nie będzie potrzebne (choć i tak będzie gotowe). Przypominam, żeby nic nie odkładać na rano, bo nam w nocy godzinę kradną i można rano nie zdążyć. 

Dokończywszy niezbędnych prac domowych, mogę się rozleniwić (zanim nadejdzie ten moment, w którym uświadomię sobie, że o czymś zapomniałem i będę musiał nerwowo gonić, żeby zdążyć). Czuję się już na tyle rozleniwiony, że pisać zasadniczo też mi się nie chce, i w związku z tym ograniczę się do zanotowania ku pamięci swojej i radości cudzej paru kawałków, które czepiają się mnie w ostatnich dniach niczym... eee, metafory mi się skończyły. W każdym razie najpierw będzie śpiąco, potem dynamicznie, a na koniec - ciepło, jak mi się zdaje, jeśli coś mi się pokręciło, to wybaczcie, pogodzie też się pokręciło. 

Nie gwarantuję, że jeszcze nie ponudzę w ten wydłużony weekend, ale jakby nie to już teraz wszystkim życzę Wesołych Świąt. 

środa, 27 marca 2013

W związku (mniej lub bardziej ścisłym) z napływającymi zapytaniami dotyczącymi opisanego w poprzedniej notce zdarzenia, niniejszym uroczyście oświadczam, że:
- śmieci nie stanowiły pamiątki rodzinnej,
- nie wiązał mnie z nimi żaden bliższy związek emocjonalny,
- absolutnie nie zamierzam poszukiwać ich aktualnych posiadaczy.

Jednocześnie dla precyzji oświadczam także, że:
- nie ukradziono mi pieca podobnego do bramy triumfalnej,
- nie ukradziono mi roweru,
- nie ukradziono mi księżyca (choć tu właściwie nie mam pewności, bo rzadko się ostatnio z księżycem widujemy). 

Ukradli mi tylko wiosnę, ale tu mam nadzieję, że jednak oddadzą.

12:51, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (7) »
wtorek, 26 marca 2013

Wystawiłem wieczorem przed dom worki z sortowanymi odpadami. Około północy, robię to zwykle tak późno jak się da, kiedy już nic innego mi się robić absolutnie nie chce, a nie czekam do rana, bo wtedy zwykle człowiek się spieszy i dodatkowa robota tylko wprowadza niepotrzebną nerwowość.

W nocy wiało obrzydliwie mocno, więc rano wyjrzałem, jak tam worki ze śmieciami. Worek ze szkłem był na miejscu. Worek z plastikiem był przewrócony. Worka z makulaturą nie było. Worek z puszkami (i innymi metalowymi odpadami) wisiał na płocie. To znaczy prawidłowo byłoby powiedzieć: worek po puszkach wisiał na płocie, pusty.

Rozejrzałem się po sąsiednich domach, u tych sąsiadów, którzy wystawili worki (to wciąż w pełni dobrowolne, bez przymusu choćby ekonomicznego), też nie widziałem ani worków na metal, ani na makulaturę. Najwyraźniej zbieracze odpadów urządzili sobie nocną szychtę między dwunastą a szóstą. Mam tylko nadzieję, że firma zbierająca odpady zostawi mi nowe worki, bo inaczej już się mogę zdenerwować, następnym razem być może spakuję wieczorem, ale wystawię już rano. 

Znalazców moich śmieci uprzejmie uprasza się o ich nieoddawanie. 

Tagi: śmieci
08:39, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (8) »
niedziela, 24 marca 2013

Zamiłowanie Juniora do spędzania czasu nad kalendarzem było już wspominane, choć teraz nie jest to już kalendarz "kartkowy" dzienny, tylko zwykły ścienny miesięczny. Postudiował go jednak (i to nie tylko tegoroczny) na tyle uważnie, by zastrzelić Ojca stwierdzeniem:
- Ojciec, a kwiecień i lipiec to są bliźniaki!

- ........????

- Bo zaczynają się zawsze w ten sam dzień tygodnia?

(Istotnie, (30+31+30):7=13)

sobota, 23 marca 2013

Jestem fatalnym konsumentem. Fatalnym nie tylko dlatego, że nienawidzę wszelkich sporów i spraw konsumenckich - reklamacji, gwarancji i tak dalej. Fatalnym dla wszystkich producentów i sprzedawców, bo kompletnie nie ulegam modom, a większość rzeczy używam jak stary westman, który nosi koszulę, póki ta się nie zedrze, a potem kupuje nową (to mogą pamiętać te dinozaury, które czytały Winnetou). Pewnie na takich jak ja producenci robią rzeczy jak najmniej trwałe, żeby jednak ten zakup wymusić.

Niemniej oczywiście zdarza mi się także, że jednak coś nowego kupuję. 

Na przykład kupiłem niedawno samochód, bo starym jeździłem 10 lat. Właściwie mogłem nim jeździć dalej, ale robiła się dziura w masce (a już nie chciałem inwestować w naprawę). 
Kupiłem też nowy odkurzacz. Stary miał 15 lat. Zepsuł się kiedy go niosłem do punktu odbioru elektroodpadów.
Nowe komputery kupiłem nie dlatego, że przestały działać, tylko dlatego, że otoczenie przestało z nimi współpracować. 10-letni pecet zresztą nadal stoi w pokoju dziecka.
I tak jeszcze parę sporych sprzętów domowych mógłbym wymieniać, działających przez długie lata przed odesłaniem na emeryturę.

Oczywiście jest jeszcze parę rzeczy, których się mimo lat nie pozbyłem. Mam na przykład findesieclową kurtkę zimową, w której wymieniłem jedynie zamek, a do niej widoczną z daleka czapkę z rogami, której w tym roku stuknie pełnoletniość. Mam też (i używam dość regularnie) garnitur kupiony na ślub brata. Brat się rozwiódł, a garnitur - nie.  

22:05, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (5) »
piątek, 22 marca 2013

Z gwiazdką, czyli sami wiecie. Wszystko* w tej notce będzie oszukane względem tytułu: ani nie będzie to 10 utworów, ani nie będą to najlepsze utwory, ani nawet najbardziej ulubione utwory. Będzie to taki wybór fajnych kawałków, które lubię (pierwsza cecha wspólna) i które nie pochodzą z najlepszej płyty ever (przynajmniej R.E.M.) - to drugie oczywiście oznacza, że nie będzie też Najpiękniejszego Kawałka Świata (już kiedyś wspomniałem chyba jakiego, a kiedyś i tak zrobię o nim notkę). 

Zaczniemy od czegoś depresyjnego (a potem będzie lepiej). Z R.E.M. poznaliśmy się (jak w przypadku większości) przy okazji Losing My Religion, kiedy w domu pozyskałem antenę satelitarną i dostęp do MTV. Kasetę (nie, nie płytę, droga młodzieży, kasetę) Out of Time dopadłem później i... trochę byłem rozczarowany. Zapadł mi jednak wtedy w pamięć ten utwór (nie, nie ubierałem się na czarno w bólu egzystencjalnym, po prostu działał). 

Później była historia pewnego rozczarowania - po Genialnej Płycie przyszła pora na płytę, która wydała mi się zbyt ciężka i agresywna. Niemniej jednak What's the Frequency, Kenneth, mi się spodobało (może dlatego że spod gitar coś wyzierało). Potem było kilka Różnych Płyt, które również albo miały w sobie jakiś naprawdę zapadający w ucho kawałek, albo.. nie miały, o niektórych już nawet kiedyś przynudziłem, o tutaj, i miałem właściwie sto procent pewności, że o tym też - ale szukając na wszystkie sposoby nie znalazłem, najwyraźniej zgubiłem notkę (albo mam początki demencji czy halucynacji). Ostatnie utwory, jakie mocniej zapadły mi w pamięć przy przesłuchiwaniu nowych płyt, pochodziły z roku pańskiego 2004, czyli Leaving New York (wyjątkowo w wersji koncertowej, bo tylko taką mieli na oficjalnym kanale na YT) oraz zaskakujące The Outsiders (jeśli komuś smęci za bardzo to trudno, jeszcze się odmieni, zawsze można puścić choćby to). 

Notka jest spod ciemnej gwiazdki, więc należy przynajmniej trochę złamać wymienioną we wstępie zasadę, że nie będzie utworów z Najlepszej Płyty (którą mógłbym puszczać w całości lub losowo). Tylko trochę, bo.. z kasety, i miałem na niej tego utworu tylko trochę, parę dźwięków dosłownie, jakoś tak dziwnie zostało nagrane; na płycie już tego nie było, zachodziłem długo w głowę, co to właściwie było, w końcu dzięki internetom znalazłem, że to utwór zamieszczony na singlu (na stronie B) jednej z piosenek Najlepszej Płyty. Na dobranoc dziś: Lion Sleeps Tonight.  

Tagi: muzyka
21:18, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 marca 2013

Temat być może będzie później też kontynuowany, bo jest złożony, a poprzednia notka na pewno go nie wyczerpała (i dzisiejsza też tego nie zrobi). 

Słynna emerytka z Sochaczewa - jak wiadomo - odzyskała swoje 28 tysięcy złotych (zdaje się aktualnie pokryła je w geście dobrej woli Krajowa Rada Komornicza, ale mniejsza o to). Trochę jej pomógł w organizowaniu protestów sąsiad prowadzący firmę, niejaki Pietrzak Mikołaj, przyzwoity człowiek. Jakiś czas potem przyszedł do niej i zapytał, czy ona nie pomogłaby jemu, bo czeka na spływ pieniędzy z dużego kontraktu, a jako porządny przedsiębiorca nie chciałby zalegać ludziom z płatnościami. Emerytka zgodziła się, i pożyczyła mu 20 tysięcy, sąsiad przyniósł odpowiednią umowę.. a tydzień później jakiś pijany w niego wjechał samochodem. 

Kiedy emerytka odżałowała chłopa, uświadomiła sobie nagle, że skoro sąsiad przeniósł się na lepszy świat, to pożyczki jej nie odda (a jego firma zamknęła podwoje i sama się dalej nie prowadziła). Sąsiad mieszkał sam, na pogrzebie pojawiła się jakaś rodzina, w tym była żona sąsiada z synem. Emerytka poczytała, pomyślała i zaczęła działać - skoro zmarły miał majątek, to prawo przewiduje, że tenże majątek ktoś musi odziedziczyć, a wraz z nim i obowiązek zwrotu pożyczki. Dzielna wierzycielka - nie wiedząc gdzie rodzina zmarłego mieszka - napisała więc do Ministerstwa o udzielenie jej informacji z bazy PESEL, i po paru miesiącach otrzymała informację, że pan Jan Pietrzak jako spadkobierca Pietrzaka Mikołaja, mieszka sobie w mieście X przy ulicy Y. 

Mógłbym ciągnąć tę anegdotę dalej, doprowadzając ją do zajęcia rachunku Pietrzaka Jana, ale przejdę do jej puenty. Otóż na wysłane do Pietrzaka Jana pismo z prośbą o spłatę pożyczki, tenże odpisał w tonie dość zdziwionym, że nie bardzo rozumie, o co naszej bohaterce chodzi. Okazało się bowiem, że była żona sąsiada, Zofia Pietrzak, miała syna Jana - ale ze swoim pierwszym mężem Krzysztofem Pietrzakiem (zmarłym wiele lat wcześniej), niespokrewnionym z Mikołajem. I choć Pietrzak Mikołaj się Janem przez wiele lat opiekował jak ojciec, to formalnie nigdy go nie adoptował, więc Jan do spadku po ojczymie nie aspirował (i za długi ojczyma nie odpowiadał). I pomyśleć, co by było, gdyby to wyszło dopiero w egzekucji...

W tej anegdocie zmyślone są nazwiska i źródło długu (w tym oczywiście udział emerytki z Sochaczewa). Prawdziwa jest historia z poszukiwaniem spadkobierców dłużnika, ministerialną pomyłką i listem "syna" o przypadkowo zbieżnym nazwisku. Jak widać, mimo dołożenia dużej staranności, pomyłki są możliwe bez własnej winy.

Tagi: windykacja
10:35, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 marca 2013

Cóż za sezon. Poprzednia porcja zajawek odsyłała do notek o sukcesach, potem była notka o wielkiej radości, a dziś znów zajawki o tym, że na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl umieściłem kolejne notki o przewagach skoczków:
- Historyczny konkurs,
- Piotr Drugi.

 Tym ciekawsze robią się rozważania O plebiscytach

17:33, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2013

Dostałem maila. Maila poetyckiego (choć bardziej jeszcze byłby poetycki, gdyby zadbać o wersyfikację). 

Hello I Dasha. My friend I looked your structure. It has very much liked me. I want To correspond with you letters. I wish to inform directly on myself: My name is Anna. I was born in the city of Samara, Russia. I here live since a birth. I was born in 1985. To me of 28 years. At me Brown eyes (beautiful.) I the blonde.

Ale też jednak nie chciałbym zbyt wiele wymagać od blondynki dwojga imion.

I have no children, but I very much I wish to have the girl and the boy. I think, that children in live-this most Happy. I love various cultures. I like to study history, it to me Very much it is pleasant. I work as the bookkeeper in firm. Mine Work very much is pleasant to me. At leisure I like to visit Library to go to cinema, to watch TV, go in sports Hall. Most my hobby is fitness. I very much like to go in for sports, I Much I run in the mornings.

Jak powiedziałaby matka Adriana Mole'a, to marzenie oznaczałoby odbycie co najmniej dwóch stosunków seksualnych (a potem może iść biegać). Wróć, mogą się trafić bliźnięta.

I The formed woman, has left school on 4 and 5. Has then acted in University. Has finished it too well. Then I have gone to work. I studied as the bookkeeper. It would be fine, If I and you could do Friendship or more than simply friendship. I search Serious attitudes, and I shall be happy To study you more close.

Boję się pomyśleć o tym, że księgowa będzie mnie studiować żeby zrobić ze mną coś więcej niż prosta przyjaźń. W końcu może się skończyć dwójką dzieci, c'nie?

Will be It is fine, if we can exchange some letters and photos. Write to me what your purposes and plans during the future? That you search in To the woman? Inform more on a place Where do you live. I shall look forward to hearing from You. 
I know English language well enough. I hope, that our dialogue will make sense.  

Dialogi bez sensu też bywają interesujące, choć raczej wtedy, gdy uczestnicy dialogu zdają sobie z tego sprawę i świetnie się tym bawią.

I think, that problems at us with dialogue will not be.

Yes, my Master, may the Force be with you.

Gdyby mi nie było szkoda sprawdzonego adresu mailowego, to bym potrollował spamera.

 
1 , 2