Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
wtorek, 31 marca 2015

Zmęczony jakiś jestem, pogoda mi zdrowie i samopoczucie szarpie, a przez dwa ostatnie dni wariowała całkowicie. Człowiek zmęczony jest mniej kreatywny, w sam raz by coś poczytał, ale - mówiąc szczerze - do końca dnia żadnej zaczętej książki nie skończę (tym bardziej nie skończę żadnej którą bym dopiero musiał zacząć), a że dziś ostatni dzień marca...

Jak pisałem w zeszłym miesiącu, przyłączyłem się do zabawy pt. "Przeczytam w roku 2015 co najmniej 52 książki" i zapowiedziałem raporty kwartalne (bo miesięczne wydały mi się nazbyt częste). Mniej lub bardziej szczegółowe zasady są tutaj, a że kończy się kwartał, to można zupełnie spokojnie zapisać, co już w tym kwartale zostało przeczytane - a, nie ukrywam, nazbierało się. Recenzować każdej pozycji nie będę (bo nie o to chodzi), ewentualnie jakieś uwagi przy niektórych pozycjach może, jedna prawie na pewno doczeka się odrębnego wpisu.

1. Lisa See, Sieć rozkwitającego kwiatu
2. Leonie Swann, Triumf owiec
3. Jakub Żulczyk, Zrób mi jakąś krzywdę /e/
4. Terry Pratchett, W północ się odzieję /p/
5. Mario Vargas Llosa, Dyskretny bohater
6. Terry Pratchett, Kapelusz pełen nieba /p/
7. Radek Teklak, Piórkiem i mięsem /e/
8. Sławomir Koper, Życie towarzyskie elit PRL
9. Karolina Pochwatka, Post /e/
10. Terry Pratchett, Ostatni bohater /p/
11. Alicia Gimenez-Bartlett, Wysłańcy ciemności
12. Stephen Clarke, Paryż na widelcu. Sekretne życie miasta
13. Michał Brzostowicz, Maciej Przybył, Jacek Wrzesiński /red./, Targi, jarmarki i odpusty  /p/
14. Terry Pratchett, Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury /p/
15. Ernest Hemingway, 49 opowiadań
16. Michael Connelly, Piąty świadek
17. Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Bohater z cienia. Losy Kazika Ratajzera
18. Kurt Diemberger, Góry i partnerzy
19. Paweł Ziętek, Nie karmić zwierząt /e/
20. Donna Leon, Mętne szkło

Tu może tytułem wyjaśnienia technicznego - ponieważ jestem liberalny co do formy, więc litera /e/ oznacza książkę przeczytaną w formie e-booka (jak nie na smartfonie to w komputerze, specjalnego czytnika nie próbowałem się dorobić). Litera /p/ nie oznacza jednak książki papierowej (te są bez znaczków), tylko książkę w formie pliku pdf (których z różnych względów nie uważam za ebooki). 

Nie ukrywam, że wiele z powyższych zacząłem czytać przed Nowym Rokiem, a niektóre tak dawno, że wstyd trochę się przyznawać (można pytać przed którym Nowym Rokiem). Na pewno tak długo nie czekał "pechowy" numer 13, tu mogę powiedzieć że po skończeniu numeru 12 miałem otwartych kilka książek na raz i do skończenia żadnej szczególnie mi się nie spieszyło; jest to zarazem pozycja o tyle zaskakująca, że trafiła mi do ręki dość przypadkowo, ot, gdzieś trafiłem na linka (nie wiem czy nie na Archeowieściach) że można sobie za darmo ściągnąć, skorzystałem, szczególnie nie żałuję (to zbiór wykładów popularnonaukowych wygłoszonych na lokalnej imprezie, niektóre całkiem, całkiem). 

Pisałem już że zmęczony jestem? No właśnie. To jeśli kogoś ciekawość trawi odnośnie jakiejś pozycji (czy dobra albo co mi odbiło żeby to czytać), to może oczywiście zapytać, a ja odpowiem przy innej okazji. Dziś w każdym razie wielkiego czytania już nie będzie...

Tagi: książka
20:08, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 30 marca 2015

Europejski raj: Zostałeś zaproszony na oficjalny lunch.
Powitał Cię Anglik, jedzenie przygotował Francuz, a Włoch zajmuje się Tobą przy stole.
Wszystko zostało zorganizowane przez Niemca.
Europejskie piekło: Zostałeś zaproszony na oficjalny lunch.
Powitał Cię 
Francuz, jedzenie przygotował Anglik, Niemiec zajmuje się Tobą przy stole, ale nie martw się, wszystko zorganizował Włoch."

Ten dowcip został zaproponowany przez Belga, jako Oficjalny Dowcip Unii Europejskiej, którego powinien uczyć się każdy uczeń w szkole. Żart ten ma poprawić stosunki międzynarodowe oraz będzie promował poczucie humoru i kulturę.

Zebrała się więc Rada Europejska, aby zdecydować, czy dowcip zostanie Oficjalnym Dowcipem Unii Europejskiej.

Brytyjczyk oświadczył, nie zmieniając wyrazu twarzy i nie ruszając szczęką, że żart jest prześmieszny.
Francuz zgłosił sprzeciw, ponieważ Francję zaprezentowano w żarcie w negatywnym świetle.
Polska również się sprzeciwiła, ponieważ w ogóle nie została ujęta w żarcie.
Luksemburg zapytał, kto posiada prawa autorskie do żartu, a przedstawiciel Szwecji, chytrze się uśmiechając, nie powiedział ani słowa.
Dania zapytała, gdzie w dowcipie jest odnośnik seksualny, bo jeśli żart ma być śmieszny, to przecież taki odnośnik musi się w nim znaleźć.
Holandia nie zrozumiała żartu, a Portugalia nie zrozumiała co to jest "żart". Czy to jakieś nowe pojęcie?
Hiszpan wyjaśnił, że żart jest śmieszny tylko wtedy, gdy powiemy, że lunch odbywa się o 13, a przecież wtedy jest śniadanie.
Grecy poskarżyli się, że nie poinformowano ich o lunchu, przegapili więc okazję, żeby najeść się za darmo i zawsze się o nich zapomina.
Rumunia zapytała co to jest "lunch".
Litwa i Łotwa poskarżyły się, że zamieniono ich tłumaczenia, co jest nie do zaakceptowania, nawet jeśli zdarza się nagminnie.
Słowenia odpowiedziała im, że jej tłumaczenie zostało całkowicie zagubione i jakoś się nie skarży.
Słowacja oświadczyła, że jeśli żart nie był o kaczuszce i hydrauliku to znaczy, że ich tłumaczenie jest błędne.
Na co Brytyjczyk oświadczył, że taka wersja również jest prześmieszna.
Węgry jeszcze nie skończyły czytać 120 stron swojego tłumaczenia.

Wtedy wstał Belg i zapytał, czy ten Belg, który zaproponował żart, był francuskojęzyczny czy flamandzkojęzyczny, bo jeśli był francuskojęzyczny,to na pewno żart zostanie poparty, a jeśli flamandzkojęzyczny, to Belgia będzie musiała żart odrzucić, niezależnie od jego walorów.

Na zakończenie spotkania Niemiec powiedział, że miło jest tak sobie obradować w Brukseli, ale teraz i tak trzeba będzie złapać pociąg i pojechać do Strasburga, żeby podjąć decyzję. Poprosił także, by ktoś obudził Włocha, żeby nie spóźnił się na pociąg i żeby wszyscy zdążyli wrócić do Brukseli przed końcem dnia, by móc przedstawić decyzję na konferencji prasowej.

"Jaką decyzję?" zapytał Irlandczyk.

I wszyscy uznali, że najwyższy czas napić się kawy. 

niedziela, 29 marca 2015

Staram się unikać wyborów jak tylko mogę, ale to trudna sprawa, kiedy z każdego kąta na człowieka wyskakują kandydaci, ich sztabowcy, bonmoty i wpadki. Jak już na mnie wyskoczą, to staram się ignorować dla spokoju ducha i ochrony połączeń nerwowych, ale czasem też się nie da, kiedy człowiek parsknie śmiechem.

Z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu tak zwani najważniejsi kandydaci mają jakieś swoje autobusy o wdzięcznych nazwach (na własne oczy tych busów nie widziałem, tylko jakieś zdjęcia za które ręczyć nie będę). Nawiązała do tego kontrkandydatka, pani dr Ogórek, stwierdzając że inni kandydaci "mają 16 autokarów", zaś ona może dojechać PKS-em... I tak mnie śmieszność tej wypowiedzi dręczy, że aż przelałem ją w tak zwanego mema:

ogórek PKS wybory

(jeśli ktoś nie rozumie co mnie w tym śmieszy, widocznie nie pamięta już tych autobusów i jak się je potocznie nazywało)

18:41, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 marca 2015

Jutro Niedziela Palmowa. Względnie prosta logika sugeruje, że dziś w takim razie powinna być Sobota Palmowa (bo Wigilia Palmowa, przyznacie, nie brzmi jakoś szczególnie dobrze).

I pomyśleć, że mogłem sobie zrobić cały Tydzień Palmowy. Gdybym skorzystał z podesłanej mi wczoraj, naprawdę atrakcyjnej cenowo (pięć gwiazdek all inclusive za niespełna 1200 za tydzień) oferty last minute, i pojechał był dziś rano przed świtem na lotnisko, to teraz byczyłbym się pod palmami. Daktylowymi, ale zawsze.

Jeśli ktoś przypuszcza że mi palma odbiła, to uczciwie odpowiadam, że sprawdzę jutro, na razie jestem po prostu zmęczony po intensywnym dniu.

Tagi: bzdury
22:41, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2015

Bóg dał nam Paryż, Wenecję
architekturę secesyjną, zegarki
i zegary art deco 

Kiedy w ostatnich tygodniach tekst ten zaczął krążyć po fejsbuku, wywołując niebezzasadne ochy i achy, ja... poczułem się niepewnie. Pod tekstem pojawiło się bowiem nazwisko Kotański (Andrzej), dotąd mi osobiście nieznane, tekst zaś był mi jak najbardziej znajomy...

dał nam poziomki
zamglone świty za oknem kawiarni
sklepy 

Zacząłem wtedy guglać intensywnie, znalazłem ten tekst oczywiście publikowany wielokrotnie w różnych zakątkach internetu dobrych kilka lat temu - ale cały czas nie umiałem się oprzeć przekonaniu, że dotarł do mnie dużo wcześniej, jeszcze w czasach powolnego internetu, kiedy wszystko co najfajniejsze chodziło w mailach (aczkolwiek nie były to już czasy, kiedy łatwiej było dostać płytę CD z zapisem "kompletnych interesujących stron internetowych" niż te strony załadować z sieci)

dał nam Tomasza Manna oraz Prousta
a także wrzosowiska Irlandii 

Dziś pojawił się znowu i aż - korzystając ze sprzyjających okoliczności - zapytałem (nieco podchwytliwie) o datę publikacji tego dzieła. A że Marceli bardziej jest ode mnie w internetsach biegły (a może też żyje w innym bąbelku Googla), to wynorał datę pierwotnej (?) publikacji prasowej: 1995. I zaraz uśmiechnąłem się, bo to znaczyło, że Szuwarek jak najbardziej mógł nam to przysyłać mailem w okolicach roku 2000.

oraz wymyślił bilard i nastolatki
i tysiąc innych rzeczy
jak wodospady, Boską Komedię,
fajki, wiersze Rilkego,
ulice wysadzane platanami
na południu,
amerykańskie samochody z lat czterdziestych,
pióra Mont Blanc, przewodnik
po Grenadzie oraz
Koniaki, Giny, Whisky i Bordeaux 

I tylko mam wrażenie, że na koniec dopisywano zwykle jakiś przymiotnik.

na pewno nie w tym celu
żebym siedział
przez osiem godzin dziennie
w pracy
jak jakiś chuj

/Andrzej Kotański, "Canto"/ 

18:44, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (5) »

I znów śledzę informacje z portali i forów lotniczych, bo w trudnych do wytłumaczenia okolicznościach spadł samolot pasażerski, tym razem niemiecki lecący z Barcelony do Dusseldorfu. Rozbił się w Alpach, na skraju Prowansji.

Kiedy wczoraj przyglądałem się miejscu katastrofy, uderzało mnie, w jak bezludne miejsce trafił samolot lecący nad Francją jak po sznurku, bez próby odejścia na bok, zniżający się spokojnie aż do uderzenia w grań z pełną szybkością. Dręczyła mnie myśl (nawet o mało o tym nie napisałem), że wygląda to jakby piloci świadomie wybrali miejsce, w którym nikomu nie będą w stanie zaszkodzić (jeżeli nie mogą już uratować samolotu).

Włączam dziś rano wiadomości i czytam (niepotwierdzone na razie) informacje, jakoby kapitan miał wyjść z kabiny na chwilę, a po powrocie zastać zablokowane drzwi (mechanizmy uniemożliwiające terrorystom dostanie się do kokpitu). Cokolwiek stało się na pokładzie tego airbusa (a możemy się nie dowiedzieć patrząc na stopień zniszczenia samolotu), wygląda na to, że moje wczorajsze odczucia szły w dobrym kierunku. 

Tagi: katastrofa
09:29, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 marca 2015

Świt. Junior obudzony wcześniej przez Matkę, jest wizytowany przez Ojca w celach motywacyjnych związanych z Newtonowską dynamiką sempiterny. Junior zbolałym głosem (nieco smarka) rzecze do Ojca:
- Ale ja jestem strasznie niewyspany...

Na co Ojciec w lot odpowiada:
- Ja też jestem niewyspany, wstałem godzinę temu...*

I tylko Junior nie wie, że Ojciec w duchu dopowiada "jestem zawsze niewyspany" głosem Bannera z Avengersów - kiedy ten przed transformacją w Hulka mówi do Rogersa "Zdradzę ci sekret: jestem zawsze wkurzony". 

*na faktach

Tagi: dialogi film
07:24, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 marca 2015

Wymyśliłem to (nie żeby było to jakieś wielkie odkrycie) przy kaczce. To znaczy: po upieczeniu kaczki, zwykle w naczyniu zostaje sporo sosu, mocno tłustego. Jak się go odpowiednio wystudzi, zostaje smalec (jeżeli za mało się odparowało, to sos powinien się rozdzielić na dwie frakcje - jedną będzie smalec, a drugą całkiem niezła zwykle galaretka). Tenże smalec oczywiście świetnie się nadaje potem także do wszelkiego rodzaju smażenia...

Przy następnej kaczce zadałem sobie pytanie już na etapie przygotowania do pieczenia - a właściwie gdybym tak od razu jakoś wykorzystał te kawałki tłuszczu spod skóry (choćby do wysmarowania naczynia)... Potem to samo rozumowanie przeniosłem też na kury (całkiem tłuste bywają), i właściwie okazało się, że do przyrządzenia mięsa nie muszę sięgać po butelkę z oliwą, bo wystarczy odpowiednio wykorzystać własne (zwierzyny) zasoby tłuszczu.

Wziąłem dziś kawał karczku, rozdzieliłem mięso od tłustego. Wrzuciłem tłuste do gara, postawiłem na malutkim ogniu. Wytopiły się solidne dwie-trzy łyżki tłuszczu (co się nie wytopiło, okazało się nienajgorszą skwarką). Zastygły w sympatyczny smalczyk, który jednakowoż w późniejszym etapie spokojnie roztopiłem z powrotem i obsmażyłem wszystko jak należy, zanim przeszedłem do duszenia. I tak oto ani drobina się nie zmarnowała, a wieprzek okazał się samowystarczalny (i pyszny, dodajmy bez związku z głównym tematem).

21:34, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (5) »
środa, 18 marca 2015

Każdy ma prawo założyć jakąś organizację, na przykład zawodową, i często z tego korzysta (znaczy zakłada lub do już założonej przystępuje). Kierowcy wyścigowi nie są wyjątkiem, w końcu w zbiorowości siła i łatwiej cokolwiek załatwić wspólnie niż pojedynczo, już w 1961 roku powstał związek kierowców F1, używający nazwy Grand Prix Drivers' Association (ciekawostka: od roku 1996 działa w formie brytyjskiej spółki z siedzibą w Londynie). Przynależność do niego nie jest obowiązkowa, ale ostatnio była zasadą raczej niż wyjątkiem.

Działalności GPDA prawie się nie dostrzega, ostatnio zwykle raz czy dwa razy do roku pokazywało się zdjęcie, jak cała grupa kierowców wesoło się uśmiecha przy wspólnej kolacji. Historycznie rzecz biorąc, GPDA od samego początku zajmowała się przede wszystkim kwestiami bezpieczeństwa w wyścigach, przyczyniając się do rozwoju standardów - i trudno powiedzieć żeby czymkolwiek jeszcze. Pod koniec zeszłego roku komentatorka Kate Walker pisała, że GPDA powinien okazać się organizacją godną swojej nazwy i zająć się prawami kierowców jako pracowników - przy czym punktem wyjścia dla jej wypowiedzi była sytuacja w McLarenie, który nie miał ogłoszonych kontraktów na rok 2015, i nie było wiadomo kto z trójki: Alonso, Button, Magnussen, zostanie na lodzie, w zasadzie może bez możliwości ścigania się w F1 (jak wiadomo, Alonso i Button mają ostatecznie kontrakty wyścigowe, a Magnussen kontrakt rezerwowego, z którego ile mógł, tyle skorzystał w ten weekend w Australii). 

Ani Walker, ani nikomu innemu raczej się nie śniło nawet, że pod znakiem respektowania kontraktów kierowców będzie stała pierwsza połowa marca. Sprawy wojny (krótkiej dość) między Giedo van der Garde a Sauberem o dostęp do fotela, zakończonej ostatecznie polubownie: rozwiązaniem kontraktu i wypłatą odszkodowania (obejmującego kwotę zapłaconą przez sponsorów prawie na rok przed rozpoczęciem sezonu), relacjonować tu w szczegółach nie będę. Kiedy jednak po raz pierwszy usłyszałem, że van der Garde ma w ręce wyrok uznający de facto ważność jego kontraktu na rok 2015, pomyślałem sobie "ciekawe kiedy odezwie się w tej sprawie szef GPDA Alex Wurz". Wiedziałem, że Sauber ma niezaprzeczalnie równie ważne kontrakty wyścigowe z dwoma innymi kierowcami (których sponsorzy, ekhm, płacą zespołowi znacznie więcej), aczkolwiek w zeszłym sezonie nie próbowałem się nawet zastanawiać, dlaczego mimo gromkich protestów Holendra zespół podpisuje kontrakty z tymi "nowymi" (inna sprawa, że kontrakty są ściśle tajne, więc wszelkie rozważania byłyby czczymi dywagacjami). 

Van der Garde zakończył swoją przygodę z Sauberem publicznym apelem o wprowadzenie standardów chroniących prawa kierowców. Sauber ma przed sobą proces (zapewne o odszkodowanie) z Adrianem Sutilem, który również ma wazny kontrakt na 2015. Felipe Nasr i Marcus Ericsson, którzy w niedzielę zdobyli dla Saubera pierwsze od roku punkty, nie są zdaje się członkami GDPA.

21:41, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 marca 2015

Junior zgłasza się do Ojca po stuzłotową zaliczkę na szkolną wycieczkę (dobrze jest otrzymywać esemesy od dziecka, ale dlaczego "kochane pieniądze dajcie rodzice"?). Otrzymany banknot ogląda przez chwilę, po czym stwierdza:
- Po raz pierwszy w moim portfelu zagości banknot stuzłotowy...

Ojciec mruknął pod nosem, że faktycznie banknot będzie tam tylko gościem i to na krótko. 

Tagi: dialogi
10:21, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3