Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
środa, 28 kwietnia 2010

Nigdy szczególnie nie przepadałem za szczypiorniakiem, nawet w okresie naszych przewag reprezentacyjnych. Zawsze bowiem miałem wrażenie okropnej schematyczności w tym rozgrywaniu piłki w poprzek boiska, z jednej strony na drugą, szukając pozycji, która pozwoli przebić się przez mur obrońców, i tak kilkadziesiąt razy w meczu.

Podobny schemat czasem obserwuje się w futbolu, kiedy jedna drużyna desperacko broni się, stawiając mniej lub bardziej udatnie autobus w polu karnym, a druga naciera, szukając drogi górą i dołem, bokiem lub środkiem, ale zawsze nadziewając się na ustawiony w polu karnym mur. Kiedy "nasza" drużyna osiąga dzięki temu sukces, nazywamy tę obronę heroiczną (lub "obroną Częstochowy"), kiedy wygrywa ktoś inny - mówimy o mordowaniu futbolu. Półfinał Barcelona-Inter był typowym przykładem takiego meczu, epitety każdy może dopisać sam; ja czułem się jak na meczu szczypiorniaka, i było to jednak rozczarowujące.

Aha, gdyby ktoś pytał: gola Krkicia należało uznać, a Pique był na spalonym.

Była sobie lista dyskusyjna przeznaczona dla prawników, prowadzona (od strony technicznej) przez wydawnictwo prawnicze. Działała jeszcze w ubiegłym wieku, czytały ją setki prawników (akurat kiedyś dostałem w tej kwestii informacje z pierwszej ręki, czyli od administratora), dziesiątki dyskutowały. Pojawiały się od czasu do czasu incydentalne pytania o zmianę czy poszerzenie formuły, ale generalnie większości było dobrze jak było.

Do czasu jednak. Wydawnictwo postanowiło wyjść naprzeciw nowoczesnym potrzebom świadomych klientów i wymyśliło forum z bajerami (tworzenie profili uczestników itepe). Żeby się zaś klienci nie męczyli, postanowiło zamknąć listę dyskusyjną, uprzejmie powiadamiając o tym jej uczestników z niespełna czterodniowym wyprzedzeniem. Cóż. Po pięciu godzinach od powiadomienia, założona została nowa lista dyskusyjna, po dwunastu godzinach od jej założenia zapisanych było już stu użytkowników. Na forum zaś, w części specjalnie przeznaczonej dla użytkowników listy, pojawił się raptem jeden wątek, o charakterze informacyjny raczej; nie wiadomo ilu uczestników zarejestrowało się na nowym forum (cóż, wydawnictwo nie pomyślało o automatycznym przyznaniu dostępu wszystkim uczestnikom listy).

Jak to ujął jeden z weteranów listy, którego zacytuję anonimowo: "Nie minie dzień i wszyscy aktywni dyskutanci z listy liczącej przeszło 10 lat pójdą sobie. Co za fail ;)"

wtorek, 27 kwietnia 2010

Prawda wyszła na jaw. Prominentna przedstawicielka PiS oficjalnie przyznała dzisiaj, że prezydent Lech Kaczyński "wielokrotnie powtarzał, że głową państwa powinien zostać jego brat" Jarosław Kaczyński. Katastrofa smoleńska znacząco mu to ułatwiła, rozwiązując problem urzędującego brata i dając kapitał współczucia społecznego, który jest jedyną szansą uzyskania wystarczającego poparcia. Przypomnijmy, że cały wyjazd był organizowany przez kontrolowane przez prezesa PiS służby prezydenckie, a Jarosław Kaczyński "w ostatniej chwili" musiał zostać z chorą matką.

Kto nie chce, ten niech nie wierzy.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Czytam dzisiaj, że Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza znieść sądy gospodarcze. Generalnie na stronie Ministerstwa takiego projektu nie znajduję, więc trudno mówić o szczegółach (a relacjom medialnym tradycyjnie wolę nie dowierzać). Zakładając jednak, że co najmniej niektóre z pojawiających się informacji są prawdziwe, przyjrzę się sprawie w trzech aspektach:
1/ likwidacji odrębności procedury,
2/ likwidacji odrębności sądów,
3/ likwidacji odrębności wydziałów.

Jeśli idzie o procedurę, to ta w ostatnich latach coraz bardziej stawała się bożkiem (nawet nieszczególnie złośliwi przywoływali termin "proces formułkowy"), który przede wszystkim pozwalał sądom na odbębnienie wielu spraw niewielkim kosztem pod hasłem "nie wniesiono w terminie zgodnie z wymogami kodeksu.." i sprawa klepnięta, numerek zaliczony, nie trzeba się męczyć (akurat w innych procedurach też ustawodawca robi co może, żeby do tego modelu dojść jak najszybciej). Jakkolwiek w zamyśle rygory proceduralne miały przede wszystkim ograniczyć przewlekanie spraw, to raczej doprowadziły do karykaturalizacji systemu, nieraz prowadząc do sytuacji, w której widzimisię sędziego w interpretacji przepisu zamykało drogę do normalnego prowadzenia sprawy. Zgadzając się więc, że aktualny model procesu (aczkolwiek - jak pisałem - niekoniecznie dotyczy to tylko postępowania gospodarczego) jest chybiony, należałoby zreformować to postępowanie, godząc potrzebę ograniczenia czasu trwania procesu z rozsądnym podejściem do jego rygorów - do czego jednak nie trzeba wylewać dziecka z kąpielą.

Postulat likwidacji odrębności sądów jest o tyle chybiony, że wbrew nazwie "sądy gospodarcze" nie istnieją odrębne jednostki o tej nazwie. Wszelkie mi znane to po prostu wydziały gospodarcze odpowiednich sądów powszechnych, rejonowych czy okręgowych (w sądach apelacyjnych już takiego wyodrębnienia nie ma wcale).

Obawiam się natomiast likwidacji wydziałów gospodarczych. Prowadziłaby ona do tego, że sędziowie staliby się sędziami wydziałów cywilnych, zajmujących się jednak w 98% innymi sprawami. Być może w niektórych sądach cywilnych by się to przydało, ale problem polega na tym, że sędzia z sądu cywilnego rzucony nagle do spraw gospodarczych, nie znając rzeczywistości obrotu gospodarczego choćby z prowadzonych spraw czułby się zagubiony i nie rozumiałby specyfiki tego co się dzieje (sędziowie gospodarczy w wielu sprawach cywilnych też czuliby się niepewnie). W rezultacie spadłaby jakość sędziowania, dużo większa stałaby się przypadkowość orzeczeń. Jakoś nikt wszak nie domaga się, żeby zlikwidować wydziały rodzinne czy inne wyspecjalizowane (rejestrowe, wieczystoksięgowe). Jedynym plusem byłoby odpadnięcie sporów kompetencyjnych pomiędzy wydziałami cywilnymi i gospodarczymi, ale te stają się coraz rzadsze (chociaż przyznam, że niedoróbka legislacyjna sprawia, iż sprawy byłych przedsiębiorców związane z obrotem, które powinny również przechodzić przez wydziały gospodarcze, trafiają jednak do sądów cywilnych; ale to kwestia drobnej poprawki w procedurze i przepisach kompetencyjnych).

Tak że - uprzejmie proszę, zostawcie wydziały gospodarcze w spokoju.

 

Tagi: sąd
21:06, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »

Z każdym rokiem coraz bardziej lubię magnolie. Ładnie rozwinięte drzewo, kiedy już rozkwitnie, wygląda bajecznie. I dobrze się patrzy w każdym stadium kwitnienia - kiedy pąki dopiero pokazują kolor, kiedy się zaczynają rozchylać, i kiedy rozczapierzają się w pełni do rozmiaru spodeczków. Tyle kolorów i kształtów.

A w tym roku zauroczyło mnie w nich jeszcze coś innego. Moja mała podrastająca magnolia w ogródku, nie obrodziła szczególnie, pokazując ledwo dwa kwiaty. Ale kiedy w sobotę zrobiło się ciepło, nagle z szczelnie zawiniętego, zielonego mechatego kokonu zaczął wypełzać jeszcze jeden kolorowy pąk. Jak motyl.

magnolia wypełza z kokonu niczym motyl

Wiosna, ach że ty..

20:23, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 kwietnia 2010

Czytałem sobie przy śniadaniu w GW tekst Agnieszki Graff "Matriotyzm, czyli kłopoty z tożsamością", generalnie rzecz biorąc o relacji patriotyzmu i feminizmu, zwłaszcza nad Wisłą (linka nie dam, bo porządnie na papierze czytałem). Czytałem i pokiwałem głową. Bo i co można było zrobić, kiedy widzi się takie zdanie:
"Nie muszę chyba dowodzić, że Kościół katolicki jest zainteresowany ograniczaniem praw kobiet, szczególnie w sferze seksualności i praw reprodukcyjnych".
Zawsze fajnie jest nie dowodzić czegoś, czego udowodnienie byłoby istotne, a trudne. Wyręczę jednak Agnieszkę Graff i przyjrzę się tej kwestii. Zacznijmy od seksualności. Może jestem nie dość biegły w nauce katolickiej, ale nie znam żadnego dokumentu, który odnosiłby się szczególnie tylko do kobiecej seksualności, a nie do seksualności człowieka w ogóle (zwłaszcza prezentującego stanowisko restryktywne). To samo można powiedzieć w kontekście "praw reprodukcyjnych" - nie przypominam sobie, żeby szczególnie ograniczano je właśnie kobietom. Tak, tu padnie zapewne jeden stały kontrargument. Uprzedzę go więc i powiem, że prawa reprodukcyjne obejmują prawo do decydowania - czy, ile razy, kiedy i z kim dany człowiek chce się reprodukować. I ten argument, który szczególnie dotyczy płci, nie należy do zakresu samych praw, a jedynie jest jednym z możliwych środków ich realizacji, bynajmniej nie jedynym, za to najbardziej kontrowersyjnym. Z tego też względu prawo do aborcji nie jest ani trochę elementem praw reprodukcyjnych - a gdyby już je poważnie jako takowe potraktować, to należałoby rozważyć, czy jest to prawo przysługujące wyłącznie kobiecie, czy także mężczyźnie, jako drugiemu uczestnikowi reprodukcji. Cóż więc zostaje z tezy Graff? Prosta konstatacja, że tak ujęte stanowisko jest niedającą się bronić bzdurą (tym ważniejsze jest więc schowanie się za etykietką "nie trzeba dowodzić"), bądź też - po głębokiej dekonstrukcji - stwierdzenie, że Graff na wszystko patrzy przez pryzmat interesu grupowego, ograniczonego do własnej frakcji ideowej, używając przy tym retoryki sugerującej, że rzeczywistość jest dla tej właśnie frakcji szczególnie opresywna, pomimo że zupełnie jej nie wyróżnia.  

11:33, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (20) »
czwartek, 22 kwietnia 2010

Tagi to taka dość fajna zabawka, która może niektórym się przydaje (ja je tak przypisuję, odkąd są, nie ruszając historii - więc pomagają mniej niż by mogły). Moja lista tagów jest już całkiem pokaźna, przy czym większość jak na razie była używana nie więcej niż raz (mam też tagi, których użyłem w szkicach nigdy niedokończonych notek). Na liście widać też od razu, jakich tagów używam częściej, bo im tag "popularniejszy", tym większą jest czcionką.

Tagi wprowadzono jakoś na początku zimy, więc nadreprezentacja w Zapiskach tagu "zima" jest dosyć zrozumiała. Nie dziwi też tag "vancouver 2010", bo to temat, który znakomicie prowokował do pisania. Natomiast trzeci z najpopularniejszych, czyli "bzdury", znakomicie oddaje kiepskouczesany charakter bloga:)

Zerknąłem jednak kiedyś na listę najpopularniejszych tagów na całym Bloksie. "Film" szczególnie nie dziwi, naród widocznie chodzi do kina albo wrzuca filmiki na potęgę. "Warszawa", ostatnio popularniejsza,  w sumie największą wioską w kraju jest ((c) anonimowy mały Papuas cytowany przez Janusza Wolniewicza), to i popularność nie dziwi. Ale żeby trzecim wśród najpopularniejszych tagów były kolczyki? To jakiś fetyszyzm, czy co? Ten Blox zdaje się byc nie lepiej uczesany, niż same Zapiski:)

PS. Oczywiście nie mogłem nie użyć tego tagu:)

21:19, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Telefon do dostawcy Internetu.
- Panie, usuń mnie pan z tego interneta.
- To znaczy o co Panu chodzi?
- Ja w wyszukiwarce znalazłem swoje nazwisko, a nie życzę sobie. Tego interneta mam przez was, więc mnie pan stamtąd usuń.
- Proszę Pana, ale w Internecie jest tak dużo różnych stron i informacji, że tam każde nazwisko jakoś można znaleźć. Te informacje mogą być gdziekolwiek na świecie, ja nie mam żadnego wpływu na to, co jest w Internecie.
- To ja poproszę z kierownikiem bo pan jesteś niekompetentny.
- Chwileczkę..
- ..słucham Pana?
- Proszę Panią, Pani pracownik nie chce usunąc mojego nazwiska z tego interneta, jak ja chcę.
- Proszę Pana, my naprawdę nie mamy wpływu na to co jest w Internecie, nawet nazwiska.
- Pani też jest widzę niekompetentna, więc ja wyślę pismo do dyrektora z kopią do prezydium!

Gdybym wymyślił to sam, byłby to tylko kiepski dowcip. Ale ja tylko lekko podrasowałem sytuację "z życia wziętą", znalezioną na portalu, w ramach odreagowania rzeczywistości (nie twierdzę, że dowcip jest od tego wiele lepszy). Życie to kiepski dowcip? Możliwe. Dzisiaj rano śmiałem się z innej takiej życiowej sytuacji, jak to Ojciec Dyrektor wypatrzył dwie przelatujące kaczki podczas ceremonii sobotnich pogrzebowych w Warszawie, i zastanawiał się, kto i co chciał przez to powiedzieć; gdybym usłyszał to jako dowcip, uznałbym go za strasznie wydumany. John Irving wspominał kiedyś, że wykładając na kursach pisania, skrytykował sytuację opisaną przez uczestnika jako absolutnie nieprawdopodobną, po czym dowiedział się, że nie została ona wymyślona, tylko wiernie opowiedziana. Jak to ujął Irving, "życie trzeba przedstawić w taki sposób, żeby wydawało się prawdziwe - nic nie jest prawdopodobne tylko i wyłącznie na mocy faktu, że się wydarzyło".

A swoą drogą zastanawiam się, czy dla bohatera historyjki atrakcyjna byłaby usługa antypozycjonowania - sprawienia, że określone słowo czy słowa nie pojawiałyby się w wyszukiwarce.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Jedną z wielu nowości, jakie funduje nam ustawodawca, było wprowadzenie tzw. elektronicznego postępowania upominawczego. W największym skrócie polega ono na tym, że zamiast pracowicie kompletować stertę papierów, rejestrujemy się w odpowiednim serwisie i wypełniamy odpowiednie formularze elektroniczne, deklarując, że przysługuje nam określona niezapłacona w terminie należność, a jakby co, to posiadamy dokumenty i inne dowody i nie zawahamy się ich użyć. Po otrzymaniu formularza Sąd Rejonowy w Lublinie (nie wiem dlaczego ten właśnie, może losowanie było) wydaje nakaz zapłaty, który - jak dobrze pójdzie - poza jednym egzemplarzem nakazu dla przeciwnika nie będzie nawet musiał być więcej drukowany (bo i egzekucja ma się odbywać przez powiadomienie komornika, że taki elektroniczny nakaz istnieje).

Pomysł był przedstawiany jako cudowne panaceum na przewlekłość dochodzenia roszczeń (bo sąd wyda nakaz w 3-4 dni i koniec). Ja osobiście od początku byłem sceptyczny, bo instytucja jest stworzona generalnie do uproszczenia tzw. windykacji masowej, kiedy nie ma sporu o istnienie czy wysokość należności, a jedynie trzeba mozolnie odzyskać należność od kogoś, kto - chwilowo lub trwale - nie ma pieniędzy na zapłatę długu. Tego rodzaju windykacja i wcześniej funkcjonowała dość sprawnie, rutynowe pozwy były szybko rozpatrywane, a ponad 90% wydawanych nakazów zapłaty uprawomocniała się wobec braku sprzeciwu dłużnika. W tym zakresie różnica sprowadzi się do raptem kilkutygodniowego przyspieszenia procedury w samym sądzie, bo nie trzeba analizować i przetwarzać dokumentów do momentu wydania nakazu zapłaty (ale w tym zakresie też wystarczyło dopuścić możliwość powołania się na dokumenty bez ich załączania), no i korespondencja z powodem się skróciła, bo wystarczy wysłać maila zamiast pracowicie generować pismo i przebywać z nim cały tok kancelaryjny (to potrafi zajmować, oj potrafi). Później jednak terminy procesowe są takie same, jak w wersji "papierowej". Jeśli jednak dłużnik się czemukolwiek sprzeciwi, to akta będą musiały przewędrować do sądu właściwego, czyli nieraz pół Polski - a zatem będzie dłużej, niż gdyby skierować sprawę w trybie normalnym. A w samym postępowaniu egzekucyjnym, też - poza czasem doręczeń dla wierzyciela - żadnych zysków czasowych nie ma.

Tyle było moich obiekcji o charakterze teoretycznym. Stałem się natomiast dzisiaj świadkiem dyskusji moich kolegów po fachu na temat sprawności postępowania elektronicznego. Wynika z niej, że póki co czas załatwiania sprawy to od zakładanych kilku dni do nawet wielu tygodni. Niektórzy już się zastanawiają nad powrotem do normalnego postępowania. W sumie nie dziwi, bo sąd się zapewne zaczął zatykać, nieznana jest też sprawność systemu informatycznego (do dzisiaj pamiętam trudne początki KRS). Logicznie rzecz biorąc, powinny się "odtykać" teraz zwykłe sądy, w których należałoby się spodziewać zmniejszenia tzw. wpływu - ale w sądach nieobciążonych ponad miarę, EPU może nie być żadną alternatywą. Cóż, może z czasem się to wszystko dotrze i wszyscy będą szczęśliwi. Na pewno zyska środowisko, bo jednak oszczędność papieru będzie niemała.

20:48, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Porządek polityczny powinien zabezpieczać społeczeństwa przed ludźmi, którzy za dużo wiedzą na pewno.

To nie moje: to cytat z "Rozważań o wojnie domowej" Pawła Jasienicy.

Czemu zawsze aktualne, czemu akurat teraz na to natrafiłem?

08:45, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4