Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011

Straszliwego newsa przynosi "Alert24": na Google Maps widać nadal stojącego na Okęciu rozbitego przed rokiem w Smoleńsku tupolewa! Biorąc pod uwagę, że zdjęcia na GM potrafiły mieć opóźnienia wieloletnie, to nie jest to nic dziwnego. Ale za to jakie emo!

(i jeszcze jak sobie pomyślę, że niektórzy zdjęcia z GM z powagą traktują jako najświętsze dowody...)

Tagi: bzdury
08:41, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 kwietnia 2011

Wałkuje się ten temat wszędzie i wkoło i od każdej strony, że aż obrzydzenia można dostać, ale przy okazji przelatują człowiekowi rozmaite myśli, które chce się złapać i w snopek powiązać.

Kilka miesięcy temu Real przegrał z Barceloną 0:5. W zeszłym tygodniu wygrał 1:0. Przypomniał mi się podobny "dwumecz" sprzed ponad pół wieku. Dawid przegrał wtedy z Goliatem pięcioma golami (3:8), żeby parę tygodni później w znacznie ważniejszym momencie wygrać jednym (3:2). Messi jak Puskas, Mourinho jak Herberger?

Jak mantra w wypowiedziach o ostatnich meczach powraca wątek "czy to wypada tak zmienić styl, żeby pokonać przeciwnika". Staje mi przed oczami kultowa filmowa walka czasów mojej młodości, kiedy Bruce Lee w trakcie walki zmienia styl, żeby pokonać Chucka Norrisa. On mógł? No mógł. I nie on jeden, tylko inne przykłady gdzieś się chowają przytłoczone ta walką.

I czy wypada tak dostosowywać taktykę, żeby skupić się na przeszkadzaniu przeciwnikowi? Kiedy w roku 1990 zaczynało się u nas hej-tu-en-bi-ej, zostałem z powodów bliżej niezrozumiałych dzisiaj kibicem Detroit Pistons. Raczej chodziło mi o finezję Isiaha Thomasa, ale nie mogę zapominać, że kluczem do sukcesu były The Jordan Rules. Te ostatnie nie działały zresztą bardzo długo.

Kolejna runda maratonu GD już dzisiaj. Spodziewam się tego, co ostatnio, a może..?

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Sporą część dzisiejszego dnia spędziłem w ogródku na przyziemnej batalii z mleczami (bo za chwilę zaczną kwitnąć, a poprawianie trawnika traktuję bardziej jako wyzwanie, niż jako pracę). Przez cały ten czas mogłem słuchać, jak dzieciaki latają po osiedlu i organizują sobie śmigusowe polewanki. I przyznam, że bawiło mnie serdecznie, z jakim zmysłem taktyczno-strategicznym podchodziły do rzeczy. Ciągle się słyszało o barykadach, umocnieniach, zwiadach, podchodach, zasadzkach, użyciu ciężkiej artylerii (wąż podłączony do zaworu).. Ba, sięgały nawet po wywiad i dezinformację ("bo on będzie udawać, że jest z nimi, i poda im nasz fałszywy plan, a nam ich prawdziwy plan"). Ciekawe, skąd czerpią te wszystkie militarne koncepty. W zamierzchłych czasach mojej młodości, traktowaliśmy to bardziej luzacko, wręcz partyzancko, ot - kto kogo trafi, organizując się co najwyżej według klucza seksistowskiego ("dziewczyna? musi być mokra, urraaa!"). Przy czym mnie samemu największą radochę sprawiało potraktowanie kogoś wiadrem, zwłaszcza znienacka.

15:53, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2011

W wielkanocny poranek hazok przyniósł Juniorowi między innymi model Wołgi (białej). Model był z serii "gazeta dla kolekcjonera", więc przejrzałem załączone do modelu (lub na odwrót) czasopismo, w większości poświęcone temu zacnemu pojazdowi, ale nawiązujące do też do historii polskiego rocka. No i o tym wprawdzie nic nie wspomnieli (bo to nowszy utwór), ale już po prostu nie było siły:

Nie strasz mnie
Nie boję się
Czarów, klątw
Biurowych mątw

Kumpli twych
Naczelnych pism
Szefów firm
W futrach z fok

Matki, siostry i psa
Ojca z zaświatów i lwa
I czarnej wołgi wołgi wołgi wołgi wołgi
...

Nosowska po prostu potrafi być genialna. A Junior czarnej wołgi i tak się nie boi.

Robienie pisanek (a ściślej mówiąc, kraszanek),  jest moją ulubioną tradycją od ćwierć wieku co najmniej, i nie spodziewam się, by coś się w tej sprawie zmieniło w przewidywalnym czasie. Upraszczam sobie oczywiście życie, korzystanie z zupełnie naturalnych barwników ograniczając do łupin z cebuli, a szerszą paletę barw wyciskając z przemysłowych barwników spożywczych EEEE-cośtam, dostępnych w standardowych zestawach świątecznych.

Z obserwacji wynika przy tym, że na efektowność pisanki znaczny wpływ ma naturalny wygląd skorupki jajka. Dzisiaj w handlu dominują jajka koloru nieokreślonego, dobrze jeżeli nie są upstrzone plamkami, a znalezienie jakże popularnych kiedyś jajek o białej skorupce wydawało się niedawno mission impossible. Kiedy więc w markecie pojawiły się zestawy 15 jaj w białych skorupkach (wielkości M co prawda), nie wahaliśmy się długo i postanowiliśmy na nich oprzeć tegoroczny talerz pisanek. I dopiero kiedy szykując się do barwienia odfoliowałem paletę, mina mi nieco zrzedła. Na białej skorupce, wyraźną czerwienią rysowały się obligatoryjne oznaczenia wskazujące na datę zniesienia, producenta etc.

Na niektórych jajkach, zwłaszcza tych trzymanych dłużej w barwniku, numery na szczęście znikły. Inne wyglądają.. jak numerowane.

Wesołych Świąt, bez numerów.

Tagi: wielkanoc
14:25, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »

Pies zjadł żółtko. Żołw zjadł białko. Skorupki zostały dla Matki Ziemi. Nie ma to jako ekologiczne Święta w atmosferze harmonii.

12:57, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2011

Nową tradycją świąteczną naszego domu staje się, że nasz domowy żółw na Wielkanoc znosi jaja. Dzisiaj rano w akwarium zastałem trzy. Popatrzyłem na nie, westchnąłem i mi zagrało w duszy:

Wiosną lody ruszyły, Panowie Przysięgli.
Zakwitają pustynie, śnieg się w słońcu zwęglił,
Bóg umiera na krzyżu, ale zmartwychwstaje,
Kurczak z pluszu wysiedział Wielkanocne Jaje,
Baran z cukru nie martwi się losu koleją,
Świtem ptaki w niebieskim zapachu szaleją...

Całość utworu może niekoniecznie pasuje do optymistycznego ostatnio obrazu wszechobecnej wiosny, bardziej nawet lato przypominającej, a bardziej do naszego powszedniego lęku o codzienność. Ale może Wielkanoc trochę nam tego lęku odejmie?

Wesołych Świąt, po raz pierwszy.

środa, 20 kwietnia 2011

Moja przeglądarka ma taką opcję, że w każdej nowo otwartej karcie daje mi osiem dużych plansz z linkami do najczęściej otwieranych stron (szczegóły algorytmu nieznane). Dzięki tej opcji widzę, jak bardzo zmienia się w czasie moja aktywność sieciowa (pewne rzeczy zostają stałe, inne wędrują między miejscami).

Włączyłem dziś popołudniu przeglądarkę i myślę: o, zmiana na liście, co to ja tak ostatnio często odwiedzam? No i zmiana symboliczna: w miejsce strony FIS, gdzie śledziłem na żywo zawody narciarskie, względnie wczytywałem się w statystyki po zawodach, pojawiła się strona serwisu Autosport.

Uznajmy to za symboliczny koniec zimy.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Czytam dzisiaj w Internecie tekst o tym, jak to Katarzyna Herbert wyraża swoją dezaprobatę dla instrumentalnego używania wyrywków z twórczości Zbigniewa Herberta do bieżącej młócki politycznej. Na końcu tekstu - na wypadek gdyby ktoś nie wiedział o jaki tekst Herberta chodzi w ostatniej zadymie - redakcja na wszelki wypadek dołącza cały tekst Przesłania Pana Cogito. Rzucam okiem i czuję, jak oblewa mnie zimny pot, bo niektóre słowa odbiegają wyglądem od innych.

Zmorą tekstów portalowych jest wrzucanie reklam nie tylko z wszystkich stron i między akapitami, ale także stosowanie dziwnego mechanizmu "skojarzeniowego", polegającego na powiązaniu słowa występującego w tekście z jakimś tagiem promocyjnym czy linkiem reklamowym. Chcę wierzyć, że za powiązaniem w zwrocie "po złote runo nicości" słowa "złote" z reklamą firmy jubilerskiej czy też oferującej inwestycje w złoto (nie wiem dokładnie, nie kliknąłem oczywiście), stoi bezmyślny, bezduszny automat, a nie jakikolwiek człowiek - bo za skutki używania takiego automatu należy się jedynie wstydzić z powodu braku nadzoru, a nie z powodu zaniku elementarnego poczucia estetyki.

Czy na portalu naprawdę nie mają świadomości, że tego rodzaju reklama, jeżeli w ogóle zostanie dostrzeżona, to budzi odrazę i przez to jest przeciwskuteczna?

18:31, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2011

Kiedy w ostatnich dniach jeżdżąc słuchałem radia w samochodzie (mam już taki tag?:)), co i raz trafiałem na audycje dotyczące historycznego lotu Gagarina w kosmos. Były więc archiwalne wywiady, relacje z jego wizyt w różnych krajach, aplauz witające publiczności..

I tak sobie pomyślałem: jakby to dzisiaj wyglądało, gdyby ten pierwszy lot miał się dopiero odbyć. Dziennikarze, zwłaszcza telewizyjni, wciśnięci w każdy możliwy kąt wokól kosmodromu i lądowiska, relacje na żywo z rodzinnej wsi, rodzina i znajomi zaproszeni do studia. Fora, komunikatory, mikroblogi zapychające się wiadomościami, blogerzy dziarsko analizujący wszystkie możliwe aspekty lotu, serwery ośrodka lotów padające pod naporem internautów. Ludzie zgromadzeni przy telebimach, przy telewizorach, przy laptopach..

Od naszych poprzedników różnimy się tylko dostępną technologią.

 
1 , 2