Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 30 maja 2009

W starym zbiorze śmiesznostek śląskich mam taką:
"Panowie i Panie, obróćcie tabelę, będziecie mieli Górnika na czele!"
Dzisiaj zakończyła rozgrywki Pomarańczowa Alternatywa.. Ekstraklasa. Górnik jest pierwszy. Jak obrócimy tę tabelę.

Co wiele mówi o jakości propozycji pt. Henry(k) Kasperczak na trenera reprezentacji Polski. Możemy skończyć, jak Senegal na Pucharze Afryki.

A po zakończeniu ostatniego - przegranego - meczu, rozwiewającego nadzieję na utrzymanie, na murawę wbiegli kibice Górnika z hasłami: 'Chodźcie do nas, piłkarzyki!', 'Kibicom coś się należy'. Dla mnie związek tej dzisiejszej sytuacji z wcześniejszymi niekonwencjonalnymi technikami motywacyjnymi jest oczywisty; mam nadzieję, że do wszystkich trafi to na przyszłość.

Dobra wiadomość: wygląda na to, że odpowiednikiem Wielkich Derbów Śląska będą w przyszłym roku mecze KSG z GKS Katowice:) a przynajmniej szansa jest duża..

20:29, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (1) »

Być może źródłem wszystkich drwin, jakie uprzejmie kieruję od czasu do czasu pod adresem uczestników programu "Milionerzy", jest rozminięcie się zachowania poszczególnych osób z poziomem, jakiego można by po nich sie spodziewać. Dzisiaj trafiła się pewna blondynka (politycznie poprawni mogą w tym miejscu załamać ręce nad moim seksizmem i/lub stosunkiem do stereotypów), która wg prezentacji od czternastu (cyframi: 14) lat uczy angielskiego (swoją drogą, po wyglądzie sądząc, to wcześnie musiała zacząć, albo dobrze się trzyma - politycznie poprawni patrz wyżej). I uch, Hubert nie bardzo wierzył w to, co słyszał:) Na dzień dobry popadła w głębokie osłupienie na widok pytania "rodaczka to inaczej..". Tłumaczyła się niezdarnie, że jako wegetarianka (acz nie zawsze konsekwentna) doznała szoku na widok propozycji "mięsnych", takich jak rąbanka czy krajanka, i prawie była gotowa zaznaczyć mielonkę:-DD. Później wykazała się nieznajomością poczciwej nazwy "oczerety" (w końcu w angielskim takiego słowa nie ma, n'est ce pas? a czytanie Trylogii to w końcu staromodna rzecz). Cóż jednak powiedzieć, kiedy ostatecznie odpadła, nie potrafiąc wymyślić (przy 50%-szansie!), skąd pochodziła Safona?

Airborell kiedyś napisał (soraski za brak dokładnego linka), że studia powinny służyć zdobyciu szerokiej wiedzy ogółnej, a nie tylko przygotowaniu do zawodu. Patrząc na tę blondynkę, nie mogłem się nie zgodzić:)

Tagi: Milionerzy
19:55, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »

W ubiegłym roku Junior był niezmiernie konserwatywny, jeżeli idzie o jedzenie - przekonanie go do zjedzenia czegokolwiek nowego graniczyło z cudem. Smutek Rodziców budziło w szczególności nastawienie Juniora do owoców - jak lato długie i ciepłe, Junior akceptował niemal wyłącznie poziomki i jeżyny (a i to z zastrzeżeniem, że uczestniczył w zbieraniu, z własnych grządek lub okolicznych krzewów); jeżeli nawet odważył się spróbować czegoś innego, na drugi raz przeważnie krzywił się na samo wspomnienie.
W tym roku Junior porzucił jednak tę konserwatywną manierę i z pewnym takim zaciekawieniem próbuje róznych nowych rzeczy. Zaczął od podjadania Rodzicom jabłka, później wypatrzył w hipermarkecie koktajlowe pomidorki, a od kilku dni zażera się truskawkami i próbuje ogórków małosolnych (o produktach nieowocowych i niewarzywnych nie wspomnę, bo miejsca by brakło;)). Oby tak dalej, Dzieciaku:)

PS. Tych, którzy po tytule spodziewali się jakiejś filipiki ekonomiczno-politycznej, zapraszam innym razem, choć nie gwarantuję, że na ten sam temat będzie:)

19:40, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 maja 2009

Korupcja jest w Polsce poważnym problemem, jak wykazują od lat międzynarodowe badania. Podobno w jakimś zakresie się ostatnio zmniejsza, ale w dalszym ciągu jest nieustannie obecna w wielu miejscach. Nie pomaga nawet posiadanie wyspecjalizowanej agendy, zajmującej się wyłącznie zwalczaniem tego problemu.
Dobrym pomysłem może być więc wdrożenie na szeroką skalę nowoczesnej techniki i rozpoczęcie akcji instalowania kamer we wszystkich miejscach, w których może dochodzić do działań korupcyjnych, przede wszystkim w urzędach. Urzędy takie byłyby zobowiązane do przechowywania zapisu z takich kamer przed co najmniej miesiąc i udostępniania go na każde żądanie CBA. Każdy urząd odpowiadałaby za to, że zapis będzie pozwalać na identyfikację każdego klienta i urzędnika.
Pilotaż programu proponuję zacząć od Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Sejmu. Jakiekolwiek podobieństwo do pomysłu instalowania kamer na stoiskach monopolowych nieprzypadkowe.
17:34, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Ciężko jest pisać o meczu, o którym będą pisać wszyscy, napiszą wszystko i użyją wszelkich banalnych i wydumanych określeń, jakie mogą przyjść do głowy. Piszę o nim głównie dlatego, że już w trakcie meczu odczuwałem potrzebę wyrzucenia z siebie emocji, które niósł (a sam niestety pisałem wtedy o niezmiernie fascynujących niuansach urlopu macierzyńskiego).
Słowo "magia" będzie odmieniane przez wszystkie możliwe formy gramatyczne, ale bez niego chyba nie da się opisać tego, jak grała Barcelona. Moja własna refleksja w trakcie pierwszej połowy była taka, że Manchester grał klasykę, wielką klasykę, ale Barcelona zagrała magicznie. W końcu po obu bramkach patrzyłem z niedowierzaniem (po paru innych sytuacjach zresztą też, kto nie widział, nie zrozumie).
Samą klasyką wygrać by się dało, gdyby była skuteczna, ale po pierwszym dotknięciu magii Manchester stracił wiarę, która go napędzała - a innych atutów było mało. Ferguson chyba się jednak trochę wystraszył przeciwnika (a może zapatrzył się w Hiddinka?), skoro nie wystawił od początku pchającego do przodu Teveza. A potem, było już zawsze za późno. Przecenili też chyba w Manchesterze osłabienia w obronie - Barcelona zagrała bowiem kapitalny mecz w defensywie, przechodząc szybko z ataku do obrony i z obrony do ataku (właśnie tego drugiego zabrakło Chelsea w półfinale). A CR7 pobił chyba jakiś rekord liczby nieskutecznych strzałów oddanych przez jednego zawodnika, przynajmniej na tym poziomie rozgrywek.
I przy tym wszystkim, Barcelona potrafiła bawić się piłką, jak chłopaki na podwórku, śmiejąc się z przeciwnika i próbując zrobić akcje "a może teraz taki bajer się uda..". W sumie nie tak dawno widzieliśmy to na innych stadionach. Xavi, Iniesta, jesteście bez serca:)
07:05, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 maja 2009

Kliknąłem dzisiaj z głupia frant na blog o fascynującym tytule:) Spojrzałem na najwyżej wiszącą notkę, i doznałem uczucia kontaktu z czymś absolutnie znajomym. Jaktheparrot domaga się bowiem, aby nie burzyć dworca, który uważa za cudowny budynek, lecz dokonać wielkiego czyszczenia i liftingu. Ten spór zna prawie każdy w Katowicach, ale Jaktheparrot pisze o Dworcu Centralnym w Warszawie..
A ja pro memoriam (także własnej, a jak) przypominam dwa wpisy o Dworcu w Katowicach:
21:09, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 maja 2009

Oglądałem dzisiaj kwalifikacje do GP Monaco. Dla każdego kubicofana były to ciężkie chwile, kiedy widział, jak Robert z pozoru najpierw lokuje się w czołówce Q1, by później spadać coraz niżej i niżej, aż po ostatnie sekundy, w których desperacko, acz nieskutecznie walczył o poprawę wyniku i wejście do piętnastki. Ale ja patrzyłem z lubością, jak bolidy poruszają się na granicy uślizgu, momentami o włos od ścian i barier. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej. I w takiej chwili najlepiej się marzy, że się kiedyś poprowadzi samochód z taką szybkością, zręcznością, gracją i precyzją. Na szczęście instynkt samozachowawczy pomaga w uchronieniu się przed trenowaniem na mieście:)

A jutro co najmniej półtorej godziny delektowania się wyścigiem, mam nadzieję.

16:54, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 maja 2009

Media wczoraj przyniosły "sensacyjną" wiadomość, że pewien prawnik z Katowic wygrał ze Stalexport Autostrada Małopolska sprawę sądową o zapłatę za przejazd autostradą A4 (gratulacje i pozdrowienia dla mecenasa Frasa). Ton komentarzy jest taki, że oto teraz można "egzekwować" od zarządcy autostrady jakość jazdy i - w domyśle - od tego uzależniać wysokość czy nawet wręcz obowiązek zapłaty za przejazd.

Nie znam niestety szczegółów sprawy (nie widziałem akt), a z relacji dziennikarskich obraz mam jedynie przybliżony, niemniej to co udało mi się ze sprawy zrozumieć, nie napawa jakimś szczególnym optymizmem. Sprawa toczyła się bowiem nie tyle o zapłatę za przejazd, ile o grzywnę (lub inną karę) za przejazd bez opłaty. Płatna autostrada, przynajmniej A4, wyróżnia się tym, że przed każdym wjazdem na nią, widać wielkie tablice z informacją, że jet płatna - w związku z czym kierowca wjeżdżając na autostradę ma świadomość, że musi zapłacić. jeżeli ktoś więc zapłacić nie chce, jest to traktowane jako próba wyłudzenia niewiekiej wprawdzie, ale zawsze konkretnej kwoty, czyli zawinione wykroczenie. Przypadek mecenasa Frasa o tyle jest charakterystyczny, że - jak się domyślam - zeznał on zapewne, że wjeżdżając na autostradę miał szczery zamiar zapłacić za przejazd wg taryfy, a jedynie jakość przejazdu sprawiła, że postanowił zaprotestować (nie wiem przy tym na pewno, w którym miejscu były największe utrudnienia, mogło być tak, że dopiero po zjeździe na Chrzanów, kiedy aż do Krakowa po prostu nie da się opuścić autostrady). Odpada więc przesłanka świadomego zamiaru wyłudzenia bezpłatnego przejazdu (pozostał co najwyżej spór cywilny), a zatem nie ma i podstawy do odpowiedzialności za wykroczenie.

Przypuszczam jednak, że znajdzie się wielu "cwaniaków", którzy potraktują to orzeczenie jako patent na zaoszczędzenie na przejazdach. Jeżeli jednak po prostu zaczną się awanturować na bramkach i wymachiwać kopią orzeczenia w sprawie Fras, to wróżę im, tytułowym naiwniakom, wiele zasłużonych grzywien. Bo wtedy nie obronią tezy, że oni właściwie chcieli jak najbardziej zapłacić, tylko nie wiedzieli, że tak fatalnie będzie się jechać (a orzeczenie mają w aucie zupełnie przypadkowo).

A swoją drogą, ciekawi mnie wynik sprawy cywilnej Stalexport Autostrada Małopolska vs. Mariusz Fras o zapłatę kwoty 6,50 zł. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, wcześniej podobną awanturę robił jakiś prawnik z Łodzi, ale on chyba chciał występować o zwrot opłaty. Mnie samemu szkoda byłoby czasu na taką zabawę.

20:13, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (3) »

Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą polscy kolejarze i zawiadowcy, bo bez nich nie dojeżdżałyby do obozów śmierci pociągi z wiezionymi na rzeź.
Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą polscy właściciele gruntów, na których umieszczono obozy. Przecież mogli odmówić.
Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą polscy rolnicy, którzy dostarczali żywność załogom obozowym, utrzymując je w ten sposób przy życiu.
Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą polscy żołnierze, którzy przegrali wojnę obronną z Niemcami, dając Niemcom przestrzeń do realizacji swojego zbrodniczego planu.
Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą polscy politycy, którzy nie przeforsowali interwencji w Niemczech w 1933 roku , dając nazistom czas na okrzepnięcie.
Odpowiedzialność za Holocaust ponoszą wszyscy Polacy, którzy nie dołożyli starań, aby kwestię żydowską rozwiązać przed wojną, chocby i w sposób bardziej cywilizowany. W tym zakresie pewnie możemy podzielić się odpowiedzialnością z innymi narodami europejskimi.

Być może nie wypada tak pisać o Holocauście. Ale też taka jest moja reakcja na tekst Spiegla. Przeczytałem go starannie przed napisaniem. Nie stwierdza on wprost "polskiej winy ", ale jest podręcznikowym przykładem socjotechniki, zmierzającej do rozmycia niemieckiej odpowiedzialności za Holocaust: odpowiedzialności projektanta, kierownika i głównego wykonawcy. Doprawdy, do tej pory nie wiem, skąd fraza o "polskich chłopach" - czy to ma być takie uproszczenie, radośnie generalizujące kategorię "szmalcownicy i uczestnicy pogromów"? Odnotowuję dla porządku, że wspomniano o dziesiątkach tysięcy Polaków pomagających Żydom, ratujących ich przed Holocaustem - ale z tekstu zapamiętuje się głównie te wielkie liczby "pomocników". A przy tym nie można autorom odmówić, że tekst jest zręcznym zlepkiem kawałków prawd (co uniemożliwia prostę ripostę "to wszystko kłamstwo"). Pewnie, być może bez pomocy szmalcowników, francuskich merów czy antysemickich ochotników, liczba ofiar Holocaustu być może byłaby nieco mniejsza. Ale nie zmieniałby to ani na jotę istoty zbrodni. Ciekawe, kiedy Spiegel napisze o Niemcach pomagających w powojennych wypędzeniach - bez nich pewnie też ofiar wypędzeń byłoby mniej?

19:28, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 maja 2009

Nadspodziewanie duży rezonans wywołała ta notka, ale nie z racji frapującego tematu czy błyskotliwej analizy, tylko z racji zamieszczenia w niej sugestii, że znana blogerka Kataryna może być mężczyzną. Doszedłem więc do wniosku, że najwyższa pora zrobić małe resume w tej kwestii.

Powiem szczerze: problem Kataryny nie jest moim problemem. Problem Kataryny bierze się stąd, że będąc nieomal internetową celebrytką starannie dba ona o swoją anonimowość, co skłania zapewne wielu do desperackich poszukiwań w celu ujawnienia jej tożsamości. Jednym z elementów tożsamości jest rzecz jasna płeć. Z tego co doczytałem w dyskusji, od samego niemal początku jej portalowej działalności, wszechobecne były podejrzenia, że jest tylko zręczną kreacją. Internet ma bowiem to do siebie, że łatwo wykreować zupełnie alternatywną tożsamość, coś jak Second Life. Za nickiem kobiecym może się więc równie dobrze kryć kobieta, mężczyzna lub projekt zbiorowy, nawet jeżeli na np. blogu powieszone jest zdjęcie atrakcyjnej brunetki. Być może więc ktoś wypatrzył jakieś niezręczne zdanie, mogące sugerować męską płeć, a może to były tylko prowokacje mające w zamyśle doprowadzić do ujawnienia tożsamości.

Dla mnie osobiście nie ma znaczenia, czy Kataryna naprawdę nazywa się Luiza Milewska, Michał Kuratowicz, czy też może jej posty pochodzą od grupy autorskiej Cleese, Basiński and Co. Przyznaję natomiast, że w toku tych kilku lat spędzonych na portalu, w jakimś momencie na tyle przekonująco ktoś sprzedał mi frazę "Kataryna to facet", że czytając o wojnie Czumy ze znaną blogerką, moja odruchowa myśl była "he he, jaką tam blogerką, przecież to facet". Co dla całej sprawy ma zresztą absolutnie znikome znaczenie.

I to by było tyle.

A swoją drogą, czuję się trochę rozczarowany, że Kataryna zablokowała dostęp do swojego bloga. Nie żebym był fanem jej bloga, ale mam wrażenie, że jeżeli to nie jest manifestacja, to jest to rodzaj niepotrzebnej ucieczki. Ale nie mnie sądzić. AKTUALIZACJA: zablokowanie bloga Kataryny miało charakter przejściowy. I dobrze.

20:11, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3