Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 29 maja 2010

Junior lubi zabawy w wyliczanki. Już dawno temu uprawiał grę w "o Oplach", dokonując później jej kolejnych modyfikacji. Wraz z poszerzaniem wiedzy o całość alfabetu oraz znajomość atlasu (bo sformułowanie znajomość geografii byłoby może jeszcze na wyrost, nawet pamiętając że mówimy o plus minus pięciolatku), nową mutacją stała się odmiana poczciwej gry w "państwa, miasta, cośtam..", polegająca na wymienianiu do oporu państw i miast na umówioną literę (szczegółowe reguły są stale modyfikowane, więc pomińmy detale). I oto któregoś dnia podczas wspólnego spaceru z psem (wtedy najczęściej ta zabawa jest w użytku), Junior toczy z Matką grę na literę "S". Spacer jest dość długi, więc trzeba coraz głębiej sięgać do zakamarków pamięci, aż w końcu Junior po namyśle wypala:

- Starożytny Rzym!

Śmiech Rodziców był szczery i głęboki. Odpowiedź oczywiście została zaliczona:)

Żyjemy w nowym, wspaniałym, nowoczesnym świecie. Technika idzie nam nieustająco do przodu, osiągamy coraz to nowe możliwości i dumnie demonstrujemy ich wykorzystanie na przykład na sztandarowych imprezach sportowych.

A potem przychodzi dzień taki jak dzisiaj. Na Roland Garros zwykły deszcz psuje harmonogram gier (oraz transmisji) i żeby nie puszczać powtórek, Eurosport wcześniej rozpoczął transmisję z Giro. Przez godzinę można się było podelektować walką na trasie i alpejskimi widokami okolic Bormio, po czym przed rozpoczęciem kluczowego (jak by się zdawać mogło) podjazdu pod Passo di Gavia, znienacka okazało się, że pogoda.. uniemożliwia przekazywanie obrazu z helikoptera do samolotu albo jakoś tak. I przez co najmniej pól godziny były powtórki, a komentatorzy ratowali się tym, co wyczytywali o sytuacji na trasie ze strony wyścigu (zapewne na podstawie komunikatów motocyklistów i doniesień od stojących przy trasie). Czyli prawie jak w epoce przedtelewizyjnej. (Później transmisję wznowiono, kiedy udało się puścić obraz z kamer motocyklistów do helikoptera, a stamtąd dalej).

passo di Gavia Wiki

A przecież nie były to żadne ekstremalne zdarzenia typu powódź (swoją drogą zastanawiałem się, czy fala powodziowa może zagrozić dograniu WTA Polsat Warsaw Open - nie przeszkodziła w każdym razie) czy choćby solidna burza.

czwartek, 27 maja 2010

Junior w trakcie porannego ubierania do krzątającego się wokół przy innych sprawach Ojca:
- Ojciec, chodź!
- Chodzę - odpowiada przewrotnie Ojciec.
- Ojciec, przyjdź! - reaguje bystro Junior.

Tagi: dialogi
18:04, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 maja 2010

Dziękuję. Za grę w piłkę z potentatem szczypiorniaka. Za walkę. Za pomysły. Za akcje. Za wiarę w sens tej gry. Nie mogę podziękować za piękne gole, bo się nie udało strzelić.

Mam wrażenie, że Van Gaal popełnił błąd (albo błędy) przy dokonywaniu zmian. Po zejściu Altintopa widać było wyraźnie, że wyrwane zostały zęby na lewym skrzydle, bo Muellera ciągnęło w pole karne, a Badstuber (z całym dla niego szacunkiem) nie jest zawodnikiem posiadającym umiejętności ofensywne. Zabrakło trenerowi trochę wyobraźni (żeby przewidzieć, co się będzie działo na lewym skrzydle), a trochę ryzykanctwa, żeby zostawić trzech nominalnych obrońców, a Altintopa potraktować tak, jak kiedyś Salihamidzicia - czyli zawodnika zdolnego do gry od skrzydła do bocznej obrony (przy korzystnym rezultacie można było później Altintopa zastąpić rezerwowym bocznym Contento). Gomeza zaś szybko zapomnijmy.

Cóż, Internazionale Milito obroniło się przed bawarskim Dawidem. W końcu nawet Biblia nie może się wiecznie powielać.

Danke, Bayern. Bis dann.

Za sprawą małżonki, natrafiłem w sieci na fotoreportaż z "Daily Mail" o  działającej na Borneo fundacji ratującej tamtejsze orangutany (Borneo Orangutan Survival Foundation). Urodzie tego zdjęcia po prostu nie potrafiłem się oprzeć:

Borneo Orangutan Survival Foundation

Całość fotoreportażu tutaj.

środa, 19 maja 2010

Szef Lotusa wymyślił, żeby zllikwidować w Formule 1 niebieskie flagi, pokazywane pojazdowi dublowanemu (wolniejszemu), że powinien ustąpić miejsca i dać się wyprzedzić. Po krótkim namyśle jestem za, pod warunkiem wprowadzenia jeszcze jednej zmiany - a mianowicie całkowitego zakazania zmiany toru jazdy w obronie (teraz wolno jeden raz). W ten sposób wolniejszy (i każdy inny broniący) będzie musiał liczyć tylko na wojnę nerwów i precyzję ruchów, a nie na możliwość "zamknięcia drzwi" w ostatniej chwili. Szybsi sobie z wolniejszymi w końcu poradzą (przy czym znacznie bardziej pasjonująca stanie się rywalizacja, kiedy np. dwóch walczących o czołowe pozycje musi zdublować tego samego marudera, bez pomocy niebieskich flag), a z kolei wolniejsi, kiedy okażą się nie być aż tacy powolni, będą mogli bez obaw próbować się oddublować. W każdym razie, ilość manewrów wyprzedzania powinna wzrosnąć.

 

16:27, bartoszcze , F1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 maja 2010

W ramach swojego aktualnego zwyczaju zadawania pytań wszelkich, Junior pyta Ojca:

- Tato, a co by było gdyby pani stewardessa była rzeżuchą?

Ojciec udzielił tzw. bezpiecznej odpowiedzi, ale gdyby ktoś chciał się dzielnie zmierzyć z takim problemem, niech wpisze swój wariant odpowiedzi w komentarzu (miasta też można wpisywać).

 

Tagi: bzdury
11:46, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 maja 2010

Oj leje dzisiaj od nocy. Trzy razy wyprowadzałem psa i cały czas bylo tak samo - woda z góry, woda pod nogami, woda na psie (ręcznik kąpielowy na raz). Wyposażony w wysokie gumioki biorę psa na pobliską łąkę, która zmienia się prawie że w pole ryżowe - zielone wystaje z wody, na ścieżkach strumyczki, a na dole łąki kałuża po kostki. Z brzegu łąki ktoś tu i tam wysypał w zeszłym roku parę wywrotek ziemi; dzisiaj zauważyłem, że jeden z powstałych pagóreczków leży na trasie spływu wody. Woda nie patyczkowała się, wpłynęła pod spód i wypływa z drugiej strony tryskającym źródełkiem:)

źródełko na łące

A na dole łąki, gdzie jest dół z wlotem kanału położonego w ciągu dawnego cieku wodnego (uaktywniajacego się przy podwyższonej ilości wody, czyli podczas opadów lub roztopów), zrobił się mały wodospad.

mini wodospad deszczowy

Ech, nostalgiczne wspomnienie za czasami dzieciństwa, kiedy człowiek w gumiokach (jak padało) lub sandałkach (jak ciepło) brodził w wodzie, bawiąc się w rozmaite kanaliki, tamy i inne urządzenia małej inżynierii wodnej:)

20:38, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Stało się. Piast Gliwice spada z ekstraklasy, po przegranej z niezagrożoną już Cracovią. Spada, chociaż Arka Gdynia dała mu szansę i przegrała swój ostatni mecz, tak że wystarczyło Piastowi wygrać z Cracovią u siebie.

Przed tym ostatnim meczem wiceprezes Piasta powiedział: "Jeśli się utrzymamy, to w drużynie potrzebne będą zmiany. Kiedyś mnie w tej sprawie nie słuchano, ale teraz z pewnością byłoby już inaczej." Mam nadzieję, że po spadku bohaterem pierwszej i najważniejszej zmiany będzie ów wiceprezes - Pan Zbigniew Koźmiński, wciśnięty do Piasta przez władze miejskie chyba z racji jego mniemanych kontaktów w PZPN, bo przecież nie z racji kompetencji w dziedzinie zarządzania. Zasłynął z działaczenia u Sabri Bekdasa, zostawił po sobie bagno w Górniku Zabrze. Teraz w Piaście jego największym osiągnięciem jest wykolegowanie twórcy sukcesu Piasta - Jacka Krzyżanowskiego (choć formalnie odwołało go miasto jako większościowy akcjonariusz).

Piast spadł. Koźmiński, spadaj również. (Pozasportowo: najlepiej by było, jakbyś razem z synem spadał także z katowickiego Starego Dworca, zanim go doprowadzicie do ruiny).

piątek, 14 maja 2010

Zastanawiam się nad tym właściwie już od 10 kwietnia. Otóż w świetle Konstytucji, nie ma żadnych wariantów w procedurze wyboru lub zmiany Marszałka Sejmu, niezależnie od tego czy przejął on pełnienie obowiązków Prezydenta, czy nie. Nic zatem - z formalnego punktu widzenia -nie stoi na przeszkodzie, aby Sejm w drodze wewnętrznego głosowania, wybrał osobę, która będzie pełnić, choćby czasowo, funkcję głowy Państwa. Oczywiście byłoby niesamowicie trudne do przeprowadzenia pod względem politycznym, właśnie z uwagi na konieczność przyjęcia tych dodatkowych zadań związanych z pełnieniem obowiązków prezydenckich.

Zastanawiam się nad tym, bo marszałek Komorowski jest w szczególnej sytuacji łączenia trzech funkcji naraz: jest więc marszałkiem tak jak był, pełni obowiązki Prezydenta i jednocześnie jest kandydatem na urząd Prezydenta. Nie twierdzę, że sobie nie poradzi, ale już widzę, że rozpoczyna kampanijne podróże, co jednak pogarsza jego zdolność do wykonywania pozostałych funkcji (zresztą na czas kampanii miał brać urlop w Sejmie).

Nie wiem, czy marszałek Komorowski w ogóle rozważał złożenie stanowiska marszałka (zwłaszcza że po ewentualnej porażce wyborczej nikt by mu go nie oddał). Ale nie umiem się oprzeć myśli, że byłoby to na miejscu - tyle że nie potrafię sobie wyobrazić tych wyborów, które po takiej rezygnacji nastąpić by musiały (chociaż nie wiem, czy czasowo funkcji interrexa nie przejmowałby wtedy marszałek Senatu).

 

 
1 , 2