Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 19 czerwca 2011

Pogoda dzisiaj była zadziwiająca: jak straszyła chmurami, to nic się nie działo, a jak wychodziło słońce, to za chwilę z jakiejś pojedynczej chmury zaczynało lać. Aż mnie naszło, żeby to na blogu odnotować. 

Zacząłem się zastanawiać nad tytułem. Na początek przyszło mi do głowy "Czasem słońce, czasem deszcz" - i nie chciało się odczepić, ale jednocześnie nie miałem pomysłu, jak notkę powiązać z indyjskim filmem.

I wtedy przypomniała mi się historyjka z Peanutsów, jak to Snoopy siedzi przy maszynie, stuka w klawisze i gawędzi z Woodstockiem o tytule właśnie pisanego dzieła, po czym stwierdza z kwaśną miną:
"Mam świetny pomysł na powieść, ale wszystkie dobre tytuły zostały już zajęte".

 Snoopy typing

Zostańmy więc przy Snoopym na resztę niedzieli, a pogoda, cóż.

Tagi: bzdury
20:54, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 czerwca 2011

Modne było niedawno takie hasło polityczne, że wszystko jest na 5: 5 zł za litr benzyny, 5 zł za kilogram cukru, 5 zł za bochenek chleba.

Co do cukru, to nawet nie wiem, bo używam malutko, ale panice cukrowej mężnie nie uległem. 
Chleb kupuję wciąż po 3,80 za 700-gramowy bochenek.
Przejeżdżałem zaś dzisiaj koło stacji benzynowej (bez kryptoreklamy) i aż zakrzyknąłem: jej, niemożliwe! E95 była po 4,98 (olej napędowy to się w okolicy dość powszechnie trzyma poniżej piątki). A dzień wcześniej tankowałem o 5 gr drożej (ale na samym zapachu się daleko nie zajedzie). 

Hasło pewnie nadal będzie modne, bo hasła się szczegółami nie przejmują. Ja się nieszczególnie przejmuję hasłami, bardziej mnie interesuje ta cena benzyny.

20:20, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 czerwca 2011

W dzisiejszej "Telewizyjnej" Wojciech Orliński zmieścił tekst o szwedzkich (skandynawskich) kryminałach, najczęściej ekranizacjach popularnych powieści (swoją drogą muszę kiedyś o tych skandynawskich kryminałach napisać notkę, tylko wypadałoby dla porządku doczytać do początku Millenium). Tekst jak zwykle w przypadku WO przyjemny w czytaniu, i niepozbawiony akcentów politycznych (które w skandynawskich kryminałach, lub może lepiej powiedzieć: u skandynawskich autorów kryminałów, często są obecne). 

Zamrugałem jednak serdecznie oczami, kiedy przeczytałem postawioną przez WO próbę diagnozy popularności tych skandynawskich kryminałów w Polsce. Pisze więc WO: 
"Popularność tych kryminałóww w Polsce można tłumaczyć luką między poglądami społeczeństwa, a poglądami reprezentowanymi w parlamencie  i widocznymi w tym, co produkują TVP, TVN, Polsat i kinematografia wspierana przez PISF. Społeczeństwo ma coraz większy przechył w lewo (...)"
a ja zaczynam mieć wrażenie, że żyjemy w różnych krajach. W wyborach prezydenckich i w wyborach lokalnych nie udało się uświadczyć tego pogłębiającego się przechyłu na lewo, nie widać go też w sondażach przedwyborczych przed jesienną elekcją parlamentarną. Mój własny prolewicowy głos w eurowyborach był podyktowany jedynie przekonaniem, że wynik tych wyborów jest przesądzony (i był), nie jestem przekonany, że pozwolę sobie na taką ekstrawagancję na jesieni (bo ideowo mi do lewicy daleko). A górale nawet na umówiony obiad z Grzegorzem nie przyszli

Przypomniałem sobie, że rok temu miałem okazję ponaśmiewać się z komentarza powyborczego Filozofki Etyczki, dla której kilkanaście procent w pierszej turze wyborów prezydenckich było "zwycięstwem". Zacząłem rozumieć: obracanie się wyłącznie w kręgach swoich znajomych sprawia, że wszyscy wydają się mieć podobne poglądy. Cóż, życzę kolejnego zwycięstwa w wyborach (na podium SLD nadal ma szanse, więc już zwycięstwo ma prawie w kieszeni).

A ludzie kryminały po prostu lubią, bez względu na poglądy. 

Tagi: wybory
17:17, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
środa, 15 czerwca 2011

Ten sezon jest już na swój sposób szczególny: przez tyle lat oglądania F1, z większą lub mniejszą intensywnością, nie zarejestrowałem w pamięci zbyt wielu czerwonych flag, a już zwłaszcza takich, po których wyścig zostałby dokończony. Ten z ostatniej niedzieli trwał od startu do mety ponad cztery godziny. I po tych czterech godzinach, decydowały ułamki sekund: o ułamek sekundy za późny skręt Vettela, o ułamek sekundy za daleko linia mety dla Kobayashiego.

Zapamiętamy ten wyścig w dużej mierze z powodu psikusów pogodowych, wysiłków służb technicznych i nieustannego spoglądania w niebo oraz na monitory z prognozami meteo. Znamy to świetnie, aczkolwiek z zupełnie innej dyscypliny - odruchowo szukaliśmy wzrokiem Waltera Hofera. Także mając w pamięci, że tak przerywane konkursy skoków, rzadko kiedy bywały doprowadzane do końca w pełnym wymiarze. 

Ileż to razy powtarzaliśmy, że Formuła 1 to w sporcie najściślejsza techniczna awangarda. W konfrontacji jednak z tak prehistorycznym zjawiskiem, jak solidna lejba, rozmaite wyrafinowane urządzenia techniczne dawały sobie radę o tyle, o ile. Na koniec największą skutecznością wykazywały się poczciwe szczotki i łopaty, którymi spychano i wychlapywano wodę na trawniki. 

A w przerwie - kiedy już wyczerpywały się możliwości pokazywania stewardów, oficjeli i moknących kierowców - widzieliśmy też galerię celebrytów. Ja to jednak nie na czasie jestem, bo nawet jeśli wiem (za sprawą korzystania z portali głównie) kim jest panna Rihanna, to jednak ani jej nie rozpoznam, ani tym bardziej nie jestem w stanie stwierdzić, że zmieniła ostatnio fryzurę czy nawet kolor włosów. Cóż, zdecydowanie szybciej rozpoznałem George'a Lucasa:) jednak sądzę, że nawet gdyby poprosili go o pomoc w walce z warunkami, to i przy wsparciu całego LucasArts by nic nie wskórał. W końcy Mocy wystarczyło mu tylko na pierwszą serię, kiedy to modele statków kosmicznych kleił naprędce z pudełek po zapałkach, a później tylko zlecał zabawę programistom.

Junior od samego poranka baardzo solidnie wkurzył Rodziców (shit happens) i skończyło się to dlań rozmaitymi nieprzyjemnościami, w tym w szczególności przygotowaniem na śniadanie takich kanapek, jakie lubi, tylko takich, za jakimi znacznie mniej przepada.* Kiedy potem siedział zły nad talerzem, w pewnej chwili Rodzice usłyszeli:

- A to nie jest serek ogórkowy, tylko pasztet ogórkowy. Bez mięsa..

I tylko teraz Ojciec nie wie, czy uśmiechać na myśl o kreatywności, czy jednak niepokoić się tym, że tworzy sobie własną rzeczywistość, zamiast polubić się z tą istniejącą.

*reklamacji nie uwzględnia się

10:58, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 czerwca 2011

Na rozprawie strona przeciwna (uzbrojona w siłę fachową) zgłasza wnioski o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych z zakresu grafologii oraz psychiatrii - w celu wykazania, że podpisy jej rodziców na umowie został sfałszowane, a sami rodzice w chwili podpisywania umowy nie byli w stanie pozwalającym na samodzielne pojmowanie rzeczywistości i w konsekwencji na świadome (ze skutkiem prawnym) podpisanie umowy. Jest jeden drobiazg, rodzice zmarli ze siedem lat temu. Sędzia przygląda się uważnie stronie przeciwnej, jakby czekając na jakąś kontynuację (bo tym wnioskom nie towarzyszą żadne inne wnioski dowodowe), po czym uprzejmie pyta:

- A Pani Mecenas będzie uprzejma sprecyzować, w jaki sposób mamy przeprowadzić te dowody? Na podstawie ekshumacji?

Gregory miał różne ekscentryczne pomysły, ale na to chyba nie wpadł:) (sprostujcie mnie jeśli się mylę). No, ale on też bez choćby starej dokumentacji medycznej raczej by nie próbował postawić diagnozy.

Tagi: sąd
19:30, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Przeciętnemu użytkownikowi internetu nazwa Akamai Technologies nic nie mówi. Nie pojawiają się na portalach, nie prowadzą serwisów, nie świadczą żadnych znanych (dobrze lub źle) usług. Nie znaczy to, że nigdy się z nimi nie zetknęli nieświadomie. Akamai Technologies świadczy bowiem usługi polegające na udostępnianiu pomocniczych serwerów, na których korporacje umieszczają kopie swoich plików, żeby te łatwiej było ściągnąć użytkownikom. 

Z pozoru nie ma w tym nic złego (bo nie ma), skąd więc taki ładunek niechęci zawarty w tytule? Otóż sam nie mam nic przeciwko działalności tej firmy (lub podobnych, bo nie jest ona jedyną na świecie), jeżeli tylko mam szybkie łącze. W warunkach zaś, jakie potrafią nam wciąż oferować operatorzy komórkowi (teraz tę notkę też piszę przez modem komórkowy), łącze działa nieraz ledwie tak sobie pod warunkiem, że się go szczególnie nie obciąża. I wtedy właśnie pojawia się problem, że wiele aplikacji (włącznie z przeglądarkami) dokonuje rozmaitych aktualizacji, gdy tylko wykryje połączenie z Internetem; można to oczywiście ograniczyć, ale pilnowanie, kiedy jest czas na aktualizacje, albo bycie zasypywanym pytaniami o udostępnienie łącza dla aplikacji, zniechęca w sposób błyskawiczny. A kiedy aplikacja zaczyna namolnie się ściągać, zaraz zaczyna się problem z podstawowym sposobem korzystania z Internetu, czyli ładowaniem stron przez siebie zamierzonych. 

Już dawno doszedłem do przekonania, że muszę kontrolować co się dzieje na łączu (także ze względów bezpieczeństwa). Zainstalowałem więc aplikację identyfikującą połączenia. Kiedy zaczyna mi wyświetlać całą stronę połączeń z serwerami Akamai, a jednocześnie nie mogę się doczekać na załadowanie oczekiwanej strony, zaczynam odcinać połączenia z Akamai. Zwykle pomaga.

Wiem, że to Cygan zawinił, a kowala powiesili, ale nie poradzę. Akamai jakoś przeżyje to okresowe odcinanie, przepuszcza przez swoje serwery podobno około 20% całego ruchu w Internecie.  A potem i tak się podłączę do szybszego łącza.

Tagi: internet
18:08, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »

Wpadłem dzisiaj do sądu, jak to zwykle bywa. Ku mojemu zaskoczeniu, na ławie przeznaczonej dla strony powodowej, rozsiadła się pani prokurator, która z bliżej nieznanych mi na razie przyczyn postanowiła się przyłączyć do sprawy cywilnej. Kiedy wszyscy zajęli już miejsca, zrobiło się bardzo kolorowo od żabotów: fiolet togi sędziowskiej, czerwień prokuratorskiej, błękit radcowskiej i zieleń adwokackiej. Rzadko się zdarza tak kolorowy zestaw na sali:)

Próbowałem sobie jeszcze potem wyobrazić konfigurację z szarobłękitnymi żabotami Prokuratorii Generalnej, ale to chyba wyjątkowo rzadkie. A na rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym skład miałby wprawdzie barwy biało-czerwone, ale brakłoby fioletu.

Tagi: sąd
14:31, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2011

Zatrzymał nam się w podwórku samochód. Zatrzymał się tak udatnie, że mimo iż podwórko jest na dwa samochody szerokie, to nikt nie był w stanie wyjechać, łącznie spod czterech domów. Kierowca (ona) gdzieś znikła, zostawiając jednakże w samochodzie torebkę, co mogło sugerować rychły powrót, a nie porzucenie z zamiarem wyzbycia się. 

Problem nie był banalny, bo sąsiadka musiała pilnie wyjechać, a wymanewrowanie z podwórka wymagało cudu (nie graniczyło z cudem, tylko właśnie wymagało cudu). Ewentualne ściągnięcie straży miejskiej z lawetą było zapewne jakimś rozwiązaniem, ale cudem byłoby, gdyby zjawili się szybko (było już późne popołudnie).

Jest taki stary film francuski "Przygody rabbiego Jakuba". Kiedy rabbi de Funes jedzie taksówką na lotnisko i staje w korku, na zamówienie stał się cud - dziesięciu towarzyszących mu młodych Żydów wysiadło z taksówki, dźwignęło ją na ramiona i poniosło nad dachami innych samochodów (od 5:15). Nas było tylko trzech (a auto słuszne, i zero efektów specjalnych do pomocy), więc ograniczyliśmy się do kilku minut popychania auta, zostawionego jak Pan Bóg przykazał na biegu i ręcznym. Większość była już potem w stanie wyjechać. 

Kierowca zmaterializowała się dziesięć minut później. Cała w przeprosinach odjechała, więc może nawet skrzyni biegów jej auta zbytnio nie zaszkodziliśmy. A zresztą, nie nasza sprawa.

20:47, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2011

Zapewne każdy Rodzic przeżył lub przeżyje podobny moment - kiedy dziecię zamiast robić to co właśnie powinno, stoi z ewidentnie głupią miną. Dziś rano Ojciec tak widzi Juniora, który właśnie ma się ubierać do wyjścia - i nim zdąży uzyskać konkretną odpowiedź na odruchowe pytanie "co się stało?", widzi, że spodnie, które Junior właśnie miał wkładać na szanowne cztery litery, zaczynają nasiąkać w żółwim akwarium.

Wyjaśnienie było proste: Junior polubił ostatnio podrzucanie z głupia frant rozmaitych przedmiotów, a że doświadczenie i zdolność kontroli toru lotu ma jeszcze niewielkie, to.. cóż, na przykład spodnie mogą doznać fantazji w locie i zboczyć, gdzie je nogawki poniosą. W przyszłości czeka go pewnie (i Rodziców pewnie też) jeszcze niejedno takie zdarzenie, że piłka czy inny przedmiot dziecięcego użytku obierze zupełnie nieplanowną trajektorię, i oby bez szkód się obywało.

Tego rodzaju zdarzenie wydaje się zupełnie nieśmieszne, kiedy ma miejsce na 10 minut przed porą wyjścia z domu, później jednak zaczyna nabierać komizmu. Cóż, angielski humor:) Swoją drogą, była to subtelna zapowiedź ze strony Wszechświata, że dzień będzie stał pod znakiem kontaktu odzieży z wodą.

21:20, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2