Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
czwartek, 26 czerwca 2014

To znaczy jeszcze dziś wieczorem dwa mecze, ale... jakoś nie spodziewam się, żebym mnie zainspirowały do blogowania, zwłaszcza że jedną notkę już dziś popełniłem. Świetny to więc moment, żeby spisać pozostałe notki popełnione w fazie grupowej mundialu, a jest ich parę:

- Jak dziecko,
- Po trzy,
- Autobus czerwony,
- Czarny konik,
- Kniaź Dreptak.

20:18, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 czerwca 2014

Pewną znajomą blogerkę zafascynował ostatnio waginosceptycyzm. Zafascynował ją, wyjaśnijmy od razu, jako słowo, nie jako jego desygnat (przynajmniej tak twierdzi, nie słyszeliśmy do tej pory, żeby jej mąż miał z tą fascynacją coś wspólnego). 

Przyczyny waginosceptycyzmu mogą być zapewne różne. Znajoma sama podała jeden z możliwych przykładów w swojej notce z życia (cudzego właściwie) wziętej (to znaczy... w zasadzie przeczytajcie sami). Mnie się na tę okoliczność przypomina stary dowcip o ginekologu..

Ale tak naprawdę to przypomniała mi się scena z książki. Książki, którą uważam za na swój sposób nierówną (zwłaszcza w porównaniu do jej sequela), ale zawierającą partie tak niesamowicie śmieszne, że można je czytać w kółko (kto nie spłacze się ze śmiechu przy scenie ekshumacji, ten ponurak). Scena (właściwie dialog) pochodzi z rozmowy z psychiatrą.. policyjnym, powiedzmy.

"- O ile dobrze zrozumiałem, położył pan szczególny nacisk na fakt, że ta lalka miała pochwę?
- Nie musiałem kłaść na to nacisku. Ohydztwo było doskonale widoczne.
- Uważa pan, że pochwy są ohydne? (..)
- Wyjęte z kontekstu, owszem - odparł Wilt. - A plastikowe przyprawiają mnie o mdłości nawet w kontekście
(Tom Sharpe, Wilt, tłum. Zuzanna Naczyńska) 

Ta notka będzie puentosceptyczna.

niedziela, 22 czerwca 2014

Mam w kuchni taki stołek, co to kiedyś za niewielkie pieniądze kupiłem, ot, kawałek deski i nogi z metalowych rurek (taboretem bym go nie nazwał bo mi się nieodłącznie to słowo kojarzy z meblem o drewnianych nóżkach). Siedzisko jest do nóg przykręcone jakimiś śrubkami, które - jak to śrubki - od czasu do czasu się nieco luzują i trzeba je dokręcić dla zasady.

Sięgnąłem ostatnio po śrubokręt, obróciłem stołek do góry nogami, zacząłem dokręcać. Zupełnie z głupia frant spojrzałem na przyklejoną od spodu metkę, na której pisało: 
"Wyprodukowano dla XXXXX
Zakład Produkcyjny YYYY, ul. ZZZZ, Jasło.
Wyprodukowano w CHINACH"

Cóż, dowiedziałem się niedawno, że fabrykom porcelany nie opłaca(ło) się jej wypalać na miejscu, bo dużo taniej było ją sprowadzać z Chin (i co najwyżej ozdabiać rękami polskich pracowników). Że jednak najprostszy nawet mebel już się bardziej opłaca sprowadzać z Chin w całości (bo skoro wyprodukowano w Chinach, to znaczy, że nawet wkręcenie śrubek było wykonywane za granicą), to się nie spodziewałem; jestem ciekaw, czy chociaż naklejkę przyklejono w zakładzie produkcyjnym koło Jasła.

13:56, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 czerwca 2014

Mundial się zaczął na dobre, już dwadzieścia spotkań za nami (i już trzy drużyny wiedzą, że jadą do domu); do tej pory napisałem w związku z mundialem pięć (krótkich) notek, jak utrzymam takie tempo to będzie potrzebna długa rolka papieru notkowego, żeby je spisać, więc wrzucam pierwsze zajawki:

- Wszystko jak zwykle,
- Pięknie pograli Holendrzy,
- Śmiercią lub kalectwem
- Tick-tack,
- Niewolnicy podań.

Ale nie obiecuję żadnej konkretnej ilości.

15:50, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (2) »
środa, 18 czerwca 2014

To na pewno nie jest najbardziej znany utwór Lao Che. Nawet nie wiem jak bardzo to znany utwór Lao Che (choć był dość wysoko na LP3) ani jak bardzo ceniony w kręgach fanów i recenzentów. Mnie się jednak tak mocno kojarzy z tym zespołem, jak chyba żaden inny. 

A przecież jak wziąć i dobrze ścisnąć, to w tym utworze w zasadzie nic nie ma, ot jak w tytule. Trochę gitar, perkusja i wyimki ze starych polskich filmów. Ale jak to jest poskładane, coś z niczego, wszystko na swoim miejscu, i przecież nie chodzi o ten tanio wyglądający chwyt z prostymi robociarskimi słowami. 

Po prostu stary tygrys to lubi bardzo. I tylko tytuł dziwny - Hiszpan.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Sobota. Z balkonu spoglądają na mnie spode łba deski balustrady,* których odświeżanie rozpocząłem ze dwa tygodnie temu (partiami i i z pewnymi trudnościami logistycznymi). Spoglądam i ja spode łba, za okno, patrząc na niebo, którego wygląd zmienia się w zastraszającym tempie - raz są ciemne chmury, raz słońce, raz kapuśniaczek, raz burza... 

W końcu dochodzę do wniosku, że lepiej z pogodą nie będzie, i ładuję się na dwór, by skrobać i malować. Niebo nadal szaleje, ale nie na tyle, by przeszkodzić, tylko na kilka minut się zwijam podczas jakiegoś deszczyku. Kończę malować ostatnią deskę nasłuchując coraz groźniejszych pomruków...

Kto nie zlęknie się burz, deski ma pomalowane już. Ulewy nie było.

*nie żeby ktoś jeszcze tak na mnie nie spoglądał

Tagi: bzdury lato
23:24, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 czerwca 2014

Co prawda mundial zaczął się wczorajszej nocy.. ale cyt, cyt, a ostatnie porządki w notkach sportowych trzeba zrobić, choć na zaostatnią chwilę (Brazylijczycy w zasadzie też nie dokończyli przygotowań jak należy), zanim zacznie się pisać nowe, te mundialowe.

W każdym razie, w ostatnim miesiącu popełniło się futbolowe notki:
- Nic to,
- Dolary sprzedam,
- Dziesięciu

a była też jedna starsza, jeszcze zimowa:
- Ułameczki i zaokrąglenia
 

11:58, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 czerwca 2014

Poranna podróż, powiedzmy, że do pracy (do jednego z licznych miejsc wykonywania pracy).

Staję na światłach. Po drugiej stronie skrzyżowania rejestruję wrażenie jakiejś monotonii, wręcz homogenizacji. Identyczne kształty, identyczne kolory... Odległość nie pozwala jednak jednoznacznie ustalić o co dokładnie chodzi.

Zielone. Ruszam spokojnie, kątem oka obserwuję samochody ruszające z naprzeciwka. Cztery identyczne furgonetki firmy kurierskiej, każda z cyfrowym logo firmy. Też widać ruszyli do pracy.

Tagi: bzdury
19:17, bartoszcze , Z podróży
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 czerwca 2014

Popołudnie w ogródku.

Przede mną wielka puszka farby z napisem "mahoń". Z tyłu słońce grzeje mi na odsłonięte plecy.

Przez głowę przelatuje myśl "ciekawe z której strony szybciej się strzaskam na mahoń".

Tagi: bzdury lato
20:12, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »

Ten sezon F1 stoi na razie przede wszystkim pod znakiem narzekania. Narzekania, że samochody koszmarnie wyglądają (bo wyglądają), narzekania, że są za ciche, że silniki nie kręcą się do siedemnastu czy dziewiętnastu tysięcy obrotów na minutę, ale co najwyżej do piętnastu (a w praktyce do dwunastu-trzynastu, bo charakterystyka silników jest taka, że najwyższy moment obrotowy osiągają już wtedy, więc po co jeszcze bardziej zwiększać obroty), że kierowcy nie cisną, tylko: pilnują zużycia paliwa, poziomu odzyskiwania energii, zmieniają nieustająco ustawienia, dbają o opony... Zazwyczaj narzekaniom towarzyszy westchnienie, że to już nie taka Formuła 1 jak kiedyś.

Wziąłem do ręki czerwcowy numer miesięcznika "F1Racing" (tak na marginesie to zły jestem, bo pod koniec kwietnia był jeszcze kwietniowy, a pod koniec maja już tylko czerwcowy - a chciałem przeczytać majowy, z obszernym wywiadem z Kubicą). Znalazłem w nim relację, jak to Bruno Senna testował na torze historyczne bolidy swojego wielkiego wuja (Lotusa 98T z sezonu 1986 i Tolemana TG184 z sezonu 1984). Chętnych odsyłam do całości, zacytuję tylko fragmenty:

"To doświadczenie pozwala poczuć, jak inna była dynamika samochodów; jak ciężko się nimi jeździło. Wysiłek psychiczny był ogromny, bo trzeba było cały czas myśleć o awaryjności: łatwo było przekręcić skrzynię, popsuć skrzynię biegów, zniszczyć hamulce i wpaść w tarapaty. Te auta może i nie były tak szybkie jak obecne, ale wymagały ogromnej koncentracji, bo trzeba było przejechać bezbłędnie cały dystans. Nie tylko pilnować, aby nie przegapić żadnego biegu, ale też uważnie redukować. Trzeba było skupiać się na wielu rzeczach jednocześnie."

"W tamtych czasach kierowcy pewnie nie cisnęli na maksa na wyjściach. Wiedzieli, jak duże jest opóźnienie turbosprężarki."

"Patrząc na Tolemana, można się zastanawiać, dlaczego nie psuł się na każdym okrążeniu. Z tyłu nie ma praktycznie żandych osłon. Łatwo sobie wyobrazić przecięte przy byle okazji kable i przewody olejowe. Jednak auto przejeżdżało 300 kilometrów w wyścigu i to jest niesamowite."

Bruno rozkręcał silnik Hart do 7.500 obr/min, a Renault do 10.600 obr/min. Z niedowierzaniem słucha, że w sezonie 1984 Ayrton ścigał się Tolemanem z jednostką kręcącą się do 10.750 obr/min - także w deszczowym wyścigu w Monaco.

Wszystkim wydaje się, że trawa za młodu była zieleńsza, bo przeszłość się dobrze idealizuje. Jak widać, prowadzenie bolidu nigdy nie było prostym ciśnięciem na maksa, tylko - jak się dziś mówi - zarządzaniem skomplikowaną machinerią na długim dystansie. Czy głośniejszą? Poszukajcie starych filmów, mnie tam zupełnie nie przeszkadza, że zamiast ryku silnika słyszę pisk opon w zakręcie. A czy brzydszą? Bywały piękne bolidy (teraz też bywają), ale bywały i tak szkaradne, że wzdrygam się na każde spojrzenie (i takie zupełnie zwyczajne oczywiście też). 

10:23, bartoszcze , F1
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2