Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
środa, 16 lipca 2014

Lato. Ostatni dzień przed wyjazdem na urlop, gorączkowe przeglądanie co jeszcze zostało do zrobienia. Aż tu nagle wpada do skrzynki pocztowej mail z prawniczej listy dyskusyjnej ze starym orzeczeniem Sądu Najwyższego z roku pańskiego 1968. Odruch ciekawości - zawodowej i ludzkiej - nakazuje się zapoznać.

A tam - abstrahując od adekwatności orzeczenia, trafności rozważań etc - język, sposób formułowania myśli, za jakim czasem dziś się tęskni.

Nie byłoby więc logiczne zakładać, że zdrowy na ciele i umyśle kierowca, całkowicie trzeźwy, godzi się na popełnienie samobójstwa przez zaśnięcie za kierownicą prowadzonego przez siebie samochodu

Rzecz dzieje się na szerokiej drodze i w „biały dzień”. Każdy kierowca jadący w danym kierunku po tej drodze omija stojący na skraju drogi samochód. Aż tu nagle wpada na ten samochód ciężki wojskowy samochód ciężarowy „Tatra-138” ze śpiącym za kierownicą kierowcą oskarżonym Andrzejem Bronisławem G. 

Brak przeszkód do pokonywania, utrzymywanie na przestrzeni długich kilometrów tego samego kierunku jazdy i tej samej szybkości, połączone z monotonnym odgłosem pracy silnika oraz z usypiającym działaniem spalin i ciepłem panującym wewnątrz kabiny kierowcy, powoduje senność nawet u najbardziej wypoczętego, trzeźwego i w pełni zdrowego kierowcy. Niekiedy nawet przyczynia się do tego zbyt suty posiłek albo chociażby oddawanie się - przy samotnych podróżach - różnego rodzaju usypiającym rozmyślaniom.

/postanowienie Sądu Najwyższego - Izba Wojskowa z dnia 7 listopada 1968 roku/

A przynajmniej ja się z takimi nie stykam.

10:34, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 lipca 2014

...Mundial się skończył, wspaniały Mundial. Blogowałem o nim impulsywnie, w tempie jednej notki na cztery mecze, teraz zrobię przerwę - a więc najwyższy czas pozbierać to, co pozostało.

- Niewidziane
- Migawki na jedną ósmą
- Wróżenie ze statystycznych fusów
- Jak jest po holendersku wendetta?
- Zesztywniała pomarańcza
- Mirek

07:28, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lipca 2014

Może nieproszoną, ale też nienachalną. Rodzina nie była w komplecie, bo mieszkają w piątkę, a - jak widać - obecnych było czworo domowników. 

bociany katowice zarzecze grota roweckiego 2014

Test nowego aparatu (a zwłaszcza jego zooma) wypadł, sądzę, udanie (użytkownik jest zadowolony).

Dobrze jest mieszkać o kilometr od bocianiego gniazda, można boćki zobaczyć nie tylko na gnieździe, ale i na łące lub na niebie. 

10:16, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lipca 2014

Stał na półce w markecie, kiedy przechodziłem alejką luźno się rozglądając (to co miałem kupić już kupiłem). Uśmiechnąłem się na jego widok, bo taki oldskulowy. Nawet sobie pomyślałem, że cena jest pewnie adekwatna do tego retro, bo widać było reklamową plakietkę oferty kupna na raty. Podszedłem.

Kiedy przeczytałem metkę, moje życie zatrzęsło się (nie wiem czy się zmieniło, okaże się). Nie, to nie była kwestia ceny (żeby się oszołomić ceną poszedłbym do sklepu dla audiofilów), poza tym akurat ten market jak próbuje szokować, to ceną w dół, niż w górę. Czytałem tę metkę raz za razem i widniejące na niej trzy słowa nijak mi do siebie nie pasowały.

gramofon Hyundai USB

HYUNDAI GRAMOFON USB

Ani się kojarzy z muzyką, ani z elektroniką, ani z retro. Nie analizowałem sposobu działania, po prostu mnie oszołomiło.

piątek, 11 lipca 2014

Artur Sporniak pisząc w Tygodniku Powszechnym o sprawie Chazana (zakładam że nie muszę jej referować, chyba że właśnie zajrzał ktoś świeżo przybyły z dalekiej podróży bez dostępu do krajowych newsów), stawia rozmaite ważkie pytania (które jedni uznają za ważny temat dyskusji, a inni za kwestie wyłączone z jakiejkolwiek debaty). Jednym z nich jest pytanie o granice klauzuli sumienia, która prawnie jest zagwarantowana lekarzom (w pewnym kształcie, też kwestionowanym, ale to temat na inne rozważania, raczej nie tu), cytuje autor w pewnym punkcie prof. Zolla, wg którego "prawo do klauzuli sumienia ma każdy człowiek, gdyż jest ono prawem podstawowym, które nie wymaga ustawowego ogłaszania". W konsekwencji Sporniak konkluduje, że "także dyrektor szpitala ma prawo do klauzuli sumienia i nie powinien być z powodu korzystania z tego prawa dyskryminowany".

Więc tu muszę zaprotestować. Owszem, dyrektor szpitala ma prawo do klauzuli sumienia, jak każdy inny. W jego przypadku korzystanie z tej klauzuli winno się przejawiać w odmowie podpisania umowy, na podstawie której szpital otrzymuje pieniądze za gotowość do wykonywania pewnego pakietu świadczeń (w tym tych, z którymi się w sumieniu nie zgadza) - a jeżeli szpital ma taką umowę podpisaną, odmówić przyjęcia stanowiska (lub z niego zrezygnować). Jeżeli pełni funkcję dyrektora w szpitalu, który zawarł kontrakt na wykonywanie zabiegów wywołujących pytanie o zgodność z sumieniem, i próbuje torpedować wykonywanie tych zabiegów ("publicznie zapewniał, iż w kierowanym przez niego szpitalu nie przeprowadza się aborcji") przyjmując jednocześnie pieniądze za gotowość do ich wykonywania, to jest to najdelikatniej mówiąc hipokryzja, a mówiąc dosadnie z pewnego punktu widzenia - zwyczajne oszustwo.

Można wykonywać zawód lekarza pomijając pewne zabiegi (nawet w obrębie własnej specjalności), ale nikt nie ma obowiązku bycia dyrektorem. A jak się chce nim być, to zgodnie z sumieniem winno się być uczciwym. Chazan w tym przypadku uczciwy nie był, więc o klauzuli sumienia w tym przypadku lepiej niech nie wspomina, on ani nikt inny.

Kwestii prawnych i etycznych związanych z samym przypadkiem dyskutować tu nie będę i proszę o respektowanie tego.

(1400)

19:33, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lipca 2014

Dzień dziś taki (był) że ponad trzydzieści stopni. Kiedy się w takich warunkach funkcjonuje, a zwłaszcza podróżuje, choćby i na krótkim dystansie, dziwne rzeczy człowiek dostrzega.

W mieście T.
"niebieskalazienka punkt odbioru osobistego"
Koło takiej tablicy informacyjnej parkowałem. 

Na samochodzie jadącym przede mną
"skup i sprzedaż samochodów pofirmowych i poleasingowych"
Poleasingowe mnie nie dziwią, ale formę "pofirmowe" zobaczyłem po raz pierwszy. Pewnie powinienem to wysłać na Chomeland Polishizna, ale, wiecie, upał.

Z wziętej dziś do ręki instrukcji gry komputerowej (wyścigi)
"Prosimy się nie kontaktować z pracownikami działu pomocy technicznej firmy z prośbą o porady dotyczące samego sposobu grania. Z przykrością informujemy, że nie udzielamy tego typu porad."
A co jeśli zawiera orzeszki? 

Spotkana na fejsie metka chińskiego produktu
made in China remove child before washing
Ważne: "wyjąć dziecko przed praniem"

Z literatury
"Oszalałe od upału miasto liczyło minuty do zachodu słońca"
Wciąż mam odruch, że to Bułhakow, ale może to jednak Strugaccy? 

niedziela, 06 lipca 2014

Wybraliśmy się na sobotni spacer w terenach górskich. Zostawiliśmy samochód w centrum miasta, ruszyliśmy. Pogoda nas początkowo straszyła, wyraźnie chciała nas zatrzymać w miasteczku, byśmy jak prawdziwi niedzielni turyści zasiedli przy kawie... ciastku (kremówce prosto z Wadowic)... kiełbasie z rusztu/grilla/paleniska... kebabie z oscypkiem ("ja przepraszam że pan hrabia w tym miejscu zwymiotował")... herbatce góralskiej... kolejnej herbatce góralskiej... a potem wykupili kwaterę i od rana powtarzali. Cóż, nie tym razem, zresztą wiatr raźno przegnał chmury straszące deszczykiem i niebo zrobiło się błękitne.

Przyjechaliśmy bowiem pobyć na świeżym powietrzu i rozruszać się przed nadchodzącymi wakacjami. Ludzi mimo słonecznej soboty na szlakach niewielu, także obecność jagód na krzakach wzdłuż szlaku wskazywała na to, że potencjalnych chętnych na buszowanie w krzakach wielu dotąd nie było. Zaskoczyły mnie natomiast - i to kompletnie - borówki (nawet jeśli tylko w jednym nasłonecznionym miejscu), przecież dopiero początek lipca, powariowała to przyroda zupełnie (choć jeżyny wciąż jeszcze cierpliwie czekają na swoją porę). 

Na Orłowej wiatr wiał wciąż w najlepsze. Stanąłem na zboczu patrząc na góry przed sobą, słońce przygrzewało. Rozłożyłem szeroko ręce, zamknąłem oczy. "Chrzań się, Leo", pomyślałem.